Początkujący Autorze, jeśli stawiasz właśnie pierwsze kroki na ścieżce pisarstwa, poniższy artykuł jest właśnie dla Ciebie. Założę się, że kochasz pisać i nie wyobrażasz sobie życia bez tego.
Mam rację?
Założę się, że rodzina, przyjaciele i znajomi, którym pokazałeś już swoje nieśmiałe próbki, piszczeli z zachwytu: „Ty musisz pisać!”, „Kiedy dostanę twoją książkę z autografem?”, „Nigdy nie przestawaj”, „Kurczę, ale świetnie piszesz!”. Zachęcony pochwałami pomyślałeś być może: „Przecież ja naprawdę mogę napisać książkę. Znajdę wydawcę, zobaczę swoje nazwisko na okładce i spełni się mój sen złoty. Skoro innym podoba się to, co robię, to znaczy, że radzę sobie doskonale”.
To świetne podejście, drogi Autorze. Wierzysz w siebie, jesteś zmotywowany i czujesz to specyficzne swędzenie w koniuszkach palców, które bezwiednie pcha Cię do opuszczenia ich na klawiaturę. W głowie tłoczy się rój postaci, kotłują się osobowości, charaktery, imiona, akcja, intryga. Na biurku stawiasz kubek z kawą, przeglądasz notatki, tam coś jeszcze dopisujesz, tu wykreślasz, uruchamiasz edytor tekstu. Jestem gotowy jak nowy, myślisz z satysfakcją.
Zaczynasz pisać. Słowa przepływają przez Ciebie z łatwością, z jaką woda przepływa przez sitko. Zatracasz się całkowicie, głuchy na bodźce zewnętrzne. Niech dzwoni telefon, niech mrugają powiadomienia z Facebooka, niech świeci słońce jak głupie, albo deszcz wali o parapet. Nie interesuje Cię to, bo właśnie teraz piszesz swoją książkę. Jesteś jak dobrze naoliwiona maszynka, prawda? Stukasz w klawiaturę jak oszalały i już kończysz pierwszy rozdział, a potem kolejny i jeszcze jeden, i…
„Co jest, do licha?” pytasz sam siebie, bo nagle w mechanizmach maszynki słyszysz zgrzyt, zupełnie jakby utknął w nich piasek. Jeśli jeszcze nie wiesz, co Cię właśnie dotknęło, to już spieszę z tłumaczeniem: to chwilowa niemoc twórcza.
Jeszcze nie dowierzasz, że przytrafia się to właśnie Tobie; przecież wiesz, co masz pisać, wiesz nawet, jak skończy się Twoja książka – już przecież zacierałeś ręce na myśl, że pozostawisz czytelnika w trwałym osłupieniu, a tu ledwie trzy rozdziały napisane i marazm. Drętwota w duecie z nagłą frustracją. Złość i pierwszy chłodny dotyk paniki połączony z zatrważającą myślą: „A co, jeśli ja nie umiem pisać?”.
Umiesz. Nie martw się.
Niemoc twórcza zdarza się najlepszym. Wyobraź sobie, że może nawet Mickiewicz miał takie chwile zwątpienia, kiedy utknąwszy w połowie „Pana Tadeusza” przechadzał się po Paryżu jak skazaniec, bo nie mógł wydusić z siebie ani słowa? Pociesz się, że i największym artystom w furii zdarzało się ciąć płótna, łamać blejtramy i rwać sobie włosy z głowy zanim stworzyli arcydzieło.
Zastanawiasz się, drogi Autorze, skąd o tym wiem? Męki twórcze są mi bardzo bliskie i sprawę znam z autopsji. Czasami i ja jestem bliska płaczu, patrząc na porządnie rozpisany konspekt, bo mimo że budzę się i kładę spać z moją książką pod powiekami, w myślach opracowując lejtmotyw i wszystkie wątki poboczne, po prostu nie jestem w stanie wycisnąć z siebie ani słowa. Wtedy myślę sobie: „Okej, nic na siłę. Przecież nic się nie stanie jak przez kwadrans pooglądam program o seryjnych mordercach albo o gotowaniu”. Zatem oglądam i po godzinie orientuję się, że piętnaście minut minęło dobre trzy kwadranse temu, a ja nadal nie wiem, co pisać. To znaczy wiem, ale dociera do mnie bolesna prawda – moja ręka chwilowo straciła łączność z mózgiem.
Nauczyłam się nie panikować, przywykłam. Wypracowałam sobie świetny system przywracający swędzenie w palcach – kiedy nie jestem w stanie pisać o tym, o czym powinnam pisać, otwieram nowy plik, takie zupełnie świeże białe okienko i w nim wylewam swoje frustracje.
Piszę o bzdurach; o kubku ze stygnącą kawą, stojącym na podłodze obok mojego fotela, albo wkurzam się, że znowu wydałam w sklepie pięćdziesiąt złotych praktycznie na nic, albo o książce, która mnie ostatnio zauroczyła. Kilka zdań, byle tylko przywrócić dłoni czucie.
Uwierz, Autorze, to pomaga!
Usiądź i Ty spokojnie, a jeśli jesteś chwilowo obrażony na komputer, to chwyć za kartkę i długopis, i pisz o czymkolwiek. Albowiem chodzi o to, aby nie wyjść z rytmu. Jeśli postanowiłeś pisać, to po prostu rób to. Zawodnicy wagi ciężkiej piszą dziesięć, dwadzieścia stron dziennie, ale spójrzmy prawdzie w oczy – ani Ty, ani ja jeszcze nie dorastamy im do pięt. Ale pisz. Pisz, pisz i jeszcze raz pisz mimo chwil zwątpienia i niemocy. Nie poddawaj się, weź głęboki oddech, a małymi porażkami wcale się nie przejmuj. Pamiętaj, że robisz to, co kochasz i zdystansuj się od tego, bo nawet kochająca matka ma czasami ochotę zamknąć dziecko w pokoju i przez trzy minuty posiedzieć w bezdennej ciszy.

I jeśli następnym razem (a będzie ich kilka, kilkadziesiąt) znowu zacznie dusić Cię pisarska martwota, nie zacznij taplać się w bagienku niskiej samooceny, że nie dasz rady, nie możesz, nie umiesz.
Umiesz pisać. Idzie Ci doskonale.
Wszyscy Ci kibicujemy.

 

Magda Czmochowska

0.00 avg. rating (0% score) - 0 votes

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Please enter your name here