Autor: pieceofroses

Na temat nazistowskich zbrodni w obozach zagłady, w tym w Auschwitz-Birkenau, napisano już bardzo wiele. Czy jest zatem sens tworzyć kolejną książkę, z której wyłaniają się niewyobrażalne obrazy, pełne bólu i cierpienia, nieludzkie wręcz, budzące po nocach? Czy jest sens po raz kolejny skłaniać naocznych świadków, ludzi, którzy przeżyli, do powrotu we wspomnieniach na zawszoną koję, wilgotną i brudną od ziemi, na wielogodzinne apele, w mróz, głód i wszechobecne cierpienie? Odpowiedź jest jednoznaczna i raczej nikogo nie zaskoczy: TAK. Jako ludzkość cały czas musimy się uczyć miłości i tolerancji, najlepiej na błędach historii. Ci, którzy przeżyli obóz zagłady, dają w książce Sylwii Winnik Dziewczęta z Auschwitz świadectwo, które ma być także przestrogą dla przyszłych pokoleń. O czym marzą? Aby ten koszmar już nigdy więcej się nie powtórzył.

Dziewczęta, które mam na myśli

Mówię o nich „Dziewczęta”, bo są wśród nich kobiety, które do obozu trafiły w wieku sześciu, ośmiu lat, jedna się tam urodziła, ale i takie, które obozowe życie wprowadziło w dorosłość. Są niewątpliwie bohaterkami. Stały się symbolem i głosem ocalałych, ale również tych wszystkich kobiet, które ginąc tragiczną śmiercią w obozie zagłady, same nigdy nie miały możliwości opowiedzieć okrutnej historii.

Książka Sylwii Winnik to dwanaście historii opowiedzianych przez dwanaście niezwykle odważnych i dzielnych kobiet, które przetrwały nieludzkie warunki Auschwitz-Birkenau. Każda z nich ma nieco odmienne doświadczenia, pamięta coś innego, znalazła się w innym miejscu w hierarchii obozowego życia lub trafiła do obozu w innym czasie.

Zofia Wareluk urodziła się w Auschwitz. Dzięki miłości i opiece matki przetrwała.

Leokadia Rowińska trafiła do obozu w ciąży, w trzecim miesiącu. Rodziła w nieludzkich warunkach. Walczyła o życie swoje i dziecka.

Sabina Nawara wielokrotnie cudem wywinęła się śmierci. Nawet w najtrudniejszych warunkach nie zapomniała, co to znaczy być człowiekiem.

Choć szczegóły tych przejmujących do szpiku duszy historii są różne, jest jedna rzecz, która łączy wszystkie świadectwa – to przestroga dla nas, abyśmy nigdy więcej nie dopuścili do Auschwitz.

Zły Niemiec, dobry Polak

Obozowy świat nie był czarno-biały. Nie dzielił się na dobrych i pokrzywdzonych Polaków oraz na złych i okrutnych Niemców. Nie każdy Ukrainiec był gwałcicielem, a nie każdy Żyd współczuł swoim współbraciom w cierpieniu.

W relacji wielu kobiet w książce Sylwii Winnik pojawia się postać Steni Starostek z Tarnowa. Była to Polka, ale wysoko postawiona w obozowej hierarchii. Wyjątkowo okrutna i nieczuła. Sprzedała swoją godność i polskość za życie w lepszych warunkach w obozie.

Wielu więźniów decydowało się na układy z oprawcami – czasem tylko dzięki temu przetrwali. Czy było warto? Nie wiem. Nie mam prawa ich oceniać – nigdy nie musiałam walczyć o kawałek chleba… Przecież „nienaturalna reakcja na nienaturalną sytuację jest naturalna”. W ostatecznym rozrachunku, nawet więźniowie, którzy dopuszczali się kradzieży jedzenia innym więźniom, działali tylko w ramach narzuconego im odgórnie, stworzonego przez nazistowskie Niemcy, systemu.

Dziewczęta z Auschwitz wspominają jednak także Niemców, którzy podawali im dodatkowe porcje jedzenia, pozwolili wejść pod dach i dali schronienie.

Wspominając Polkę Stenię i Niemkę z fabryki, stwierdzam dziś, że pozory mogą naprawdę mylić. Nie wolno oceniać ludzi, nie znając ich lub biorąc pod uwagę tylko narodowość czy wygląd. Może się okazać, że dobro jest tam, gdzie najmniej się go spodziewamy. II wojna światowa pokazała natomiast, do czego prowadzi dzielenie ludzi.

Odwrócona piramida Maslowa

Musisz zaspokoić najpierw podstawowe potrzeby fizjologiczne oraz psychiczne, jak np. potrzeba bezpieczeństwa. Dopiero potem możesz myśleć o nauce i sztuce.

