Coraz częściej wśród miłośników czytania toczą się spory o to, która forma książki jest lepsza: tradycyjna czy elektroniczna. Wydawcy oferują zazwyczaj dwie możliwości. Do nas, czytelników, należy ostateczna decyzja.

Tradycjonaliści bezsprzecznie od razu wysuną argumenty o zmysłowości książki papierowej. I będą mieli rację. Można taką książkę wąchać (któż z nas tego nie robi? świeżo zaschnięta farba drukarska, drzewne, głębokie nuty zapachowe papieru, czasem odrobina wilgoci), można dotykać jej stron (szorstkie, lecz jednocześnie miękkie, uginają się pod naciskiem opuszków palców), można w końcu ją usłyszeć (szelest kartek w ciszy wieczoru i mruczenie kota na kolanach). Nie bez powodu antyczni powtarzali habent sua fata libelli (‘książeczki mają swoje losy’), bowiem tradycyjna książka miewa zagięte rogi, dopiski na marginesach, ślady konfitury tu i ówdzie. Czasem można na tej podstawie wiele powiedzieć o jej kolejnych właścicielach. Ma duszę.

Problemy zaczynają się jednak, gdy próbujemy spakować się na wakacje i zabrać ze sobą „coś lekkiego” do poczytania; gdy odkładamy kolejną przeczytaną książkę na ostatnią jeszcze nie całkiem zastawioną półkę; gdy próbujemy poszukać tego cytatu, który tak się nam podobał, a nie pamiętamy, na której z tysiąca stron go zapisano.

Wtedy do głosu dochodzą zwolennicy e-booków. Bo taka elektroniczna książka nic nie waży. Wystarczy, że spakujesz czytnik nie większy od notebooka i już możesz cieszyć się setkami książek podczas lotu samolotem lub w namiocie w górach. Bo nie zajmuje miejsca, nie zbiera kurzu, nie zagraca małego mieszkania. Bo można ją automatycznie przeszukiwać. Gorzej, gdy zapomnisz naładować baterię lub gdy na jakiś czas wyłączą prąd.

A co ze zmysłowością czytania? Twórcy czytników pomyśleli także o tym. E-booki imitują książki tradycyjne – ekran swoim wyglądem naśladuje papier, podobny jest także sposób przewracania kartek. Jednak e-booki nie pachną, nie szeleszczą, nie stawiają subtelnego oporu opuszkom palców.

Spór między zwolennikami książek tradycyjnych a zwolennikami e-booków nie jest niczym nowym w historii KSIĄŻKI. Identyczne niepokoje towarzyszyły ludzkości w momencie wynalezienia druku. Wybór był pomiędzy pięknie iluminowanym złotem, niepowtarzalnym, lecz horrendalnie drogim i zarezerwowanym dla elit manuskryptem a  stosunkowo tanią, powszechną książką drukowaną. Pierwsze drukowane kodeksy także  naśladowały swoim wyglądem rękopisy (jak dzisiejsze e-booki próbują imitować książkę tradycyjną). Jeszcze wcześniej nastąpił przełom związany z fizyczną postacią książki: zwój czy kodeks – próbowali ustalić Europejczycy w IV w. n.e. A jeszcze wcześniej ogromny niepokój budził inny wynalazek technologiczny, bez którego nie wyobrażamy sobie dziś życia – pismo (przyjmijmy umownie ok. IV tys. p.n.e. – na ten okres datuje się najstarszy typ pisma, pismo klinowe). Wyobrażam sobie z uśmiechem na ustach, jak starożytni Grecy debatują: literatura oralna czy jednak piśmienność.

To, z jak dużą dozą ostrożności traktowano pismo, gdy było nowinką technologiczną, udało się zobrazować T. Pratchettowi w prześmiesznej opowieści ze Świata Dysku Kapelusz pełen nieba: „Fik Mik Figle z Kredy nienawidziły pisania z wielu powodów, ale jeden był najważniejszy: to, co napisane, zostaje. Przyszpila słowa na wieki. Człowiek powie, co mu ślina na język przyniesie, a potem jakiś nieprzyjemny ciutgłupek spisze to i skąd wiadomo, co z tymi słowami zrobi?”.

Pismo, kodeks, druk, a dziś, u progu XXI w., także e-book to technologie, które zmieniły nasz sposób myślenia o literaturze, o książce, o czytaniu. Nie każde pokolenie ma szansę na własne oczy obserwować przechodzenie od jednego medium do drugiego, na własnej skórze doświadczyć, jak zmienia się proces lektury, w zależności od formy książki, z którą obcuje. Jesteśmy szczęściarzami!

Możemy rozwodzić się nad wyższością książki tradycyjnej nad e-bookiem, na siłę próbować zatrzymać czas, lecz niczego to nie zmieni. Choć papierowa budzi w nas sentymentalną tęsknotę, wszystko wskazuje na to, że to elektroniczna książka wygra swoją praktycznością i – co tu dużo ukrywać – ceną, tak jak druk wygrał z manuskryptem, kodeks ze zwojem, a piśmienność z oralnością.

 

Olga Ziółkowska

0.00 avg. rating (0% score) - 0 votes

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Please enter your name here