Marta Kalicka PR Białystok

Katarzyna Droga – pisarka, nauczycielka języka polskiego, dziennikarz, redaktor. Zżyta z Podlasiem, z sentymentem do Pragi Południe i Krakowskiego Przedmieścia. Kocha jesień i winogrona.

Gdy wymienia Pani długą listę swoich zawodów, a i zapewne swoich pasji, kim jest Pani najpierw? Polonistką, dziennikarką, wydawcą, redaktorką naczelną magazynu „Sens”, czy pisarką?

W tej chwili pisarką całym sercem, bo pisanie to moja pasja, praca, dla pisania książek porzuciłam Warszawę i stanowisko redaktorskie. Zamieszkałam na Podlasiu, piszę i na tym się skupiam. Inne role też są ważne, ale dominowały w minionych etapach mojego życia. Widocznie na wszystko przychodzi odpowiedni czas:)

Opracowała i wydała Pani poradniki – powtórki z języka polskiego dla gimnazjalistów. Skąd ten pomysł?

O, to już przeszłość, echo z etapu „ polonistka” i „wydawca” To były piękne lata przełomu tysiącleci i pierwszych lat wieku XXI. Pomysł wziął się z życia – pracowałam cztery lata jako nauczycielka polskiego w LO w Łapach. Moi uczniowie pokazali mi czego potrzebują, oni byli moimi nauczycielami. Okazało się, że całkiem dobrymi!

Czy młodzież chce się dzisiaj uczyć rodzimego języka? Czy potrafi się pięknie wysławiać i czy lista lektur szkolnych coraz bardziej nuży uczniów? Czy według Pani można zmienić program nauczania tak, by młodzi z chęcią sięgali po podręcznik do języka polskiego oraz do czytania w ogóle?

Książka ma obecnie więcej konkurentów niż kiedykolwiek, więc zachęcić młodych ludzi do czytania to nie lada wyzwanie. A jednak są tacy, co czytają, jest też w nich duży potencjał, by zainteresować się rodzimą literaturą i językiem. Tylko listy lektur i programy polskiego to nieporozumienie. Tak, uważam, że można zmienić program, uczyć ludzi myśleć,odczuwać, a literatura do tego nadaje się znakomicie. Po co komu przymus czytania całych lektur z XIX wieku, albo i starszych? Odwieczne wymagania dat, kompozycji itd. Kiedy uczyłam, zawsze starłam się, by lektura była punktem wyjścia do dyskusji i zapewniam, że bywały burzliwe. Czasem uczniowie nie chcieli wyjść na przerwę. Aby kłócić się na następnych lekcjach – czytali zadane fragmenty bardzo wnikliwie.

Czy może Pani opowiedzieć, jak zaczęła się Pani podróż literacka jako autorki powieści?

Od czasu kiedy pokochałam czytanie, chciałam też pisać. Moja pierwsza powieść młodzieńcza zaginęła i dobrze się stało, oj dobrze! Kiedyś, dawno temu, obiecałam swojej mamie, że spiszę historię rodziny. Dotrzymałam słowa i tak powstały „Pokolenia. Wiek deszczu wiek słońca” – pierwsza duża powieść. No a potem nie mogłam się oderwać od kolejnych historii i osobowości…

Jak długo zbiera Pani materiał i czy podczas pracy nad książkami zdarzyły się Pani jakieś ciekawe historie? Jak wygląda praca nad powieścią historyczną, nad sagą? Czy to długie godziny spędzone w archiwach i spotkaniach z właścicielami rodzinnych pamiątek? Czy opowieści przekazywane z pokolenia na pokolenie?

Można by o tym napisać oddzielną książkę 🙂 Zresztą inaczej pracuje się nad sagą, inaczej nad powieścią biograficzną, ale obie wymagają wnikliwego sprawdzania faktów i kontekstu historycznego. Powieść o Oli Piłsudskiej zagnała mnie aż do Londynu, by oglądać pamiątki w muzeach i rozmawiać z ludźmi. Powieści rodzinne wymagały sięgnięcia po pamiętniki, wspomnienia, listy. To bardzo silne przeżycia, ponowne spotkania z tymi, którzy odeszli, albo z nestorami, którzy chętnie wspominają. Bardzo jestem im wdzięczna. A najciekawsze chyba było to, że czułam duchowe wsparcie moich bohaterów, jakby chcieli, by te książki powstały.

Pani książki oprócz wspaniale oddanych sentymentalnych klimatów Polski z przełomu wieków XIX i XX, są również zapisem historii kobiet. Każda z nich to wyraźny charakter. Która z nich jest Pani ulubioną bohaterką?

