„Być może kiedyś wejdę do jednego z tych sklepów, a nie tylko będę je mijać, patrząc pożądliwie na ich witryny, że być może kiedyś będę miała prawdziwą torebkę i buty na obcasie jak dorosła kobieta, zamiast chodzić Piątą Aleją w martensach, z fartuszkiem, korkociągiem i zbieraczem okruszków w płóciennej listonoszce. Być może kiedyś.”

Autorka

Zazwyczaj jest tak, że kiedy celebryci „biorą się za pisanie”, to tak naprawdę robi to za nich ktoś inny. Ktoś kto ma lekkie pióro, wyobraźnię i zna się na swoim fachu. Zaś taki celebryta do powstałej książki przykłada swoją twarz jak pieczątkę. Sławne nazwiska przyciągają czytelników jak magnes i być może tak było w przypadku Lauren Graham, ale… Autorka, a przede wszystkim aktorka komediowa, znana z serialu „Kochane kłopoty”, zdobyła wykształcenie predysponujące ją do napisania doskonałej powieści. Ukończyła Barnard College na Uniwersytecie Columbia w Nowym Jorku, a także zdobyła tytuł magistra sztuki w zakresie aktorstwa na Southern Methodist University. Nie zdziwiła mnie ani trochę informacja, że brawurowy debiut literacki Lauren Graham wdarł się na listę bestsellerów New York Times. I sądzę, że nie było to kwestią jej znanego nazwiska, ale autentycznej eksplozji talentu.

Franny Banks

Kocham tę dziewczynę! Naprawdę. Jest jedną z najbardziej żywych fikcyjnych postaci, z którymi miałam przyjemność się zetknąć. Nie jakaś tam dziewuszka z marzeniami i burzą loków, których nie potrafi ujarzmić. Nie pierwsza lepsza walcząca o swoje szczęście młoda kobieta, lecząca dziurę w budżecie pospolitym kelnerowaniem. Nie niedoszła aktorka, pobierająca lekcje w jednej ze szkół w Nowym Jorku. Nie. To prawdziwa tykająca bomba emocjonalna. Autorka, poprzez swoje doświadczenia w stawianiu pierwszych kroków na drodze do aktorskiego sukcesu, tchnęła we Franny życie w jednocześnie subtelny i dynamiczny sposób. Ulepiła ją z najlepszej gliny, ożywiła tak, że podczas lektury Być może kiedyś nie mogłam oprzeć się wrażeniu, że nie czytam, ale siedzę z miską popcornu na kanapie i oglądam kolejne odcinki ulubionego serialu.

Pękłam ze śmiechu

Lauren Graham nasączyła swoją powieść tym specyficznym poczuciem humoru, przed którym się kłaniam. Wyrafinowany ironiczny dowcip trafia do mnie jak nic innego:

 

Frances, tu twój ojciec. Ten z Connecticut. Mówię to na wypadek, gdyby twoje listy, które bez wątpienia do mnie ślesz, były przekierowane do innego ojca w innym stanie.

 

CHARAKTERYSTYKA POSTACI: Arkadia to dawno zaginiona córka milionera i patriarchy rodu, Ellisa Sloane’a. Sądzono, że utopiła ją trzecia żona playboya i milionera Petera Livingstona, milionerka Angela Bart, specjalistka od rynku nieruchomości, która liczyła na to, że zostanie jedyną dziedziczką jego fortuny. Ale Arkadia przeżyła zamach na swoje życie, dotarła do brzegu, choć miała tylko osiem miesięcy. Z zuchwałością i arogancją, które pozwoliły jej przetrwać jako niemowlakowi, przybywa do Pinetree, gotowa wyrównać rachunki i złamać kilka serc.

Fabuła

Teoretycznie jest to powieść, jakich wiele. Z pozoru banalna i jakże bardzo amerykańska historia o dziewczynie z „prowincji”, która przyjeżdża do Nowego Jorku licząc, że wyśni swój sen o sławie, a ścieżka do kariery będzie usłana płatkami róż. Pannę Banks poznajemy w ostatnim półroczu deadline’u, tj. czasu, który dała sobie na to, żeby spełnić marzenia o aktorstwie. Umiejętność wcielania się w role, ogromna wyobraźnia i determinacja, których wszak jej nie brak, pozwalają przypuszczać, że sukces leży na wyciągnięcie ręki. Franny, mimo potknięcia na scenie podczas finałowego pokazu, zostaje zauważona przez dwóch potencjalnych agentów. A wiadomo, że za triumfem aktora, zawsze stoi jakiś agent. Z nieodłącznym notesem, w którym zapisuje głównie liczbę kilometrów, które udało jej się przebiec, czy spożyte dania, Franny biega na castingi, przemierza miasto, wędrując z przesłuchania na przesłuchanie, co niestety koliduje z jej pracą kelnerki. I jak to w życiu bywa – nie dostaje ani jednej sensownej propozycji i traci jedyne źródło dochodu. Jedyną łyżką cukru w tej beczce soli jest jej przyjaciółka Jane i współlokator Dan, a także młody aktor, pnący się właśnie po szczeblach kariery.

Trójkąt czy czworokąt?

Lauren Graham w nielitościwy sposób wytknęła miałkość scenariuszy oper mydlanych. Jako wnikliwa obserwatorka, która zjadła wiele chlebków z castingowych pieców, doskonale opisała mozolność, podekscytowanie i narastające zniechęcenie głównej bohaterki. Tę chęć, aby dopiąć swego, zaistnieć, grać w teatrze na Broadway’u i robić w końcu to, co się kocha. I na drugim biegunie wątpliwości „a może ja się nie nadaję?”. Poza zawodowymi perturbacjami, Franny wpada, choć odżegnuje się od tego, w trójkąt, a nawet czworokąt miłosny. Gdzieś tam w Chicago jest Clark, fantomowy niedoszły narzeczony, który z wzajemnością traktuje Franny jako opcję. Jest współlokator Dan, zaręczony z wymagającą INNĄ kobietą. Jest w końcu James Franklin, kolega aktor, na widok którego kolana Frances zamieniają się w przysłowiową galaretkę. Mimo że panna Banks kpi z trójkątów miłosnych, co ze strony autorki uważam za genialny zabieg (bo sprawia, że książka jest jak oglądanie serialu o serialu – przewrotne, pomysłowe!), sama w taki wpada. Jak? Z kim? Kto tworzy jego wierzchołki? Oczywiście Franny, oraz…

Słodko-gorzki optymizm

Jestem zachwycona powieścią Lauren Graham. Spodziewałam lekkiej, średnio zabawnej książeczki, jednej z tych, które powstały w późnych latach dziewięćdziesiątych, a każda była klonem poprzedniej. Byłam niemal przekonana, że ot „całkiem fajne czytadełko”. Odszczekuję! Dawno nie czytałam tak dobrej, inteligentnej i dziko nasyconej humorem książki. Być może kiedyś jest niemal jak poradnik, bo uświadamia, że porażka, a nawet sto porażek jedna po drugiej, to tylko potknięcia w drodze do szczęścia. Jak to moja babcia mawiała „Można się wykopyrtnąć, ale trzeba iść dalej”. Bo jeśli wierzymy w siebie, choć inni w nas wątpią, prędzej czy później trafimy na tęczę z garnkiem złota na końcu.

 

Bardzo dziękuję Wydawnictwu ZYSK i S-KA tę czytelniczą biesiadę.

0.00 avg. rating (0% score) - 0 votes

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Please enter your name here