Każdą miłość, każdą przyjaźń buduje się na fundamencie związku z samym sobą. Tego dowodzi niesamowita książka #girlstalk Karoliny Cwaliny-Stępniak oraz Pauliny Klepacz.

To relacje budują nasze życie, wypełniają naszą przestrzeń. Istnieje ich hierarchia, którą można opisać, wykorzystując model góry lodowej. Najbardziej niewidoczną, a jednocześnie najsilniej zakorzenioną częścią, która stanowi fundament (góry lodowej) wszystkich innych relacji, jest relacja z sobą samym. I należy dbać o to, aby u podstawy nasza góra lodowa nie pękła, bo wtedy wszystko, co znajduje się na powierzchni wody, rozłamie się na kawałeczki. Rozpuści się w czeluści oceanu.

#GIRLSTALK, bo w każdej kobiecie jest trochę dziewczyny

„- Co mogę mamie kupić na urodziny?

– Kup jej #girlstalk! Ta książka jest wspaniała. Opowiada o samoakceptacji, relacjach, przeciwnościach, związkach. Są w niej wywiady z psychoterapeutami i innymi lekarzami. Coś akurat pod twoją mamę!

– Serio? A ja cały czas myślałam, że czytasz jakąś książkę typową dla nastolatek. (śmiech)”

To rozmowa z moją przyjaciółką, którą zmylił tytuł książki. Dlatego właśnie chcę zacząć moją recenzję od tytułu, który może być mylnie odbierany. #girlstalk jest książką skierowaną głównie do kobiet – zarówno dojrzałych, jak i dojrzewających. A znaczy to dokładnie to samo! Bo każda kobieta, którą można na postawie wieku czy doświadczenia nazwać dojrzałą, wciąż dojrzewa. Wszystkie dojrzewamy do czegoś. Do kochania samych siebie, do macierzyństwa, do pogodzenia się z rzeczywistością. I wciąż mieszkają w nas dziewczyny, mimo naszej powszechnie zaakceptowanej kobiecości. Dziewczyny, które do czegoś dążą, wciąż czegoś szukają. Dziewczyny, które nie są nieomylne, które mają wielkie marzenia i wiele szans na ich spełnienie.

Książka pełna ludzi

Autorki #girlstalk stworzyły książkę, która jest wypełniona ludźmi i ich wiedzą. Ich doświadczeniem, ich przekonaniami i emocjami. Prezentują stanowiska, historie, opinie wielu osób, które są specjalistami w danych dziedzinach lub… nie są. I to właśnie też w tej książce budzi zachwyt. To, że Karolina i Paulina nie wepchnęły tam na siłę samych lekarskich porad w specjalistycznym języku, ale zwróciły się do różnych osób, jako jednostek. Zwróciły się do człowieka, jak do człowieka. Pytały nie tylko o jego wiedzę, ale także o jego wewnętrzne myśli i emocje, jego subiektywne stanowisko. A ci ludzie, w większości kobiety , odwdzięczyli się im wspaniałymi odpowiedziami, barwnymi, pełnymi. To z pewnością wyróżnia tę książkę. Nic na siłę, nic na jedno kopyto, po prostu jesteśmy ludźmi, a każdy z nas potrafi stworzyć wartość dodaną danego przedmiotu rozmowy.

Prawdziwy runmageddon

Dziewczyny podzieliły swoją książkę na segmenty, które obejmują życie każdego człowieka. Prezentują kawałek po kawałku, część po części, elementy tegoż, tak jak elementy wspomnianej przeze mnie góry lodowej. Relacyjność, emocjonalność naszego życia. Miłość, która stanowi najwyższą wartość. Miłość we wszystkich formach, różnych kształtach. Przez tę pozycję przebiega się jak przez wspomniany w niej Runmageddon. Jest tam dużo przeszkód, ba! Jest tam dużo barierek, przez które ciężko przeskoczyć. Cała przestrzeń uświadamiania sobie, że nieraz trzeba czołgać się w błocie, żeby o siebie zadbać i jednocześnie umieć dbać o innych. A wszystko to ma podstawę, solidne dno naszej samoakceptacji.

Samomiłość

Cześć JA. Fajnie, że jesteś. Kocham cię nie mimo twoich wad, ale z tymi wadami. Kocham cię nie mimo twoich kompleksów, ale z tymi kompleksami. Kocham cię tak, jak chcę kochać innych – zupełnie bezwarunkowo i całkowicie szczerze.

