Kołysanka to krótka piosenka o spokojnym i miarowym rytmie, która pomaga dziecku zapaść w sen. Jednakże „Kołysanka” Bartłomieja Piotrowskiego to wstęp do sennego koszmaru, z którego trudno się otrząsnąć. Jednocześnie jest to debiut literacki najwyższych lotów.

Siedmiolatek spacerował po krainie sennych marzeń

Człowiek w masce pochylił się nad Jankiem. Przypominał potwora, który niecierpliwi się, by pożreć swoją bezbronną ofiarę. Jego oczy aż błysnęły złowrogo spod szybki, gdy odzianą w skórzaną rękawiczkę dłonią dotknął bujnej czupryny śpiącego chłopczyka. Delikatne ciało Janka drgało coraz słabiej. Nić łącząca je z duszą trzymała się już na ostatnim, pojedynczym włosku. Milczący obserwator wyczekiwał końca; czuł spokój i radość. Wierzył, że wkrótce Janek znajdzie się w lepszym miejscu niż to, w którym był zmuszony żyć do tej pory. Płomień życia chłopca był poddawany kolejnym podmuchom. Jeden z nich okazał się zbyt mocny. Drgawki ustały. Serce Janka zabiło po raz ostatni. Mężczyzna w masce nie spieszył się. Delektował się widokiem maleńkiego, stygnącego ciała.

Huśtawka bujała się rytmicznie

Ktoś porywa dzieci z domów. Wyciąga z łóżeczek, pogrążone w słodkim śnie, przytulone do pluszaków. Wyrywa z ciepła domowego ogniska, brutalnie zabiera od rodziców śpiących za ścianą, nieświadomych, że ich dziecko znalazło się w rękach mordercy. Wykrada ze szkoły, z samochodu, który utknął w korku. Gliwicka policja zdaje się być bezradna, mimo odnalezienia kolejnych małych zwłok na jednym z placów zabaw. Trzeci trup, a policja nie wpadła nawet na trop zabójcy. I pewnie nic by się nie zmieniło, gdyby nie została porwana bratanica Gai Wolf, kobiety, która podczas misji wojskowej wystrzeliła nie jeden magazynek z karabinu. Kobiety, która jest na tyle zdeterminowana, żeby na prośbę zrozpaczonej i odchodzącej od zmysłów bratowej, podjąć się poszukiwań porwanej dziewczynki.

Nie jesteś typem romantyczki, co?

Po lekturze „Kołysanki” wiem, że Gaja Wolf uplasuje się na bardzo wysokim miejscu w moim prywatnym panteonie ulubionych kobiecych postaci literackich. To konkretna, gorącokrwista babka, która nie wylewa łez bez potrzeby, a kiedy upadnie, to zetrze brud z kolan i poderwie się do biegu. Gaja jest archetypem silnej, zdecydowanej kobiety. Zadaniowość ma we krwi. Może dlatego, że wychowywała się w rodzinie o wojskowych tradycjach, gdzie musztra domowa była naturalną częścią życia? Postać Gai jest doskonale skonstruowana, niemal tak dobrze jakby wyszła spod ręki Katarzyny Bondy. Przypomina mi nieco Saszę Załuską, która zajmuje miejsce na podium, zaraz za Lisbeth Salander.

Omlet francuski

Autor w roli pierwszoplanowej postaci męskiej osadził bohatera nietypowego, kogoś, kto rzadko gra pierwsze skrzypce, a co najwyżej przemyka gdzieś w tle, upchnięty w fabułę jak marginalny rodzynek. Wspominam o tym, albowiem pierwszy raz (a weźmy pod uwagę, że wszystkich książek świata jeszcze nie przeczytałam) spotykam się z tak sprytnym zabiegiem. Oskar Krul to były komandos, co teoretycznie predysponuje go do roli testosteronowego twardziela, gej i facet parający się męską prostytucją. Oskar nie wpisuje się w stereotyp literackiego homoseksualisty; jest męski, pewien siebie, zaś przedłużeniem jego męskości jest… – wiem, o czym myślicie, ale to nie to – pistolet. Czy ta nieoczywistość może przyciągnąć czytelnika? Jak najbardziej!

Jedziemy sprawdzić to miejsce?

Nie odniosłam wrażenia, że Gaja i Oskar byli do siebie wrogo nastawieni. Wręcz przeciwnie, bardzo wyraźnie dało się odczuć, jak zgrany i nieustępliwy duet stworzyli. Ale dlaczego akurat Oskar towarzyszył kobiecie w poszukiwaniach? Dlaczego uważał, że był coś winien Arturowi bratu Gai i ojcu zaginionej Zuzy? Bartłomiej Piotrowski przez swoją powieść przeprowadza czytelnika jak za rączkę. Wartka akcja wciąż podkręca tempo, aż do zaskakującego finału. Powieść ma swój rytm, a dzięki tak specyficznym bohaterom jak Gaja i Oskar, jest nieprzegadana i, co już podkreślałam, nieoczywista. Temat, wokół którego autor usnuł historię, drażni, ponieważ dotyczy przemocy w rodzinie i wpływu jaki owa przemoc może mieć na następne pokolenia. Jakie zadry, traumy i patologie może rodzić. Nie mam wątpliwości, że „Kołysanka” jest bardzo wartościowym debiutem Bartłomieja Piotrowskiego. Ja zaś uwielbiam polskich autorów i jak widać po raz kolejny, słusznie daję im kredyt zaufania.

Pan Kołysanka”

Kto chowa się za maską mordercy? Kto porywa dzieci, a potem zabija, tworząc w swoim psychopatycznym umyśle wizje ich lepszego życia? Komu wydaje się, że wyświadcza tym dzieciakom przysługę? Co łączy ze sobą wszystkie morderstwa? No przecież, że nie powiem! Mogę jedynie zachęcić do spotkania twarzą w twarz z „Panem Kołysanką”. Nie bójcie się, Gaja i Oskar będą stać tuż za wami.

Serdecznie dziękuję wydawnictwu Helion za możliwość zatopienia się w tej wyjątkowej książce.

5.00 avg. rating (99% score) - 2 votes

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Please enter your name here