Autor: pieceofroses

Jak wiesz, smok to bardzo potężny symbol. Ale w Korei dwugłowy smok jest wyjątkowy. Widzisz, dwie głowy są zwrócone w przeciwnych kierunkach, na wschód i na zachód. Głowa skierowana na wschód chroni Koreę przed Japonią. Druga, zorientowana na zachód, broni nas przed Chinami. Smok strzeże tych, którzy go posiadają, by mogli służyć Korei.

Historia II wojny światowej, której uczymy się w szkole, jest niezwykle europocentryczna. Rzadko kiedy i wyłącznie nielicznym udaje się spojrzeć szerzej. Podczas gdy w Europie niemieccy naziści budowali obozy zagłady i eksterminowali m.in. Romów i Żydów, swoje piekło na ziemi przeżywały także liczne narody azjatyckie, będące pod okupacją Japonii. Taki los spotkał m.in. Koreę.

To, co chcemy przemilczeć

William Andrews w niezwykłej powieści Córki smoka, o wymownym podtytule Historia kobiety do towarzystwa, przepracował intrygujący, tajemniczy, lecz niechętnie wyciągany na światło dzienne kawałek historii narodu koreańskiego. Pokazuje, jak japońska armia okupowała koreańskie wioski, jak wyzyskiwała rolników, przynosiła głód i cierpienie. Nie przemilcza także pewnego niezręcznego faktu, który wielu, szczególnie azjatyckich, historyków chciałoby wymazać z kart historii.

Stacja komfortu

Otóż, pewnego zwyczajnego dnia siostry Jae-hee i Soo-hee dostają powołanie do pracy w japońskiej fabryce butów. Jest to jednak podstęp. Trafiają do stacji komfortu w  Dongfengu, czyli miejsca, w którym młode dziewczynki (nasze bohaterki mają około 14-15 lat) świadczą usługi seksualne żołnierzom japońskiej armii. Nie muszę dodawać, że są do tego brutalnie zmuszane. Mieszkają w śmierdzących nasieniem barakach, bez dostępu do opieki medycznej, odpowiedniego jedzenia, picia, do dyspozycji mając jeden nocnik. Codziennie każda z nich przyjmuje około 40 (słownie: czterdziestu!) żołnierzy, którzy gwałcą je na rozmaite sposoby, poniżając, upokarzając, zadając ból i cierpienie.

Syndrom sztokholmski

Najbardziej okrutnym upokorzeniem jest przymus podziękowania oprawcy za wyrządzona krzywdę. Brzmi to absurdalnie? Pewnie tak, ale tak właśnie wyglądała rzeczywistość dobrze wychowanych, młodych Koreanek.

– Wiesz, co zrobiłam, kiedy było po wszystkim? Kiedy ze mną skończył i kazał mi wyjść?

– Nie, proszę pani.

– Pokłoniłam się i mu podziękowałam – szepcze, kręcąc głową. – Nie potrafię powiedzieć, dlaczego to zrobiłam. Miałam ochotę na niego napluć, nawrzeszczeć, powiedzieć, jak bardzo go nienawidzę. Po japońsku, żeby zrozumiał. Ale musiałam być grzeczna, ja kazała mi matka. Więc mu podziękowałam. Chyba go to zadowoliło.

 Dobre wychowanie grzecznych dziewczynek to pierwsze okrucieństwo zadane tym Koreankom przez ich kulturę. Drugie – to wstyd. Jednostkowy i zbiorowy.

Gdy koszmar Dongfengu się skończył, Jae-hee musiała ukrywać to, co ją spotkało ze strony Japończyków, ponieważ jej własna rodzina, jej własny naród, oceniliby ją jako winną lub – w najbardziej optymistycznej wersji – współwinną.

– Powinnaś była powiedzieć „nie”, Jae-hee. Gdy zorientowałaś się, że Japończycy cię oszukali, należało pozwolić, by cię zastrzelili. Nie powinnaś pracować dla komunistów ani w kijichonie.

– Miałam pozwolić im mnie zastrzelić? Chul-sun, czy ty słyszysz, co mówisz?

– Wiem, co mówię – odparł gniewnie. – Twierdzę, że w tej sytuacji honorowym postępowaniem byłoby odmówienie im!

Dziewczyna z Ameryki

Cała ta historia byłaby nie do zniesienia: nie do napisania i nie do przeczytania, gdyby nie to, że William Andrews włożył ją w usta staruszki, opowiadającej z perspektywy czasu. Anna, Ja-young, jest Koraenką. Jako mała dziewczynka została adoptowana przez amerykańską rodzinę i tam też się wychowała. Gdy umarła jej przybrana matka, postanowiła pojechać do Korei i odnaleźć swoją rodzicielkę. Zamiast niej spotkała jednak tajemniczą staruszkę, która dała jej równie tajemniczy grzebień z pięciopalczastym, dwugłowym smokiem. Co to za grzebień? Skąd się wziął? Dlaczego ludziom z rządu zależało na odebraniu go tej niegroźnej staruszce?

Gdyby nie zastosowany tu zabieg retrospekcji, byłoby zbyt dużo dosadnej brutalności. Widać jednak, że autorowi nie zależy na tandetnym epatowaniu przemocą i prostym zaszokowaniu czytelnika. Cała historia jest tu podporządkowana poszukiwaniu odpowiedzi na podstawowe pytania: kim jestem, skąd przychodzę, dokąd zmierzam.

Zderzenie kulturowe

W książce mnóstwo jest opisów obyczajów koreańskich, tradycyjnych potraw i ubiorów. Andrews przenosi nas w niezwykły, egzotyczny świat. Jest on tym bardziej nieprawdopodobny, bo zestawiony został ze współczesną Ameryką i Anną, która ponad w połowie należy do zachodniej cywilizacji.

Być może kreacja głównej bohaterki jest troszkę naiwna. Od razu poczuwa się do bycia Koreanką, z nieśmiałej dziewczyny staje się pewną siebie kobietą i wygłasza tendencyjne mowy o tym, jak wielkoduszni są Amerykanie w stosunku do słabszych narodów, w tym do Korei, której tak wiele pomogli po II wojnie światowej. Nie dyskredytuje to jednak książki. Nieco bardziej przeszkadzają w czytaniu składniowe kalki z języka angielskiego, ale to już niedopatrzenie redaktora/korektora.

Kobiecość męskim okiem

Prawdziwie byłam w szoku, gdy odkryłam, że autorem jest mężczyzna, który ma córkę Koreankę, będącą inspiracją do stworzenia tej historii. Andrews znakomicie wczuł się w narrację, poznał dogłębnie kulturę opisywanego kraju, dołączył do publikacji sporą bibliografię naukową.

Mimo drobnych (minimalnych) usterek książkę oceniam bardzo pozytywnie. Z zapartym tchem przeczyta ją – jak sądzę – każdy ciekawy świata człowiek. W szczególności zaś polecam lekturę kobietom, które szukają swojej kobiecości lub pragną ją z(re)definiować.

Cieszę się, że pisarz myśli o kolejnej części poświęconej losom cesarzowej Myeongseong. Już wypatruję jej w księgarni!

5.00 avg. rating (98% score) - 1 vote

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Please enter your name here