Klincz” to, według opisu na okładce, szwedzki kryminał noir w najlepszym wydaniu. Nie mogę nie zgodzić się z tą opinią. Dawno nie czytałam tak klimatycznej, wysmakowanej książki.

Zapachniało Chandlerem

Co prawda za ojca gatunku uchodzi Dashiel Hammet, autor „Sokoła maltańskiego”, ale Raymonda Chandlera można określić mianem wyjątkowo utalentowanego syna. Nie mam wątpliwości, że Martin Holmen pisząc „Klincz” wzorował się na powieściach Chandlera. Co prawda Harry’emu Kvistowi daleko do Philippe’a Marlowe’a, jednakże „Klincz” zawiera wszystko to, co klasyczny kryminał noir zawierać powinien. Mamy bohatera, który jest samotnikiem, ale nie tak kryształowym jak detektyw z książek Raymonda Chandlera. W życiu kieruje się swoimi zasadami, bywa brutalny, ale skuteczny. Uniwersum „Klinczu” także spełnia kluczowe założenia gatunku. Oprócz wątku kryminalnego, a właściwie na równi z nim, autor przedstawia kontrastowy świat biednych dzielnic Sztokholmu podczas trwającego kryzysu, i bogactwa, którego reprezentantką jest niecodzienna femme fatale.

Były bokser

Miałam już przyjemność zetknąć się z tak nietuzinkowym bohaterem podczas lektury „Kołysanki” Bartłomieja Piotrowskiego. Martin Holmen genialnie zbudował postać Harry’ego Kvista. Kvist to były marynarz, były bokser, który „przed nikim kapelusza nie zdjął”, za dnia nie stroniący od alkoholu, wieczorami parający się odzyskiwaniem długów. Na czym jego nieoczywistość polega? Otóż ten testosteronowy niedźwiedź z ciężkimi pięściami i twarzą pooraną bliznami, lubi towarzystwo młodych chłopców. Choć nie stroni od kobiet, homoseksulane ciągotki ściągają mu na głowę kłopoty. Wątek orientacji płciowej jest fundamentalny dla fabuły „Klinczu”, choć nie ukrywam, że dość opornie czytało mi się plastyczne opisy stosunku męsko – męskiego. Czułam się tak, jakbym była podglądaczem, za co autorowi należą się brawa. To tylko świadczy o jego pisarskim kunszcie.

Brutalne metody

Wbijam mu pierwszego prawego sierpowego w wątrobę. Tylko amatorzy celują w splot słoneczny – jedynie porządny cios w wątrobę czy okolicę serca daje jakieś efekty. Głowa rozkazuje jeden sierpowy, pamięć mięśni zaś dwa szybkie. Jestem posłuszny głowie. To zawsze był mój ulubiony cios. Można odłożyć rękawiczki na półkę, ale potem potrzeba dużo czasu, żeby zmyć zapach z dłoni. Sprzeczne impulsy sprawiają, że Zetterberg szarpie się w niekontrolowany sposób. Jedna jego część chce zgiąć się w pół, a druga uwolnić od dłoni ściskającej gardło. Nachylam się nad nim, tak blisko, że rozpoznaję zapach wody Aqua Vera, tabaki i ziołowych cukierków na kaszel.

– Już dobrze, już dobrze – szepczę mu uspokajająco do ucha. – Masz pan dobę, żeby zdobyć mamonę.

Ślina napływa mi do ust. Rozluźniam zacisk na jego gardle, pozwalam mu zaczerpnąć powietrza tylko po to, żeby móc go znowu uderzyć, w środku wydechu.

Fabuła

Jest grudzień 1932 roku, niespełna dwa tygodnie przed Bożym Narodzeniem. Harry Kvist listownie otrzymuje zlecenie na odzyskanie długu od człowieka o nazwisku Eloffson. Celem jest niejaki Zetterberg, który wspomnianemu Eloffsonowi winien jest ogromną sumę pieniędzy za samochód. Harry Kvist rozprawia się z dłużnikiem za pomocą pięści, a jakże, wszak jest byłym bokserem, który nigdy nie przegrał walki. Daje mu dwadzieścia cztery godziny na zgromadzenie brakującej kwoty i już w myślach oblicza swoją dolę. Kiedy dobę później melduje się przed domem Zetterberga, dowiaduje się, że dłużnik jest niewypłacalny, albowiem wyzionął ducha. Kvist obstawia tchórzliwe samobójstwo, okazuje się jednak, że Zetterberg został zamordowany, a bokser stał się podejrzany, jako osoba, która ostatnia widziała dłużnika żywego. Kvist zostaje aresztowany, za jedyną obronę mając prostytutkę Sonję, która ucięła z nim pogawędkę pierwszego wieczoru. Sonja rozpływa się jednak w powietrzu jak dym z cygara. Kvist, na którego korzyść zeznaje anonimowy świadek, zostaje wypuszczony na wolność i na własną rękę próbuje dowiedzieć się, kto stoi za zabójstwem Zetterberga.

Zepsuta femme fatale

Postać Doris, byłej aktorki, żony bogacza Steinera, jest po prostu doskonała. I równie doskonale wpisuje się w klimat powieści. Doris wydaje się typową znudzoną żoną, zblazowaną bogactwem i może nawet ciut znudzoną tym, że właściwie wszystko jej wolno. To kobieta z przeszłością, o której chętnie Harry’emu wspomina. Przyznaje się do pochodzenia z nizin społecznych i ciężkiej młodości, jakby to mogło zdefiniować jej poczucie człowieczeństwa. Doris jest uzależniona od alkoholu i narkotyków. Okręca sobie Kvista wokół małego palca, nadając mu chwilowy status utrzymanka. Kupuje mu koszule, zabiera na obiady do drogich restauracji, pozwala bokserowi prowadzić jej wymuskane auto. Relacja między nimi jest silnie nasycona erotyzmem, nie ma dla nich typowego układu klient – zleceniodawca. Jest jednak w żonie Steinera dużo goryczy. Dlaczego? Autor wszystko wyjaśnia na końcu książki.

Bardzo noir

Jestem przekonana, że Martin Holmen spędził naprawdę długie godziny na czytaniu materiałów źródłowych o tym, jak wyglądał Sztokholm podczas kryzysu w latach 30-tych. Jego opisy miasta, czy chociażby strojów modnych w tamtych czasach, są niezwykle sugestywne. Niemal można zobaczyć jak bieda trawiła miasto, można zajrzeć w smutne oczy chudych, brudnych prostytutek, albo podejrzeć młodych chłopców sprzedających się mężczyznom w parkach za marne grosze. Można poczuć sandałowy zapach pomady do włosów, której używa Kvist, zaciągnąć się cygarem. Poczuć wątpliwy aromat zakładu pogrzebowego, nad którym mieszka, przejść się z nim po niebezpiecznych zakamarkach. A to wszystko w chłodzie, od którego stopy boksera w dziurkowanych butach, zamarzają niemal na kość. Po lekturze „Klinczu” wiem, że Martin Holmen jest pisarzem wybitnym i naprawdę nie mogę doczekać się, aż znowu usiądę na fotelu z kawą w ręku i przeczytam pozostałe dwie części trylogii o Harry’m Kviście.

Bardzo dziękuję wydawnictwu Editio Black za kilka niezapomnianych godzin spędzonych w towarzystwie byłego boksera z pokancerowaną twarzą.

0.00 avg. rating (0% score) - 0 votes

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Please enter your name here