Utwór Co kryją jej oczy Sarah Pinborough został okrzyknięty jednym z najbardziej niepokojących thrillerów roku 2017 (John Connolly), mroczną powieścią (Joe Hill), czy literackim kameleonem (Neil Gaiman).

Książkę poleciła mi moja przyjaciółka, którą nazywam z angielska osobistą book finderką. Jest zakochana w literaturze i pracuje jako bibliotekarka. Wydała mi wręcz rozkaz przeczytania tej powieści. Cóż, gdy na okładce zobaczyłam zdanie „historia miłosnego trójkąta”, wzdrygnęłam się, delikatnie mówiąc. Nie znoszę romansów, kojarzą mi się z kiepską literaturą, którą niegdyś można było nabyć w każdym kiosku Ruchu. Jednak Sylwia [przyjaciółka] nalegała. Zatem otworzyłam…

Cytat Benjamina Franklina na pierwszej stronie zaciekawił mnie. Przewróciłam kolejną kartkę. Rozdział pierwszy, a właściwie „rozdział” (tych kilka zdań, ze względów objętościowych, trudno nazwać rozdziałem), zaintrygował jeszcze bardziej. W tym momencie naprawdę zaczęłam czytać.

Pojawiła się Adele. Potem Louise. Dwie narratorki, które z różnych perspektyw opowiadają tę samą historię. Adele, piękna, zadbana, bogata, obezwładniająca swym urokiem wszelakie otoczenie; żona zdolnego lekarza psychiatrii, Davida. Louise, czyli Lou, nieco zaniedbana, matka samotnie wychowująca sześcioletniego synka, mieszkająca w niezbyt komfortowych warunkach; samotna, ale lubiąca się zabawić od czasu do czasu w piątkowy wieczór. I właśnie w jeden z takich wieczorów spędzanych w barze poznaje jego. Kilka kartek (dni) później on okazuje się być jej szefem, a ona jego sekretarką. Dość niezręczna sytuacja zostaje jednak szybko załagodzona. Lou nie szuka aż takich przygód, a poza tym zależy jej na pracy, ale… on okazuje się skrytym, zamkniętym w sobie młodym mężczyzną o pięknym lecz smutnym spojrzeniu (jak to w romansach bywa).
Jakkolwiek by to nie zabrzmiało, nie jest to ckliwie opowiedziana historia. W tym momencie wkracza bowiem do akcji Adele. Eteryczna, wzbudzająca zaufanie, delikatna osóbka, która niespodziewanie zderza się na ulicy z Lou. Obie kobiety zatrzymują się i po chwili rozmowy idą na kawę do pobliskiego bistro. Lou zdaje sobie sprawę z tego, kim jest Adele. Adele potrzebuje chwili rozmowy, rzadko opuszcza wielki, bogato urządzony dom. Właściwie, prawie nigdy. Mąż David nie pozwala na to, kontroluje każdy ruch swojej żony, o wyznaczonych godzinach telefonuje do niej i bardzo nie lubi, gdy nie ma jej pod kontrolą. Adele zaprzyjaźnia się z Lou, Lou zaprzyjaźnia się z Adele, David nie ma pojęcia, z kim przyjaźni się jego kochanka (tak, Lou ulega jednak urokowi pięknych, smutnych oczu…).

Historia zapewne, niezbyt częsta, ale nadal realistyczna w rzeczywistym świecie. Jednak pojawiają się sygnały, które zaburzają jej typową geometrię; dysonanse, choćby w relacjach obu narratorek. Czytając jednym tchem, trudno się w pewnym momencie połapać, która z nich mówi prawdę. Komu zaufalibyście? Pięknej i bogatej damie z pozycją społeczną czy alkoholizującej się kobiecie, która nie pogodziła się porażką, jaką był rozwód, a w dodatku romansuje z mężem przyjaciółki, robiącej wszystko, aby wyciągnąć ją na życiową prostą?

Jednak pamiętajmy, że jest jeszcze serce… i to nim kieruje się Lou. Słucha intuicji i w pewnym momencie odkrywa, kto gra nieuczciwie. Lou jest naiwna, ale potrafi walczyć jak lwica. Gdy zauważa siniaka pod okiem przyjaciółki, którą jej mąż, znany i ceniony lekarz, zamyka w domu, decyduje się na desperacki krok. Robi wszystko, by uratować ją z rąk bezwzględnego tyrana. David jednak ma w sobie coś, czego nie akceptuje umysł Lou, choć całkowicie toleruje jej serce.

W opowieści pojawiają się też wątki dotyczące przeszłości (a w niej dramatyczne wydarzenia z życia Adele, która okazuje się dziedziczką wielkiej fortuny). I o ile początkowo drażnią, wybijając z narracyjnego rytmu, o tyle z biegiem akcji nabierają wyrazu, stając się nawet ciekawsze od teraźniejszej narracji. To w przeszłości tkwi wyjaśnienie wielu irracjonalnych zachowań naszych bohaterów. Lou otrzymuje pewien szczególny podarunek od Adele. I to on jest kluczem do zrozumienia historii miłosnego trójkąta…

Książka silnie oddziałowuje na czytelnika. Jest jedną z niewielu, które chce się już skończyć
i jednocześnie czytać dalej. Mistrzowsko zbudowane napięcie przez prawie 400 stron blednie przy zakończeniu, bo to ono wgniata w fotel. I to dopiero ostatnie słowa pozwalają zrozumieć treść pierwszej strony, która zabiera nas w podróż po niby banalnym romansie… Zdecydowanie polecam!

                                                                                                           Ola Malarz

0.00 avg. rating (0% score) - 0 votes

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Please enter your name here