Jest coś bardzo cennego, co otrzymaliśmy wszyscy – czas, z którym wolno nam zrobić wszystko, co tylko chcemy, oprócz jednego: nie wolno nam go zmarnować. Traktujmy samych siebie dobrze, dbajmy o nasz wszechstronny rozwój: fizyczny i duchowy. Bądźmy sami dla siebie najpiękniejszym prezentem, pamiętając, że każdy z nas JEST wyjątkowy, zupełnie jak wyjątkowy jest każdy płatek śniegu. Pielęgnujmy w sobie Dziecko pod łagodną opieką Rodzica, ale słuchajmy też Krytyka. Tego ostatniego nauczmy jednak słów dozwolonego dopingu: „Jak to: nie dasz rady? Ty?”.

Są dni, że zwyczajnie mi się czegoś nie chce. Najchętniej zostałabym w domu opatulona kocem z kubkiem kakao w dłoni, schowana między książkami, odgrodzona od świata bezpiecznym murem słów ulubionych pisarzy. Wtedy jednak przypominam sobie, że mam przecież cel, moje marzenie, które samo się nie zrealizuje. Dlatego myślę sobie: „ok, wstaję, zabieram się do pracy, kocem i książkami wynagrodzę się, jeśli dziś przybliżę się do realizacji mojego marzenia, choć o parę kroków”.

Podziwiam dwie osoby, które znacie na pewno świetnie. To Coco Chanel i Bear Grealls, którzy ogromną pracą osiągnęli sukces, ale przede wszystkim poczucie spełnienia. W podręcznikach do motywacji znaleźć można setki sposobów na samorealizację, podpowiedzi, jak pokonywać wewnętrzne bariery, które uniemożliwiają dokończenie podjętej nad sobą pracy, jak pracę rozplanować, jak się nie poddawać i nie zniechęcać brakiem efektów. Znacie na pewno też słowa Briana Tracy’ego, kanadyjskiego pisarza i twórcy e-booków z dziedziny psychologii sukcesu i rozwoju osobistego: „jeśli to, co robisz nie zbliża Cię do Twoich celów, oznacza to, że Cię od nich oddala”. Kiedy któregoś dnia natrafiłam na jego słowa, poczułam, jak mną poruszyły, zupełnie jakby obudziły we mnie coś, czego wtedy jeszcze nie potrafiłam nazwać, a co okazało się pragnieniem mojego życia. Wtedy poczułam, że nikt za mnie niczego nie zrobi, że muszę sama osiągnąć swój cel. A cel mam i choć nie jest łatwo, codziennie, małymi krokami się do niego zbliżam.

W chwilach zwątpienia sięgam po dwie książki, które zawsze mam pod ręką tuż obok łóżka (bo w łóżku czyta mi się najwspanialej): Kurz, pot i łzy Beara Gryllsa i zbeletryzowaną biografię Chanel, Mademosielle Chanel Christophera W. Gortnera. Szalony miłośnik ekstremalnych przygód oraz projektantka mody i wielka wizjonerka to para, która dodaje mi skrzydeł wówczas, gdy najbardziej doskwiera mi przyziemność. To oni utwierdzają mnie w przekonaniu, że jeśli odkryło się w sobie pasję, owo pragnienie, by stać się lepszym i pozostawić coś po sobie dla innych, nie wolno się z tym rozstać ani na chwilę. „Nigdy nie zapomnę dnia, w którym w końcu dostałem czarny pas, i dumy, jaką wtedy czułem. Na ten dzień musiałem czekać trzy lata wypełnione intensywnymi treningami, co najmniej cztery – pięć razy w tygodniu” mówi do mnie Bear, miłośnik mocnych wrażeń. „Nie trać czasu, kopiąc ścianę, w nadziei, że zamieni się w drzwi” mówi do mnie Coco. Cel. Mam cel, bo od niego się przecież zaczyna, każdy poradnik motywacyjny to mówi. Dialog pomiędzy Bearem i Coco rozbrzmiewa dalej: „koncentrujesz się na czymś, zaczynasz wypuszczać w świat sygnały, i nagle pojawiają się rozmaite szczęśliwe zbiegi okoliczności” wypowiada z uśmiechem szelmy Brytyjczyk, a Gabrielle delikatnie dodaje „jeśli urodziłaś się bez skrzydeł, pozwól im swobodnie rosnąć”. Moi motywatorzy mają w sobie pasję, ale i są ogromnie pracowici. Czytając ich biografie, nie sposób nie zauważyć, jak cierpliwie i wytrwale harowali, aby spełniać swoje cele.

Mieć pomysł na siebie to połowa sukcesu, druga połowa to ciężka, codzienna praca. To codzienne zbliżanie się do granicy, przekraczanie jej, tak by coś nieosiągalnego nagle mogło się stać faktem w życiu. „Czemu tak jest, że linia mety z reguły pojawia się zaraz po tym, jak człowiek dochodzi do kresu swych możliwości i chce się poddać? Czy w ten sposób wszechświat zachowuje najlepsze dla tych, którzy potrafią dać z siebie najwięcej?” Od wielu, bardzo wielu lat pracuję nad samą sobą i nie tylko marzę, ale spełniam swoje marzenia. Są to marzenia małe i wielkie, takie na dzisiaj i takie na za kilka lat. Uparcie do nich dążę, słysząc w sobie wsparcie Steve’a Jobsa: „cały świat usuwa się z drogi człowiekowi, który wie, dokąd zmierza”. I choć może nie posiadam mapy, mam w sobie kompas, który prowadzi mnie tam, dokąd chcę dojść. Oczywiście, że się boję, bo robię rzeczy nowe, nigdy się ich nie uczyłam, a „życie jest od razu takie na serio i nie można go najpierw przećwiczyć”, ale przecież „sekretem sukcesu w życiu jest bycie gotowym na wykorzystanie okazji, gdy ta się pojawi”. Niestety nie wiem, kto wypowiedział te słowa, ale skoro je zapamiętałam, są dla mnie ważne. Tak samo, jak inspirujący kot z Cheshire, gdy pozwala mi się głaskać w chwilach zwątpienia w sens tego, co robię. Mruczy wtedy „wszystko jest możliwe, trzeba tylko wiedzieć o sposobach”. Dlatego codziennie patrzę w kalendarz, gdzie zapisane mam wszystkie swoje plany, na dzień, na tydzień, na miesiąc, na rok. Kalendarz na rok 2018 opisałam jednym z ulubionych cytatów: „Daj każdemu dniu szansę stania się najpiękniejszym w całym twoim życiu”. Mark Twain, mój przyjaciel jeszcze z czasów dzieciństwa, wspiera mnie i dziś. A „dziś to mój ulubiony dzień” jak mawiał Puchatek (w prozę życia zawsze wplatam trochę baśni). Pięknego dnia!

 

Ola Malarz

P.S. „Twój charakter jest twoim najważniejszym atutem, dlatego powinieneś nad sobą pracować przez całe życie” Brian Tracy (no, to do roboty!!!).

5.00 avg. rating (99% score) - 2 votes

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Please enter your name here