Pierwsza przestrzeń, której dotykają autorki, to nasza miłość do samych siebie. Mówią już na samym początku, że „powinniśmy być sami dla siebie najważniejsze i najważniejsi”. Łatwo oceniać innych, trudniej ich zrozumieć, zaakceptować. Ale staramy się to robić, aby móc z nimi współżyć. Często zbyt wielką trudność sprawia nam akceptacja samych siebie, zrozumienie, pokochanie naszych mocnych i słabych stron, zdefiniowanie przestrzeni do przepracowania. Przyglądnięcie się swojemu zdrowiu, poziomowi tolerancji swojego wnętrza i zewnętrza. I połączenie tych obszarów.

Ciałopozytywność

To jeden z trendów, który pojawił się w mediach społecznościowych i dotyka właśnie samoakceptacji. Jest to miłość do swojego ciała, mimo jego różnych kształtów, różnych form i różnych kombinacji urody. Autorki pytają o ten ruch i inne elementy miłości do samych siebie kobiety wykształcone, między innymi w dziedzinie psychologii. Ile tam jest wartościowych informacji! Jestem w szoku, bo nigdy nie pomyślałam, że zachowania powszechnie nazywane jako hipochondryczne, są czasami zdrową czujnością organizmu. Trzeba swojego organizmu słuchać, trzeba go dobrze pielęgnować, bo zdrowie, tuż obok wspomnianej ciałopozytywności, jest elementem samoakceptacji.

Dziewczyny pokazują, że o tematach tabu można rozmawiać.

Ba! Trzeba! Jeden wywiad szczególnie mi przypadł do gustu. Jest to wywiad z kobietą chorującą na stwardnienie rozsiane, ale w pełni korzystającą z życia, z poszanowaniem swojego zmiennego stanu zdrowia. Pięknie tłumaczy wiarę w swoje możliwości, twierdząc, że „ograniczenia są głównie w naszej głowie”. Na samym końcu artykułu znajdziecie dane, aby wspomóc tą cudowną kobietę, przekazując 1% podatku.

Relacyjność jest energią

Każda energia ma jakieś źródło. Źródłem wszystkich relacji jest relacja z samym sobą, jak już wcześniej zostało wspomniane. Energia ma to do siebie, że przebiega od punktu A do punktu B i rozpościera się między tymi punktami. Tak wygląda relacja z drugim człowiekiem. Wypływa z nas i do nas przypływa, łącząc dwa punkty – dwoje ludzi. Karolina z Pauliną kolejną część swojej książki przeznaczają na relacje. Relacje rodzinne, relacje z partnerem, relacje ze społeczeństwem. Najwięcej jednak miejsca w swojej książce poświęcają, moim zdaniem, najważniejszej relacji w życiu, czyli relacji pomiędzy matką, a jej dzieckiem.

Macierzyństwo

I tu kobiety przełamują tabu. Dziękuję! Pomyślałam „tak, właśnie tak powinno się mówić o tej relacji”. Niemalże każda kobieta nazywa macierzyństwo procesem. Przyznają, że nie wszystkie matki faktycznie czują miłość do dziecka „od pierwszego kopnięcia w brzuchu”. Opowiadają o tej ukrywanej, ciężkiej stronie macierzyństwa i wychowania dzieci. O wyważeniu poświęcenia, o wartościach, które powinno się REPREZENTOWAĆ dziecku od najmłodszych lat. Reprezentować, bo kiedy je tylko wpajamy, a sami postępujemy niezgodnie z nimi, to nasze dzieci później nie mogą być pewni ich znaczenia i przydatności. Bo wartości to również energia, która rozściela się pomiędzy dwójką ludzi. I kiedy postępujemy wbrew swoim słowom, może się zdarzyć tak, że będzie przysłowiowym „dzieckiem we mgle”. Podobnie może się zdarzyć, kiedy zatracamy się w dzieciach i nie potrafimy ich traktować jako osobnego bytu. Książka #girlstalk pokazuje, że wyzwania macierzyństwa, rodzicielstwa i wychowania dzieci, to prawdopodobnie najcięższe wyzwania do pokonania.

Związek też ma swoją podstawę

„Dobry związek to taki, który sprawia, że czujemy się bezpieczni, jesteśmy pewni drugiej osoby. Taki, który czyni nasze życie lepszym, pełniejszym.”

