O książkę Anonimowe wyznania poprosiłam spontanicznie, gdyż zaintrygował mnie tytuł. W tym miejscu muszę zaznaczyć, że na fanpage’u nigdy nie byłam, dlatego wypowiadam się wyłącznie jako czytelniczka papierowej wersji opowieści, do której przystąpiłam bez wcześniejszego przygotowania.

Autorem pomysłu wydania internetowych zapisków najróżniejszych przypadków ludzkich w formie książkowej jest Łukasz Podpilski. W słowach wstępu zaznacza, iż Anonimowe wyznania mają ponad dwustu autorów. Na początek kilka uwag technicznych – jeśli w ten sposób mogę wypowiedzieć się o miękkiej okładce (z dość tendencyjnym obrazem kobiety z palcem na ustach i zakapturzonej postaci), formacie dobrze dostosowanym do dłoni, torebki, poduszki, z ponad czterysta osiemdziesięcioma stronami zapisanymi szybko czytającą się czcionką.

Przyznam, że na pierwszy rzut oka, książka specjalnie mnie nie porwała, ale postanowiłam ją najpierw przekartkować, w celu ustalenia sobie grafiku czytania (obowiązków mam mnóstwo i czytam głównie wieczorami). I tutaj się zaczęło… O ile pierwsze wrażenie zetknięcia się z książką było niezbyt dobre (nie sugeruję się nigdy okładką, ale kiczu nie znoszę), o tyle pierwsze strony rozbudziły moją ciekawość do tego stopnia, że lekturę przeczytałam w dwa wieczory. Mniej więcej po dwie i pół godziny spędzone z rewelacyjną czcionką i dobrym gatunkowo, czysto białym papierem.

Opowieści internautów podzielone są na kilka rozdziałów, w większości zatytułowanych jednym słowem. Mamy tu grupę śmiesznych wpadek, mętnych imprez suto zakrapianych alkoholem, dziwnych zdarzeń nie dających się jasno sklasyfikować oraz wyraźnych wspomnień z dzieciństwa, urwanych relacji, spontanicznych początków przyjaźni i miłości… Są historie zabawne, są bulwersujące. Są momenty, w których trudno powstrzymać głośny śmiech, ale i takie, gdy wzruszenie wywołuje łzy. W bibliotece nie ustawiłabym jej ani w dziale literatury kobiecej, ani młodzieżowej, ani obyczajowej. Dział varia nadaje się najlepiej, choć myślę, że i długo postoi w nowościach.

Mimo szerokiego spectrum emocji, które dostarczyły mi Anonimowe wyznania, nie czuję szczególnej euforii i na pewno nie sięgnę po nią drugi raz. Nie polecę jej tym samym wytrawnym czytelnikom, wychowanym na literaturze z wysokiej półki. Tak naprawdę trudno mi używać w odniesieniu do tego dzieła słowa książka (chyba, że tylko na płaszczyźnie formalnej, nie treściowej). Z całego zbioru ponad dwustu historii (od jednozdaniowych po kilkustronicowe) najmocniej zapamiętałam dwie: o dziewczynie pochodzącej z bardzo bogatej rodziny zatrudniającej gosposię, sprzątaczki, ogrodnika, oraz spacer matki z trzyletnią córeczką. Pierwsza, o której wspomnę opowiada o ponad trzyletniej znajomości dwudziestolatki z „dobrego domu” z grupą degeneratów najgorszego miksu. Dziewczyna spędzała z nimi weekendy w brudnych piwnicach, jadła cuchnące resztki, pozwalała się bić i poniewierać psychicznie na wszelkie sposoby. Czyniła to z wielkim zadowoleniem i uczuciem spełnienia; ani grupa koleżanek ze studiów, ani rodzina nigdy nie zauważyła czegoś niepokojącego. Druga opowieść, która wyostrzyła moją czujność, to wspaniale zapowiadający się spacer leśnym traktem, po którym idzie matka trzymająca córeczkę za rękę. W pewnym momencie dziecko wyrywa się i ucieka tak szybko, że matka traci je z oczu. Gdy dobiega za nim nad rzekę jest za późno, na tafli wody unosi się tylko lalka dziewczynki. Kilka lat później kobieta zaszła w ciążę, nieplanowaną, i choć urodziła dziecko, nie potrafiła go pokochać. Słowa tej kobiety to zapis ogromnej traumy, bólu i strachu przed żałobą. Na szczęście dla co wrażliwszych czytelników, koniec tej jednej z dłuższych relacji jest zaskakująco piękny. Myślę, że Anonimowe wyznania bardziej są potrzebne autorom niż samym czytelnikom, a ich fenomen polega przede wszystkim na możliwości pozbycia się dręczącego wstydu lub poczucia winy. Pozbycia się tych emocji, wrzodów psychiki, w sposób bezpieczny, bo anonimowy. To jakby forma spowiedzi, tyle że bez rozgrzeszenia.

Opowiadanie o sprawach, które w kulturze uchodzą za negatywne, które naruszają normy społeczne, moralne, odgrywa w tym przypadku ważną psychologicznie rolę – oczyszcza z emocji generujących lęk. Lęk przed odrzuceniem, napiętnowaniem. Wstyd to wstydliwy problem. To destrukcyjna siła, która tłamszona potrafi przerodzić się w toksyczne uczucie, a nawet w cechę charakteru. Moim zdaniem większość bohaterów (autorów) potrzebowała poczucia bliskości, miała dosyć uciekania przed sobą samym. Strona internetowa umożliwiła im wyrażenie swoich bolączek lub tajemnic, które nie mogły być dłużej spychane w zakamarki psychiki. Uważny czytelnik odnajdzie tu również masę mechanizmów obronnych, prób łagodzenia wewnętrznych konfliktów, które przybrały formę żartobliwych historyjek lub zdań wielokrotnie złożonych. Po ich przeczytaniu mogę śmiało powtórzyć za amerykańskim psychologiem, Johnem Bradshowem: „ludzka natura jest ograniczona, ale w ramach granic zdarzy się jeszcze wiele cudów”. Pamiętajcie o tym, Anonimowi…

Ola Malarz

0.00 avg. rating (0% score) - 0 votes

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Please enter your name here