Twórczość Nie Czesława, ale Miłosza mimo tego, że dotyka katastrofizmu poetyckiego odbiega od twórczości Czesława Miłosza – jednego z największych poetów polskiej literatury. Autorowi bliżej do bezpośredniości Charlesa Bukowskiego dodając nieprzewidywalność Andrzeja Bursy i pociąg do śmierci Jarosława Borszewicza. Warsztatowo i tematycznie wpisuje się więc w nowoczesne kanony poezji perfekcyjnie. Jednocześnie wprowadza w naturalizm wizje francuskiego décadence, którą ubiera w obrzydzenie wobec dzisiejszego świata.

(NIE)ŻYCIE PODMIOTU LIRYCZNEGO

Osoba mówiąca w wierszach młodego poety, to przekonany o beznadziejności dzisiejszego świata mężczyzna. Mężczyzna, który ulega samozniszczeniu, samodestrukcji. Zażywając używki stara się uciec od świata, którym gardzi, będąc jednocześnie jego częścią. Częścią równie demoniczną, równie brudną, zniszczoną. Jednak pod skorupą masochistycznego bywania w (nie)rzeczywistości, jest skulony niezwykle wrażliwy człowiek. Człowiek, który został skrzywdzony. Człowiek, który skrzywdził. Człowiek, który pragnie ukojenia, miłości, prawdy. Podmiot liryczny odgradza się poniekąd od ludzi. Z wersów bije poczucie niezrozumienia, a momentami teoretycznie sprzeczne do jego konstrukcji – poczucie wyższości.

ZDEWALUOWANY ŚWIAT

Czemu mała żółta kropka wyświetlona na świecącym ekranie ma świadczyć o moim humorze? Bo tak. Bo świadczy. Bo mamy rzeszę emotikonów do wyrażania swojego samopoczucia. Wyrażamy emocje wirtualnie. A może wyrażamy wirtualne emocje? Podmiot mówiący w wierszach Nie Czesława, ale Miłosza poddaje stanowczej krytyce płytkość współczesnych relacji, internetyzm i dewaluacje słów, uczuć, ludzi, oddechu. Dewaluacje wszystkiego. Wskazuje na odczłowieczanie życia, dotykając Sheakspearowskiego ujęcia ludzi jako aktorów. Udawanie, granie, sranie na zawołanie. Tak widzi ludzi podmiot liryczny. Można wywnioskować, że poniekąd nimi gardzi. Może stąd to bijące poczucie wyższości? Z pewnością można wyczytać zdziwienie, a wręcz zniesmaczenie gonitwą i kotłowaniem się ludzi bez większego celu. Bo przecież i tak wszyscy umrzemy.

TANIEC ZE ŚMIERCIĄ

Podmiot wierszy depresyjnie obraca się wokół śmierci. I nie tylko w idei poetyckiego pesymizmu. On uwielbia być na jej granicy, o czym świadczą mechanizmy samozniszczenia. Jakby ona była niezbędnym elementem życia, jednym z najważniejszych. A może najważniejszym? Podmiot tańczy ze śmiercią. Ale jakie czasy, taki danse macabre. Dlatego katowanie siebie pustymi relacjami i pełnymi kieliszkami staje się jego cichym umieraniem, skomleniem, piskiem, uzależnieniem. Ucieczką, zasłoną dymną przed smogiem. Pełnym hipokryzji protestem przeciwko okrutnej rzeczywistości. Rzeczywistości szkodliwej, zatrutej, toksycznej.

TOKSYKOLOGIA

Co bardziej szkodzi? Używki, brak snu, a może NIEMIŁOŚĆ? A może miłość toksyczna, zamknięta w czterech ścianach syndromu sztokholmskiego. Ubrana w kwiaty zła niczym poemat Charlesa Baudelaire’a. Odbierająca oddech relacją maniakalnego nałogu. Nałogu wzajemnych ciosów i wbitych szpil. Podmiot liryczny zasmakował takiej relacji. Miała smak gorzki i gorzkim smakiem w ustach pozostała w odbiciu powiększonych źrenic. Była trucizną, była i wciąż jest. Niemiłością miłości pokrytą gęstą warstwą ciszy. Milczeniem, które nie sposób przerwać, którego przerwać nie można, a może poniekąd się nie chce? Niemniej jednak osoba mówiąca za pomocą ironii i cynizmu ukazuje zgubność toksycznych relacji, relacji uzależnienia, relacji przemocowych. Z drugiej jednak strony szuka wrażeń, seksu bez granic, granic bez seksu. Grzechu napędzającego niewiarą w odkupienie.

GDZIE JEST BÓG? JEST BÓG? BÓG?

Można powiedzieć, że podmiot liryczny ma ciężką relację z Bogiem. Swoją wiarę przykrywa gęstą warstwą zwątpienia w jej wyznawanie, w jej kształt, przesłania. Przesłania, które są słowami ludzi, a nie samego Boga. Mężczyzna gubi się we własnych przekonaniach. Odrzuca Boga jednocześnie wskazując na jego istnienie. Krytykuje, wciąż znajdując się w zasięgu jego wpływu. Wpływu, który sam na siebie wywiera, polemizując na temat poziomu zabrudzenia świata w porównaniu do religijnego ideału.

BRUDNE SŁOWA I BRUDNE TEMATY

Podmiot skonstruowany przez młodego poetę ma wiele twarzy, jest intrygujący. Pod przykryciem obelżywości i sprzeciwu wobec rzeczywistości kryje się ktoś, kto doznał krzywdy. Takiej, która jest jakby ukryta pomiędzy wersami, gdzieś pomiędzy innymi krzywdami, które zostały zwerbalizowane. Tam jest drugie dno, dno piąte i ósme. Bo pomimo widocznej inspiracji twórczością poetów wyklętych, sporo tam symbolizmu. Brudne słowa i brudne tematy wysypują się na czytelnika i trafiają. A ilustracje idealnie je podsycają. Nie Czesław, ale Miłosz jest niewyklętym na miarę czasów współczesnych wyklniętym poetą, który porywa, odstrasza, a zarazem zachwyca i pociąga. Serdecznie polecam jego tomik, bo prawdziwym talentom warto dać szansę.

5.00 avg. rating (99% score) - 4 votes

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Please enter your name here