Bycie nieśmiałym człowiekiem nie jest zawsze czymś, co pomaga w życiu codziennym. Co więcej, zraniona dusza i serce potrafią boleć tak bardzo, że za wszelką cenę nie chce się doprowadzić do tego, by to okropne uczucie powróciło. Co wydarza się w takich przypadkach?

Zazwyczaj następuje blokada emocji, zbudowanie dystansu i ucieczka od problemów. A gdy już przyjdzie stanąć twarzą w twarz z czymś (lub kimś), co sprawiło tyle nieprzyjemności, przeszłość wraca i czasem ciężko dać jej odejść.

A co jeśli znajdzie się cudowny „lek na całe zło”? Warto zaryzykować i dać się ponieść?

Liz Hayes nigdy nie miała szczęścia do facetów. Jej ojciec, który był dla niej najwspanialszy na świecie, zmarł wiele lat temu, osierocając dzieci i zostawiając zdołowaną żonę. Żeby tego było mało – ten jedyny, w którym główna bohaterka była zakochana bez pamięci – tak po prostu ją zostawił z dnia na dzień. Dlaczego? Nie była idealnym elementem układanki, który pasowałby do jego świetlanej przyszłości. Po tym ciosie trudno było się jej podnieść, jednakże po wielu zmaganiach Liz ruszyła dalej, by walczyć o lepsze jutro z naładowanymi bateriami. Sielanka nie trwała długo, bowiem właśnie wtedy odwiedził ją jej brat, Tim, który nie dość, że ją okradł, to jeszcze przepadł bez śladu. Dziewczyna była zmuszona podjąć się nowej, nieco upokarzającej pracy. Wtedy… niespodziewanie wrócił Trevor.

Co zrobić, gdy nagle twój świat obraca się o sto osiemdziesiąt stopni, a nie do końca masz na to ochotę? Czy można drugi raz zaufać tej samej osobie, czy lepiej kierować się myślą, że „nie wchodzi się dwa razy do tej samej rzeki”? Jak potoczą się losy Liz, co się stało z Timem, a kim okaże się Trevor?

Na te i wiele innych pytań odpowiedzi znajdziecie w najnowszej książce Aurory Rose’y Reynolds Until Trevor.

Wiele można powiedzieć o tej pozycji. Przyznam szczerze, że myślałam o niej jako o historii z kart kryminału, która będzie miała w sobie tylko namiastkę romansu Liz i Trevora. Jakże bardzo się myliłam!

Na moje nieszczęście było zupełnie odwrotnie. Efekt? Nuda! Poważnie, nie pamiętam, kiedy ostatnim razem nudziłam się tak bardzo podczas czytania dialogów. Liczyłam na smaczki ze świata Policji, ciekawe elementy związane z hazardem Tima i umoralniające wątki.

Co dostałam?

Paplaninę o miłości na przemian z niekiedy niesmacznymi opisami seksu między parą głównych bohaterów. Wiele jestem w stanie zrozumieć, szanuję prawdziwą miłość i wszystko, co się z tym wiąże, jednak moim zdaniem autorka przedstawiła Liz jako „kobietę-pieska”, która nie potrafi (albo nie chce) zrobić na złość swojemu mężczyźnie (panu?).  Naprawdę wszystko kręci się wokół muskularnego Trevora, który momentami bywa tak zaborczy, że aż żal temu towarzyszyć. Akty miłości zdarzają się w tej książce co trzy, cztery strony, a opisy i dialogi pozostawiają wiele do życzenia. Szczerze mówiąc, w pewnym momencie zaczęłam je po prostu omijać, żeby dobrnąć do ostatnich stron powieści, bo nie zwykłam pisać opinii o czymś, czego nie przeczytałam od początku do końca.

Co z moim długo oczekiwanym wątkiem kryminalnym?

Otóż, pojawia się bardzo rzadko, do tego w międzyczasie i jest tak skąpy, że do tej chwili nie wiem, co tak naprawdę wydarzyło się w życiu Tima i jak sobie z tym radził. Liczyłam na tak wiele, czekałam na jakiś dreszczyk grozy, a co dostałam? Ckliwy romans, w którym mężczyzna jest uparty, a kobieta nie ma zbyt dużo do powiedzenia.

Plusy książki?

Czyta się ja bardzo szybko, nie trzeba się  bardzo skupiać nad fabułą (bo i nie ma za bardzo nad czym). Myślę także, że można polubić niektórych bohaterów, jakich udało się wykreować autorce. Wielką sympatią darzyłam Casha, którego cechy charakteru bardzo przypadły mi do gustu. Doceniam też fakt, że Aurora Reynolds próbowała pokazać, jak bardzo na kaorzyść Trevor zmienił swoje życie dzięki prawdziwemu uczuciu.

Jak to wygląda w ostatecznym rozrachunku?

Powiem wprost – mogło być lepiej, ale tragicznie też nie jest. Podobało mi się również zmienianie narratora w trakcie trwania fabuły. I tak oto Trevor i Liz wypowiadali się na zmianę, opisywali swoje wahania, rozterki, uczucia, dzięki czemu czytelnik dostaje trochę  różnorodności.

Nie czytałam pierwszej części serii Until. Być może właśnie dlatego nie jestem w stanie zrozumieć fenomenu całego projektu. Jako odbiorca, który już trochę w swoim życiu przeczytał i jest fanem wciągających historii, z przykrością stwierdzam, że ta niekoniecznie do takich należy.

Jeśli wy natomiast lubicie miłosne uniesienia i mocne opisy zbliżeń seksualnych głównych bohaterów, których uczucie rozwija się z prędkością światła, to ta książka jest dla was. Co zrobię ja? Na pewno zastanowię się dwa razy zanim sięgnę po serię Until i przypomnę sobie to zniesmaczenie, które towarzyszy mi nawet teraz, w środku nocy, gdy piszę tę recenzję.

Jednak pamiętajcie – zawsze lepiej przekonać się samemu i nie oceniać książki po okładce. Nie pozostaje mi więc nic innego, jak życzyć powodzenia.

0.00 avg. rating (0% score) - 0 votes

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Please enter your name here