Chyba Tosia z „Gospody pod Bocianem”. Do kobiet ze swojej rodziny mam nieco inny stosunek. Teodora Bogosz to postać, którą mogłam zbudować od nowa i właściwie wciąż zaskakiwała mnie podczas pisania 🙂

Czytając Pani ostatnią powieść „Gospodę pod Bocianem”, przez wiele stron miałam przed oczami sceny z pięknego serialu „Noce i dnie”, tak wyraźnie i barwnie przedstawia Pani losy wielu pokoleń rodziny Bogoszów. To obrazuje, że duch tamtych czasów jest Pani bliski. Na ile jest to historia autentyczna, a na ile kreacja literacka?

Książka oparta jest o historię prawdziwej gospody, która miała trochę inną nazwę i położenie geograficzne. Dzieje, przygody, tragedie są kreacją literacką, ale znów – mocno opartą o to, co zdarzyło się ludziom naprawdę. Zatem wszystkie historie miały miejsce, ale czasem imiona były inne.

 fot: Rafał Masłow
fot: Rafał Masłow

Co scala rodzinę? Co łączy pokolenia?

Oczywiście ziemia, z której pochodzą, dzieje rodziny, ale zwykle jest tak, że jedna osoba musi wziąć na siebie misję zadbania o kontakty w rodzinie. U nas padło na mnie i jestem z tego dumna. Z pewnością coroczne zjazdy rodzinne są dobrym pomysłem; w naszej rodzinie sprawdzają się od kilkunastu lat

Co czytała Pani będąc dzieckiem? Proszę opowiedzieć o Pani ulubionych pisarzach, poetach. Czy kiedykolwiek marzyła Pani, by zostać pisarką?

Czytałam wszystko co mi wpadło w ręce, a biblioteka rodziców byłą dość bogata i różnorodna. Przejrzałam atlasy medyczne ojca i powieści Remarque’a, które kochała mama. Całą serię Ani z Zielonego Wzgórza i klasycznych młodzieżówek. Sagi skandynawskie. Jedna z moich ulubionych książek to Księga z san Michele Axela Munthe, dziś nieco zapomniana. Bardzo polecam.

Porzuciła Pani miasto i przeprowadziła się na wieś. Życie z dala od aglomeracji wydaje się być sielskie, ale zapewne i bywa trudne? I czym szczególnym wyróżnia się Podlasie?

Trudne są dla mnie chwile, kiedy muszę jechać do miasta:) I kiedy dymi piec. Poza tym codziennie chwalę siebie za te decyzję. Podlasie natomiast jest pięknym kawałkiem świata, a chociaż na pewno są jeszcze piękniejsze, ten jest mój. Ja tu mam ogród, las, dom – wystarczy, żeby było to wyjątkowe miejsce na ziemi, czy nie?

Jaka jest Pani definicja sukcesu? Czy czuje się Pani kobietą sukcesu?

Czuję się kobietą sukcesu, taką wciąż w drodze po sukces, ale nie mierzę go chyba standardową miarą. Lubię swoje życie i bliskość ludzi których kocham. Lubię pisać książki i sukcesem jest,gdy podobają się Czytelnik,biona pora roku?

Lato. Nie, jednak jesień, bo właśnie nadchodzi i dojrzewają moje winogrona. Zresztą nie wiem, kiedy zapyta mnie pani o to, zimą przed kominkiem powiem, że zima, a wiosną, kiedy przylatują bociany, że tylko wiosna.

Jak spędza Pani wolny czas?

Kiedy mieszkałam w mieście mówiłam, że jadę na wieś, piszę i czytam, teraz właściwie tak samo, tylko nie wyjeżdżam. Robię konfitury i chodzę do lasu. Problem mam raczej z tym wolnym czasem, na wsi, czy w mieście jestem zajęta. To chyba nie zależy od miejsca.

Największe marzenie?

Ja mam kilka marzeń w różnych przestrzeniach – tej prywatnej inne, społecznej inne. Powiem o zawodowej: marzę, żeby czytelnicy pokochali bohaterów moich książek, tych którzy są, i tych którzy będą. A w wymiarze ogólnym; bardzo bym pragnęła, by mniej było okrucieństwa, w tym wobec zwierząt. Żeby nas, ludzi, już z XXI wieku, po wszystkich doświadczeniach historii stać było wreszcie na człowieczeństwo.

 

Dziękuję za rozmowę

0.00 avg. rating (0% score) - 0 votes

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Please enter your name here