Maslow się mylił. Tym, co pozwoliło wielu osobom przetrwać obóz zagłady, była właśnie sztuka. „To książki i poezja pomogły mi przetrwać psychicznie pobyt w obozie” – pisze jedna z Dziewcząt. W Auschwitz tworzono poezję, która dawała więźniom nadzieję na przetrwanie, dodawał sił, aby zmierzyć się z kolejnym dniem pełnym bólu i głodu.

W Auschwitz grała także muzyka. Na czele Lagerkapelle stała wybitna skrzypaczka Alma Rosé. Choć muzyka w obozie nie miała na celu dawać ukojenia, wiele więźniarek zaświadcza, że przy raźnym marszu w pewien sposób lżej było wychodzić do katorżniczej pracy poza obóz.

Głodne i przerażone obozowe dzieci mogły przypomnieć sobie beztroski czas sprzed Auschwitz i szkołę dzięki rysunkom namalowanym na ścianach baraków.

Pamiętam, jak pewnego dnia do naszego bloku przyszedł mężczyzna. Malował na ścianie kolorowe obrazki. Na jednej narysował szkołę i dzieci, jedno z nich miało na sznurku przywiązaną gąbkę. Na innej ścianie znalazła się trójka dzieci z zabawkami. Pamiętam konika na patyku i piłkę. Ten dzień to była atrakcja!

Przepis na obóz koncentracyjny

Trudno wyobrazić sobie, że Auschwitz-Birkenau naprawdę istniało, a jednak przepis na stworzenie takiego miejsca jest bardzo prosty.

Należy tylko podzielić ludzi na lepszych i gorszych. Lepszych, bo białoskórych, bo katolików, bo Europejczyków, bo zdrowych, bo niebieskookich – tu można wpisać dowolny epitet, dowolną cechę, każda jest równie absurdalna.

Następnie trzeba przekonać lepszych, że ci gorsi, to w rzeczywistości nieludzie. Można o nich mówić „motłoch”, „najeźdźcy”, „pasożyty”, „robactwo”, „wszy”, zrzucać na nich odpowiedzialność za kryzys gospodarczy, za to, że się gorzej powodzi. Tłumaczyć, że są niebezpieczni, że zagrażają, że ich celem jest zabranie nam tego, co nasze – naszych pieniędzy, naszej ziemi, naszego powietrza.

Kolejnym krokiem jest wykluczenie ich ze społeczeństwa, a w końcu – fizyczne odizolowanie, zbudowanie getta i nagle z KOGOŚ stają się CZYMŚ.

COŚ nie czuje, nie cierpi, nie ma praw. COŚ można zabić i nie mieć wyrzutów sumienia.

Dziś wspominam tamte okrutne czasy w trwodze, że świat znów spotka ten sam los. Że wcześniej czy później ponownie ludzie zostaną podzieleni na lepszych i gorszych. Zresztą, czy już tak się nie dzieje? Mam jednak nadzieję, że nasze losy przestrzegą przed wojnami – zarówno tymi dużymi, jak i małymi, bo one zawsze niszczą. Niszczą życie rodzin, domy, marzenia, świat, który nigdy potem nie jest już taki sam.

Co ja mam z tym wspólnego?

Należę do pokolenia, które nie zaznało głodu i wojny, które Auschwitz zna tylko z kart podręczników. I całe szczęście! Ilekroć jednak oglądam filmy o obozach zagłady i czytam książki takie jak ta, wzruszam się. Nie potrafię sobie wyobrazić tak wielkiego cierpienia i tak wielkiego okrucieństwa. Ale moje wzruszenie i współczucie nikomu już nie jest potrzebne. Niczego już nie zmieni. I wydaje mi się, że wcale nie współczucia oczekują ci, którzy przeżyli, aby dać świadectwo.

Tym, co najwyraźniej wybrzmiewało we wszystkich opowieściach, był strach przed lubiącą się powtarzać historią oraz potrzeba zapewnienia, że Auschwitz było jednorazowym epizodem w dziejach świata. Że śmierć i cierpienie więźniów nie poszły na marne, że jako ludzie czegoś się nauczyliśmy. Że będziemy się uczyć miłości i tolerancji, poszanowania ludzkiej godności, a na drugiego człowieka, nawet bardzo odmiennego od nas, spojrzymy z wrażliwością i zrozumieniem.

Nie chciałabym, aby wojna się kiedyś powtórzyła. Nie dopuśćmy więcej do agresji między nami. W końcu wszyscy jesteśmy ludźmi i zasługujemy na szacunek.

5.00 avg. rating (99% score) - 2 votes

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Please enter your name here