Źródło: rawpixel.com

Czytam dla siebie, czytam dużo. Ledwo zdążę przeczytać „koniec” na ostatnich kartach powieści, a już sięgam po kolejną. W moim przypadku ilość przeczytanych książek równoważy się z miłością do nich.

Książkowy somnabulizm

Należę do Gangu Pożeraczy Książek. Porywam je z półek i przetrzymuję jak zakładników, nie żądając okupu. O dziwo książki nie protestują, co więcej – wydają się bardzo zadowolone z faktu, że ktoś je delikatnie dotyka, z pietyzmem przewraca strony, zakładkami lekko oddziela rozdział od rozdziału. Wołają do mnie. Wyciągają niewidzialne dla innych rączki, prosząc „Porwij mnie, weź mnie, przeczytaj!”. Odłączona od świadomości, czuję się tak, jakbym sunęła do regału po taśmociągu z gracją automatu. Sądzę, że moje serce i dusza doskonale wiedzą, jak bardzo potrzebuję kolejnej dawki książkowego narkotyku.

Kocham czytać!

Nie mogę żyć bez książek. Próbowałam, przysięgam! Ale nie daję rady. Nic nie daje mi takiej przyjemności jak łagodne zapadanie się w fikcyjne światy (przepraszam, skłamałam – równie cudowne jest ich kreowanie we własnej książce). Może dlatego, że rzeczywistość daje codziennie zbyt dużo kopniaków, a najlepszą jaką znam maścią na siniaki są właśnie książki? Ile powieści, tyle ucieczek od duszących realiów. Mam od czego uciekać, dlatego tak dużo czytam. Remedium na zły sen? Tabletka przeciwbólowa? Najlepszy umilacz czasu? Nie, to po prostu książka.

Aż książka.

Ranking

Na początku roku wpadłam na genialny pomysł; zaczęłam prowadzić swój prywatny ranking przeczytanych książek. Dzięki temu mam też orientację, ile w danym miesiącu przeczytałam. Nigdy nie zastanawiałam się nad tym, czy czytam wystarczająco dużo. Dla jednych normą jest książka raz na kwartał, dla drugich książka raz na czterdzieści osiem godzin. Nigdy nie startowałam w konkursie na liczbę przeczytanych powieści, ale od zawsze stawiałam na ich wartość poznawczą, językową i emocjonalną. Po prostu książki, które nie zadowalały mnie w co najmniej dwóch z tych trzech aspektów, odkładałam (rzucałam z furią) na stosik z tabliczką „Nigdy więcej!” W styczniu przeczytałam dwanaście książek, w lutym sześć. Minęły dwie dekady marca; czytam właśnie Zagadkę Kuby Rozpruwacza, która jest dziewiąta wedle kolejności. Imponuje komuś taka liczba? Mnie nie. Ja po prostu jestem cały czas na książkowym głodzie.

Czytam dla siebie

Nie interesują mnie wyzwania, wyścigi i konkursy (chyba, że są to konkursy literackie). Mogę nie rozumieć ludzi, którzy w ogóle nie czytają i tłumaczą się brakiem czasu, ochoty i nadmiarem pracy. Przecież przeczytanie rozdziału czy dwóch przed snem, zajmuje mniej więcej tyle czasu, co kwadrans wyrwany z gapienia się na serial czy kilka rundek gry online. To tylko kwestia wyboru. Zatem nie rozumiem ludzi, którzy nie czytają, ale nie traktuję ich pogardliwie. Czytając, nie umacniam na siłę swojej pozycji, nie karmię swojego ego, nie nadymam się tylko dlatego, że JA CZYTAM. Książki są moim wyborem i do porannej kawy, zamiast przeglądania Facebooka, zawsze wybiorę książkę.

Czy ilość może iść w parze jakością?

Pozycje do czytania dobieram wnikliwie. Kierując się osobistymi preferencjami, zazwyczaj sięgam po dzieło autora, o którym słyszałam wiele dobrego, a dotychczas nie miałam okazji zapoznać się z jego twórczością. Albo przechadzam się powoli wśród regałów, szukając powieści moich znanych i ulubionych pisarzy, bo wiem, że cokolwiek wszyło spod ich pióra, nie zawiedzie mnie.

A co z nowościami? Nie bronię się przed nimi. Jeśli zachęci mnie opis na okładce i przekartkuję kilka stron, to wiem czy mam do czynienia z literacką perełką. Tak było z Książką, której nie ma Santiago Pajaresa, tak bardzo porwały mnie Atlas Chmur, Poradnik pozytywnego myślenia czy Klątwa Przeznaczenia. Wydaje mi się, że czytam naprawdę dobre, ujmujące książki. Wdzierają mi się w duszę i przez to są bezcenne, bo tamują czas. Dzięki nim zatrzymuję się w pędzie.

Zatem: tak, sądzę, że ilość jak najbardziej może współgrać z jakością.

Dużo, coraz więcej

Annę Kareninę pochłonęłam podczas jednego weekendu. Przeczytanie Mężczyzn, którzy nienawidzą kobiet zajęło mi trzy dni i to dlatego, że wolne miałam tylko popołudnia. Nadzwyczajnie wciągającą książkę, liczącą nawet czterysta stron, potrafię „połknąć”, poświęcając jej czas od rana do wieczora, z przerwami na prozaiczne czynności. Nie przechwalam się, naprawdę. Może szybkie czytanie to dar, który powala mi czytać więcej i więcej?

A Wy? Czy po skończeniu jednej książki sięgacie natychmiast po drugą?

0.00 avg. rating (0% score) - 0 votes

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Please enter your name here