Dane i Goliat. Ukryta bitwa o Twoje dane i kontrolę nad światem, której autorem jest Bruce Schneier, specjalista w dziedzinie technologii bezpieczeństwa teleinformatycznego oraz algorytmów kryptograficznych, zdecydowanie nie jest lekturą na ponure jesienne wieczory.
Już sam opis z tyłu okładki jest przygnębiający: „Twój komputer i telefon wiedzą o Tobie prawie wszystko: gdzie i z kim jesteś, co mówisz, co myślisz i czego pragniesz.” Równie niepokojąco spogląda na nas z okładki źrenica wielkiego oka, która świetnie oddaje charakter książki: jest perfekcyjnie mechaniczna i wszystkowidząca.

Dane i Goliat… to rozbudowana analiza tematu inwigilacji, poprzez omówienie na wskroś obserwowanego społeczeństwa, w którym żyjemy, pojęcia politycznej wolności i sprawiedliwości, prywatności, manewrów korporacyjnych i rządowych a także zasad ochrony przed nimi. Te 360 stron, z których ponad 120 stanowią same przypisy, utwierdzają mnie w przekonaniu, że jest to podręcznik ochrony prywatności w cyberprzestrzeni. Można ją również sklasyfikować jako przewodnik do zrozumienia zagrożeń i manipulacji, którym, jako społeczeństwo internetowe, jesteśmy poddawani nieustannie.
Autor, mimo iż operuje fachowym językiem, w bardzo poważnym tonie (czasami aż się prosi, by złagodzić go jakimś żartem), pisze jednak ciekawie o szerokim zakresie uprawnień najróżniejszych instytucji politycznych, stale zbierających, analizujących i przetwarzających naszą prywatność. Bruce Schneier (jest z wykształcenia również fizykiem) podkreśla, jak bardzo niebezpieczna jest masowa inwigilacja, która zaczyna się już na podstawie kryteriów takich jak: rasa, klasa społeczna, poglądy religijne czy polityczne.
Wędrówkę trasą szpiegowania nas przez system, autor rozpoczyna od omówienia różnych rodzajów danych, jakie codziennie generujemy (a nie są to jedynie współrzędne położenia naszych telefonów komórkowych): połączenia rozmów, e-maile, smsy, odwiedzane strony internetowe, płatności kartą… Przy tej „wyliczance”, (która stanowi pierwszą część książki) okazuje się, że dane, które uważamy za anonimowe, wcale takie nie są. Co więcej, na ich podstawie bardzo łatwo można nas zidentyfikować.
Autor przedstawia również sposoby wykorzystywania danych w „przyglądaniu się” nam, a dzieje się to w tej chwili już automatycznie. Stąd łatwa droga do biznesowych modeli monitoringu, gdzie jednym z nich jest znana każdemu z nas spersonalizowana reklama.
Z czego ona wynika? Oczywiście, chodzi o kupno i sprzedaż naszych danych bez naszej wiedzy i zgody.
Jednak nie tylko korporacje biją się o nasze dane. Rząd każdego państwa śledzi swoich obywateli, a czyni to pod „płaszczykiem” poszukiwań terrorystów, których się przecież boimy i oczekujemy ze strony rządu silnych zabezpieczeń przed ich atakami.

Druga część Ukrytej bitwy to omówienie szkód spowodowanych przez inwigilacje rządową, które zjawiają się jako: dyskryminacje na różnym tle, kontrola oraz ograniczenie wolności słowa i myślenia, czego konsekwencją może być utrata demokracji.*
Szkody inwigilacyjne ze strony korporacji to coraz silniejsze próby kategoryzowania nas i manipulacji naszymi umysłami. Oprócz szkód gospodarczych, paradoksalnie wynikających z chęci ochrony przed systemem nieustannego śledzenia społeczeństw, jest jeszcze jedna, najbardziej dehumanizująca – odzieranie nas z prywatności. Groźnie brzmiące hasło: „jeśli nie masz nic do ukrycia, nie masz się czego obawiać”, jest karykaturalnie wykrzywioną interpretacją tej podstawowej ludzkiej potrzeby.

Przerażający chwilami nastrój książki, autor łagodzi nieco w części trzeciej swojego kompendium, dzieląc się z czytelnikami sposobami ochrony przed inwigilacją. Dwa ostatnie z szesnastu rozdziałów, to cenne wskazówki dla każdego z nas – użytkownika telefonu i komputera, kierowcy samochodu, klienta… To praktyczne kroki techniczne oraz propozycje działań mających na celu wykorzystanie zdobytych danych z korzyścią dla społeczeństwa, przekształcając je w wartości trwałe i cenne dla ludzkości, choćby w dziedzinie ochrony zdrowia czy edukacji.

Kiedy otrzymałam egzemplarz książki do recenzji, nie spodziewałam się, jak bardzo Dane i Goliat… zmieni mój sposób spoglądania na cyberprzestrzeń i poruszania się po niej. Kilka rozdziałów mnie zafascynowało, mimo iż techniki informatyczne nie leżą w kręgu moich zainteresowań i na co dzień czytam zupełnie inną literaturę.
Śmiało mogę stwierdzić, że mimo moich zmagań z tematem (książkę czytało mi się ciężko), jest to bardzo ciekawe doświadczenie czytelnicze. Na pewno warto było spojrzeć z innego punktu na przestrzeń, w której przecież niemal stale jestem obecna.
Polecam tę lekturę przede wszystkim osobom zainteresowanym systemami informatycznymi, wojskowością, kryptologią, ale również socjologom i antropologom kultury a także… przyszłym pisarzom (wnikliwy czytelnik odnajdzie tu wskazówki autora odnośnie warsztatu pisarskiego).
Mimo iż Dane i Goliat… operuje surowym, fachowym językiem, podkreśla bardzo czuły punkt w historii ludzkości: ślady, jakie po sobie pozostawiamy. „Nasi wnukowie będą spoglądać na nas żyjących we wczesnych dekadach ery informacyjnej i osądzać nas na podstawie podejścia do wyzwania zbierania i niewłaściwego wykorzystania danych. Powinniśmy podjąć próbę wzbudzenia w nich dumy.”

*Autor opisuje i analizuje społeczeństwo amerykańskie

Ola Malarz

0.00 avg. rating (0% score) - 0 votes

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Please enter your name here