Gdy widzę czerwony strapline z informacją od wydawcy „Światowy bestseller! Ponad 10 milionów sprzedanych egzemplarzy”, zapala się w mojej głowie ostrzegawcza lampka. Jestem jeszcze bardziej podejrzliwa, jeszcze bardziej czepliwa i jeszcze mniej ufna niż zazwyczaj. Z takim też surowym dystansem podeszłam do pierwszej lektury (pierwszego oglądu?) książki Shela Silversteina Drzewo darów. I… i zmiękłam od pierwszej karty. Warto, warto i jeszcze raz warto!

Surowy dystans i surowa forma

Jak wspomniałam, podeszłam do lektury książki z surowym dystansem, obawiając się, że rzecz jest – jak to często dziś bywa – przereklamowana i nastawiona na tandetne wzruszenia. Bardzo się ucieszyłam, gdy dostrzegłam swoją pomyłkę. Już od pierwszej karty wita odbiorcę surowa estetyka – czarno-białe, liniowe ilustracje, niezwykle proste. Niewiele słów. Prostota formy. Po co to wszystko? Po to by nie zakryć istoty przekazu, ale by tenże przekaz uwypuklić. Surowość sprzyja skupieniu. Płaszczyzna białej karty, konstatując z czernią pojedynczych liter i skromnych ilustracji, nakłania do przemyśleń. Aż trudno uwierzyć, że za tym wszystkim stoi jedna osoba – Shel Silverstein.

Shel Silverstein

To amerykański poeta i scenarzysta, a także kompozytor. Jego wielokierunkowe artystyczne zdolności uwidaczniają się w wysokiej wartości estetycznej książki Drzewo darów. Praca Shela Silversteina zasługuje na uznanie pod każdym względem i wątpię, by ktoś potrafił przejść obojętnie wobec tego typu sztuki. Sztuki tym bardziej doskonałej, im bardziej wymagający odbiorca, a jak wiadomo – dzieci należą do tych najwybredniejszych krytyków.

Co to jest przyjaźń?

W bajce poruszono kluczową dla ludzkości tematykę przyjaźni i bezinteresownej miłości. Bohaterami są chłopiec (którego poznajemy jako małego brzdąca, a żegnamy jako staruszka u schyłku życia) i jabłoń. Drzewo kocha chłopca ponad wszystko, obdarza go uwagą i miłością. Daje mu to, co ma, nie oczekując niczego w zamian. To ideał przyjaźni, ideał miłości. Piękno w czystej postaci. Szkoda, że… nieodwzajemnione.

Ekobajka

I o tym jest druga część historii. O postawie człowieka wobec przyrody. O nastawieniu na branie, branie i branie. O zapominaniu o naturze. A przecież nie po raz pierwszy dziś słyszymy ten głos: „Pamiętajcie o ogrodach, przecież stamtąd przyszliście…”. To przesłanie jest trudne w odbiorze dla dziecka, na pewno. Jednak jeśli nie będziemy edukować młodego pokolenia, jeśli nie będziemy zachęcać do refleksji nad relacją człowieka i przyrody, być może już wkrótce z zielonej Ziemi zostanie plastikowa, brązowa, martwa kula. Ten, kto zna i lubi książki z cyklu „Zielone bajki” (np. Elizy Piotrowskiej „Bajka o Słońcu” lub „Bajka o drzewie”), na pewno zachwyci się i tą propozycją.

Dla kogo?

Czy to aby nie za trudne tematy dla dzieci? Komu czytać taką bajkę? No cóż… Chyba wszystkim. Moja dwulatka urzeczona i ja urzeczona, i moja mama też urzeczona… Dziecko wyciągnie z bajki pewne znaczenia, które w tym momencie są dla niego ważne i odpowiadają na jego potrzeby poznawcze i emocjonalne. Podobnie dorosły – znajdzie tu to, czego właśnie szuka i co akurat może znaleźć. No bo przecież „co to za bajki, które miałyby podobać się tylko dzieciom” 🙂

Piękna i pięknie opowiedziana historia pewnej przyjaźni. Wzruszająca i mądra, nie tylko dla dzieci, ale dla ludzi w każdym wieku.

0.00 avg. rating (0% score) - 0 votes

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Please enter your name here