K. N. Haner to niekwestionowana autorka powieści dla kobiet, przeplatanych nutką grozy. Podbiła serca wielu czytelników, którzy z ochotą wielokrotnie powracają do jej powieści. W 2015 roku wydała swoją pierwszą powieść „Na szczycie”, która w bardzo krótkim czasie wskoczyła na podium bestsellerów.

Kasiu, powieści, które wychodzą spod Twojego pióra są fenomenalne! Jak brzmi zatem przepis na dobrą książkę?

Dziękuję bardzo! Cieszę się, że tak uważasz, ale muszę cię rozczarować, bo ja nie znam przepisu na dobrą książkę. Chyba nikt go nie zna, a nawet jeśli, to na pewno publicznie się tym nie podzieli, bo to byłoby ujawnienie sekretu, który chce poznać każdy aspirujący pisarz (śmiech). Ja odkąd zaczęłam pisać, robię to zawsze tak samo, czyli prosto z serca. Nie trzymam się żadnych pisarskich zasad, które podobno określają kto jest dobrym, a kto złym pisarzem. Lubię pisać przy muzyce, ale w absolutnej ciszy również. To zależy od dnia i weny. No, właśnie, wena. Tutaj to chyba o nią się rozchodzi. Ja wierzę w wenę, bo niejednokrotnie doświadczyłam tego niesamowitego uczucia „oświecenia”. Bywają chwilę, że jej brakuje, ale po jakimś czasie ona wraca i znowu mogę robić to, co tak bardzo kocham. Pisać.

Książki, których jesteś autorką, to ogólnie dostępne mocne erotyki. Nie boisz się krytyki czytelników, którzy podczas czytania zniesmaczyli się ilością scen łóżkowych?

Krytyki się nie boję, bo konstruktywna krytyka jest bardzo potrzebna i pouczająca. Zakładam także, że po taki gatunek, jakim są romanse erotyczne sięgają osoby, które go po prostu lubią. Wiem jednak, że każdy ma inny próg tolerancji kontrowersji i zdaję sobie sprawę, że dla niektórych to może być za dużo. Nie oceniam tego. Na pewno nie chcę nikogo oburzać i zniesmaczać. Raczej pobudzać i rozpalać fantazje, ale każdy odbiera ma na swój sposób i ma prawo do własnego zdania.

Jestem fanką Twojego „Zakazanego Układu” oraz „Piekielnej miłości”. Naprawdę! Choć początkowo ciężko mi było zżyć się z bohaterami, później zerknęłam na nich przychylniejszym okiem i o dziwo to Marcus stał się najbliższy memu sercu. Czasami zastanawiam się jak wyglądałby w roli potulnego baranka (śmiech). Choć boję się zapytać, ale jednak zaryzykuję: czy Marcus był tworzony z postaci kogoś, kogo znasz? A może był czystym wytworem wyobraźni?

Ja również lubię Marcusa, ale moim ulubieńcem w tej serii jest Diego. Co do naszego głównego bohatera, to jego wygląd fizyczny wzorowałam na pewnym modelu, ale cechy charakteru i cała jego historia są całkowicie wymyślone. Osobiście nie znam nikogo podobnego do Marcusa, i chyba nie chciałabym poznać (śmiech).

Coraz mniej książek pisanych jest na ciężkie tematy. Według Ciebie, twórcy boją się je poruszać, czy po prostu brakuje im weny twórczej?

Trudno mi odpowiedzieć na to pytanie, bo ja nie boję się poruszać kontrowersyjnych i ciężkich tematów. Co prawda wiele osób uważa, że romanse/erotyki to mało ambitna lektura i nie może za sobą nieść żadnego przesłania, ale ja sądzę inaczej. Z każdą kolejną książką dojrzewam jako autor i staram się przedstawiać dany temat najlepiej, jak potrafię, wlać w daną historię prawdziwe emocje, a jednocześnie wszystko pozostawić fikcją literacką. Wydaje mi się również, że w obecnych czasach większość czytelników przy wyborze lektury kieruje się po prostu chęcią rozrywki, relaksu, a typowo ciężkie tematy sprawiają, że trudno się odprężyć przy czytaniu. Ja osobiście nie czytam książek o ciężkiej tematyce, bo potem ogromnie to przeżywam i trudno mi dojść do siebie.

Czy którykolwiek z bohaterów Twoich książek mógłby stać się Twoim przyjacielem w prawdziwym życiu?

Myślę, że na pewno zaprzyjaźniłabym się z Tommym z serii o Morfeuszu, a także z większością chłopaków z serii „Na szczycie”. Jeśli chodzi o postaci żeńskie, to dogadałabym się z Emily z „Zapomnij o mnie”.

Czy masz w planach napisanie kolejnej, równie dobrej książki?

Tak, moje plany wydawnicze cały czas się rozwijają, ale czy książki będą równie dobre, to się okaże. Pod koniec sierpnia będzie premiera mojego pierwszego new adult pt. „Zapomnij o mnie”. Potem, w październiku, pojawi się kolejny romans pt. „Sponsor.” Na Walentynki przeczytacie drugą część tej serii, oraz małą niespodziankę w postaci opowiadania w antologii. Potem na Targi Książki w maju wydaję kolejny romans pt. „Drwal”, a co będzie dalej jeszcze – zdradzić nie mogę. W następnym roku będę miała dla czytelniczek wiele niespodzianek.

Jakich rad udzieliłabyś dla osób początkujących, chcących pisać?

Uważam, że jeśli ktoś chce pisać, to niech po prostu to robi. Nigdy nie wiadomo, co przyniesie los. Może taki ktoś odkryje w sobie pasję do pisania, i tak jak ja, odmieni dzięki temu swoje życie? Trzeba być cierpliwym, mieć w sobie pokorę i uczyć się na błędach. Ja tego wszystkiego nadal się uczę, ale to naprawdę wspaniałe doświadczenie. Trzeba mieć odwagę, by spisywać to, co siedzi w naszych głowach, a jeszcze większą, by to komuś pokazać. Jeśli ktoś marzy o tym, by zostać pisarzem, to niech po prostu coś z tym zrobi. Trzeba pisać, redagować swój tekst, czytać go od nowa i znowu redagować. To ciężka praca, wymaga dużo czasu i poświęcenia, ale ja jestem dowodem na to, że naprawdę można. Od osoby, która nienawidziła czytać, do autorki bestsellerowych romansów. Moja droga była kręta, nadal nie jest idealnie prosta, ale po prawie czterech latach od debiutu już co nieco wiem o tym pisarskim świecie i branży wydawniczej. To ciężki kawałek chleba, ale warto… Warto spełniać swoje marzenia.

5.00 avg. rating (98% score) - 1 vote

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Please enter your name here