Gdy otrzymałam przesyłkę od Wydawnictwa NieZwykłe, nie spodziewałam się, że książka, która ukazała się jego nakładem w Polsce (22 listopada 2017) spowoduje takie poruszenie w moim wnętrzu. Terapia amerykańskiej autorki Kathryn Perez to historia mocna, autentyczna, która nie pozwoli o sobie zapomnieć. Wciągająca. Porywająca. O tej książce myśli się podczas wertowania wszystkich 478 stron, myśli się o niej w przerwach między czytaniem, myśli się po jej zakończeniu.

Historia, która wpisuje się przede wszystkim w nurt new adult, jest niezwykle dojrzałą opowieścią o emocjach, dlatego też umieścić ją można w kręgu książek psychologicznych.

To przecież terapia…

Tytuł moim zdaniem odnosi się do trzech płaszczyzn. Dotyczy samej bohaterki, która dzięki terapii (i to niezwykle dla niej trudnej), wyrywa się z ciemności swej psychiki. Drugi poziom przenosi nas do gabinetów psychologicznych, zajęć grupowych, gdzie możemy się spotkać z terapeutą i z pacjentami dzielnie pokonującymi bariery zaburzeń, wytrwale walczącymi z demonami w ich umysłach… Trzecia płaszczyzna rozgrywa się w naszym wnętrzu. Śmiało mogę powiedzieć, że po przeczytaniu tej książki jestem innym człowiekiem. Lepszym, jeszcze wrażliwszym.

Kilka rozdziałów, z których każdy zaczyna się pięknym cytatem (uwielbiam to w książkach, to jak swoista dedykacja, punkt odniesienia), doprowadziło mnie do łez. Być może przez to, że w pewnym momencie uświadomiłam sobie, jak bliska jest mi Jessica, dzielna bohaterka, główna postać tej potężnie uwrażliwiającej opowieści. I choć nie spotkały mnie tak dramatyczne sytuacje w życiu jak ją, to znalazłam wiele elementów wspólnych z jej przeżyciami, jej stanami ducha, z jej pragnieniami. Każdy z nas spotkał się z lękiem, został odrzucony, był nieszczęśliwie zakochany, poczuł się niezwykle samotny, niezrozumiany.

Jessicę poznajemy, gdy rozpoczyna się ostatni rok liceum, ma osiemnaście lat, jest wyszydzana i odtrącana w szkole, codziennie spływa na nią dawka hejtu. Mieszka z rodzicami w małym domu, matka jest alkoholiczką, ojciec jest tak wyblakłą postacią, że nie wypowiada ani słowa do swojej córki, a jej brat dawno wyprowadził się na studia. Dziewczyna ucieka w przygodne spotkania z kolegami. W szkole huczy od plotek na temat jej sposobów na udany weekend.

Oczywiste, że staje się znienawidzonym obiektem wśród koleżanek z klasy.

W pewnym momencie przykre odzywki uczennic zmieniają się w nienawiść wyrażoną w sposób fizyczny. Jessica zostaje podstępem zwerbowana do miejsca pod miastem, gdzie spotyka się młodzież, a następnie brutalnie pobita do nieprzytomności. Z opresji ratuje ją Jace, chłopak jednej z oprawczyń, który zjawa się na umówione przez nią spotkanie nieco spóźniony. Kilka stron później Jace zrywa ze swoją dziewczyną i powoli, bardzo powoli zbliża się do Jessici. W miarę jak spędzają ze sobą coraz więcej czasu, jak łączą ich piękne słowa, relacja na naszych oczach przeradza się w przyjaźń.

Ból ustępuje miejsca zaufaniu, radości, na ustach samotnej do tej pory dziewczyny coraz częściej pojawia się uśmiech.

Jace pochodzi z bardzo wysoko postawionej w mieście rodziny, właścicieli ogromnej posiadłości. Społeczna przepaść między przyjaciółmi jest ogromna. Mimo sprzeciwu matki, chłopak cieszy się z czasu codziennie dzielonego z Jessicą. Ich relacja jest coraz bardziej fascynująca i naprawdę trudno uchwycić moment, w którym przyjaźń staje się czymś więcej. Jessica wreszcie zapomina o przykrościach, ale nieuchronnie zbliża się koniec roku, egzaminy na studia… Mimo że obydwoje są przygotowani na rozłąkę, nikt nie spodziewa się, co się za chwilę wydarzy i do jak tragicznych wydarzeń doprowadzi momentalnie odradzający się lęk, ból i samotność.

Tu zamyka się pierwszy etap opowieści.

W następnym spotykamy się po sześciu latach. Dojrzalsi bohaterowie nadal piszą dzienniki i rozpamiętują przeszłość. I po sześciu latach spotykają się znowu. Tyle, że teraz prowadzą już inne, odrębne życia. Sześć lat to dużo, bardzo dużo czasu, a jednak, gdy trzymamy w rękach Terapię, sześć lat stanowi tylko mały przeskok. Jessica nadal znaczy swoje ciało bliznami, nadal zadaje sobie ból fizyczny żyletkami, a teraz dodatkowo samotność zapija alkoholem.

Splot wydarzeń doprowadza ją do psychoterapeuty.

Tu dowiaduje się, co nią kieruje, na jakie zaburzenie cierpi… „Skoro już muszę być chora psychicznie, to dlaczego nie mogłam przynajmniej mieć choroby, którą można wyleczyć jedną tabletką dziennie?! Do dupy. Domyślam się, że od teraz ten gabinet będzie moim drugim domem, albo chociaż przystankiem pomiędzy terapią grupową, terapią indywidualną i jeszcze tym cholernym DBT. Przy tak napiętym grafiku równie dobrze mogłabym po prostu zgłosić się do szpitala psychiatrycznego”. Smutki, samotność, terapie, walka, błędy, walka, błędy, zniechęcenie… w kółko, w kółko. Trudne emocje ujęte w przepiękne słowa.

Jest i romantyczny wątek, gdy dawny przyjaciel Jessici uświadamia sobie, że nie jest jej jedynym, a naszą uwagę przykuwa tajemniczy Kingsley, znajomy z grupy terapeutycznej. I gdy wydaje się, że życie obojga po wielu trudach, wreszcie się układa, następują po sobie wypadki, niespodziewane zwroty akcji, a może nawet momenty zawieszenia… bo są to chwile, gdy zwalniamy, gdy czytając, chwytacie za ołówek i zaznaczacie cytaty, myśląc „to jest to”, „to mnie dotyczy”.

Książka piękna.

Wątek niezwykłej miłości jak nić snuje się przez setki stron, ubierających ją w delikatność, w erotykę, w błogie napięcie, w smutki, łzy, ból fizyczny, samotność, tęsknotę. To książka o sile przyjaźni. Przyjaźni czystej, szczerej, takiej, do której każdy tęskni. Ta książka to pomocna dłoń, którą wystarczy uchwycić. Ta książka to czuły dotyk. Osoby wysoce wrażliwe uchwycą też magiczne chwile, gdy na dłonie trzymające przepięknie wydaną książkę spadnie fioletowy płatek śniegu. Jednak wszyscy, którzy ją przeczytacie, uwierzycie, że dłoń, którą chcecie codziennie trzymać w swojej, dłoń, za którą tęsknicie, tak naprawdę zaczyna się w Waszym sercu.

Ola Malarz

P.S. Dla MP

5.00 avg. rating (99% score) - 2 votes

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Please enter your name here