Autorki prezentują różne formy miłości. Podejmują trudne tematy, takie jak miłość na odległość z całą tęsknotą i wariacją emocji, małżeństwo ze spornymi kwestiami współpracy, a nawet rozstanie z całym zestawem bolesnych następstw. Kolejna historia mnie w tym temacie urzekła. Wraz z wzrastającą siłą i samoakceptacją, można spostrzec jak niewiele siebie mamy w relacji z partnerem. Jak bardzo sobie nas zagarnął, jak bardzo go idealizujemy i jak bardzo jest to dalekie od miłości, w którą chcemy wierzyć na siłę. Takie historie zdarzają się nam w codziennym życiu i odnajdując je w tej książce, możemy mieć przykład, że da się! Wszystko się da, jeśli się tylko chce. A związek nie powinien być jednostronną relacją, tylko partnerstwem o podstawie PRZYJAŹNI. Sama przyjaźń jednak nie wystarczy, bo „nie może ona dominować, aby nie zgasła namiętność”.

Sexy zaczyna się w głowie

Wciąż powtarzam, że my, kobiety, orgazmy doznajemy głową, a nie, jak faceci – główką. O tym też jest #girlstalk. Wszystko więc sprowadza się do samoakceptacji, bo w samoakceptacji również zawiera się kontakt z własnym ciałem. Ten rozumowo-sercowy i namacalny związek swojej cielesności. Najpierw więc, dziewczyny, trzeba się nauczyć siebie, poznać swoje czułe miejsca, pokochać je, by móc kierować partnera w „dobrą stronę”. I o seksie trzeba rozmawiać, mówiąc o swoich oczekiwaniach, bez stosowania krytyki. Używać słów „tak mi dobrze”, zamiast „tak mi źle”. I ten obszar jest częścią miłości, bo „w każdym związku trzeba dbać o namiętność, o to, aby się sobą nie znudzić, pielęgnować wzajemną ciekawość, starać się być dla siebie atrakcyjnymi, adorować się. Jeśli w którymś momencie odpuścimy, to potem może być ciężko wykrzesać ogień na nowo”.

Samozawodowy sukces

Praca jest dla nas często tematem tabu. Pracujemy, bo MUSIMY. Bo TRZEBA zapewnić swojej rodzinie stabilizację finansową. Tylko ludzie często nie zwracają uwagi na to, że stabilizacja życia rozpoczyna się od stabilizacji emocjonalnej. A poczucie wysokiej jakości życia w środowisku pracy jest jedną z podstawowych informacji napędzających nasz organizm, przynoszących nam pozytywność. Autorki zastanawiają się, czy własny biznes to nie odpowiedź na potrzebę poczucia jakości życia w środowisku pracy. Próbują zdefiniować sukces zawodowy, polemizują z respondentami o porażkach i innych elementach codzienności zawodowej. Pytają o sytuację na rynku pracy, o możliwości rozwoju. I uświadamiają jak bardzo ważny jest relaks, jak bardzo ważne jest zachowanie równowagi między pracą, a życiem prywatnym.

Jestem kobietą tolerancyjną, a czy inni tolerują mnie jako kobietę?

Na samym końcu książki Karolina z Pauliną zastanawiają się nad miejscem kobiety w dzisiejszym świecie, a konkretnie w Polsce. To ważny temat i nie typowo feministyczny, jak niektórzy go bez refleksji podsumowują. Ogromnie się cieszę, że ten kult kobiety i zmiana jej miejsca na równoważne z mężczyzną, znalazły również swój oddźwięk tu, w Polsce. Że uczymy się, że „fantastycznie jest być kobietą. Mamy taką cudowną otwartość, mamy siebie nawzajem, rozmawiamy ze sobą. Możemy być słabe i silne. Nie musimy mieć zawsze erekcji. Mamy moc, umiemy dawać, coraz częściej umiemy brać”, „jesteśmy świetne”.

Ej, dziewczyny, dziewuchy! Kochane, solidarne! Bądźmy sobie razem i bądźmy sobie fajne. I dajmy #girlstalk też do przeczytania naszym facetom. Bo mimo tego, że autorki tego dzieła zwracają się głównie do kobiet, to każdy mężczyzna też potrzebuje tej siły i my potrzebujemy, żeby oni zrozumieli nas, kobiety. A #girlstalk to umożliwia!

Dziękuję Karolinie Cwalinie-Stępniak, Paulinie Klepacz oraz Wydawnictwu Sensus za tę książkę. Będę do niej wracać. A książki, do których się wraca, to najlepsze, co w życiu zaczytanego człowieka może się zdarzyć.

Możecie wesprzeć Agnieszkę w walce ze stwardnieniem rozsianym, przekazując jej 1% podatku.
KRS 0000083356, a w informacji szczegółowej trzeba koniecznie dopisać „Mam szansę – Agnieszka Robakiewicz”.
0.00 avg. rating (0% score) - 0 votes

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Please enter your name here