„Dezinformacja. Były szef wywiadu ujawnia metody dławienia wolności, zwalczania religii i wspierania terroryzmu” – gen. Ion Mihai Pacepa, prof. Ronald J. Rychlak.

Fabrykowanie przekazu i manipulacja informacją. Tworzenie fałszywych organizacji i dokumentów. Celowe wprowadzanie w błąd, które korzystne jest wyłącznie dla nadawcy komunikatu. Ciekawostką jest, iż słowo dezinformacja powstało w języku rosyjskim w XIX wieku za czasów Imperium Rosyjskiego. Dezinformacja ma ściśle określony efekt: podzielenie się wiedzą pozorną za pomocą specyficznie spreparowanej narracji, która wpływa nie na poszczególną jednostkę, ale na całą populację.

Z czym to się je?

Kiedy otrzymałam książkę do recenzji, w pierwszej chwili się ucieszyłam, ponieważ pomyślałam, że poczytam trochę o współczesnym społeczeństwie, a raczej o manewrowaniu nim. I że będzie to czysto socjologiczne ujęcie. Dopiero potem zwróciłam uwagę na tytuły (sic!) autorów… a tam generał i profesor. I poczułam się przytłoczona. Oczywiście, jako osoba ciekawa świata, książkę otworzyłam. Przeczytałam. Niestety z trudem. To nie moje klimaty.

Tytuł bardzo chwytliwy, nazwiska autorów, też. Kto napisał „Dezinformację”?

Generał Ion Mihai Pacepa. dwugwiazdkowy generał komunistycznej Rumunii, były doradca prezydenta Nicolae Ceaușescu. Po przejściu na stronę Zachodu, pracował dla amerykańskiego wywiadu. Efektem było otrzymanie dwóch wyroków śmierci od rumuńskiego dyktatora. Drugi z autorów, Ronald J. Rychlak jest profesorem prawa międzynarodowego w Missisipi, specjalizującym się w historii religii. Jego ulubiony zakres tematyczny to Pius XII i jego rola w czasie drugiej wojny światowej.

Do tego momentu recenzję pisało mi się łatwo.

Zrecenzowanie tej książki jest bardzo trudne, zwłaszcza dla kogoś, kto polityką nie interesuje się wcale. A ja do tego nie oglądam telewizji i to od wielu lat (to się nazywa dygresja). Dlatego merytorycznie nie ocenię tej ogromnej cegły. Niech to będzie recenzja jedynie z poziomu odczuć.

Co Was spotka po otwarciu książki:

– ton spiskowej teorii dziejów (choć autorzy w nią nie wierzą),

– opis dziejów fermentu i zamętu w Związku Radzieckim,

– celowe, mistrzowskie wprowadzanie w błąd,

– oszczerstwa, oskarżanie o czyny, których nie popełniono, atmosfera napięcia i ogromnej niepewności, oraz – czego wyjątkowo nie lubię – stanu „nikomu nie można ufać”,

– a także cała masa czynów niegodnych, takich jak: szkolenie terrorystów, porwania, niewyjaśnione zabójstwa.

Wszystko napisane beznamiętnym, suchym tonem.

Masa faktów, a co mi tam, napiszę, że ogrom faktów. Wprowadza to chaos, a może nawet i tytułową dezinformację. Politycy, agenci, kontrole. Jedni śledzą drugich, drudzy trzecich, trzeci nasłali pierwszych na czwartych…

Dla mnie interesujące jest nadal widoczne zderzenie dwóch światów. Świat, w którym wyrósł Pacepa i amerykańska rzeczywistość Rychlaka, zderzenie komunizmu i „made in USA”. Z jednej strony toporna interpretacja świata, z drugiej charakterystyczna masowa zaoceaniczna naiwność. Zbudowana na prostej zasadzie: my to dobro, wy to zło. Czytając „Dezinformacja. Były szef wywiadu ujawnia metody dławienia wolności, zwalczania religii i wspierania terroryzmu” miałam wrażenie, że Związek Radziecki istnieje nadal i stąd taka potrzeba pisania o nim.

Trzeba naprawdę lubić takie wątki historyczne…

… oraz skrupulatne gromadzenie dokumentacji z obszaru: władza, kościół, religia, manipulacje. Trzeba lubić spędzanie czasu w zakurzonych archiwach. Oraz mieć poczucie, że odnajdzie się jakiś przełomowy dokument, który zburzy (albo wzburzy) dotychczasowy (nie)porządek. Nie wiem, komu mogłabym ją polecić. Może studentom historii. Albo pasjonatom polityki. Osobom, które mają mnóstwo wolnego czasu i nie mają pomysłu, czym go zapełnić, a adrenalinę czerpią bezpiecznie z kart książek.

W zakończeniu autorzy piszą:

Ta książka to list otwarty (…), który jest adresowany głównie do współobywateli Ameryki. Odrzućmy zatem marksistowską redystrybucję bogactw, która sprawiła, że tak wiele niegdyś potężnych krajów wygląda dziś jak gigantyczne obozowisko przyczep kampingowych po ataku tornada, a ich przywódcy z pewnością smażą się w piekle. (…) Odrzućmy też raz na zawsze marksistowską „sztukę” dezinformacji, głasnost i nekrofagię polityczną. Te strategie przez wiele lat służyły do tłumienia wolności i doprowadziły wiele państw na skraj bankructwa. (…) Stany Zjednoczone Ameryki to najwspanialszy kraj na ziemi. Zachowajmy go takim dla przyszłych pokoleń.”

Takim językiem jest napisana. Suchym, poważnym i trochę groźnym.

0.00 avg. rating (0% score) - 0 votes
shares