Dzisiaj pisarzem może być każdy, a w księgarniach często aż roi się od pozycji autorstwa nieznanych osób. Przecież wydaje się to takie proste – mieć pomysł na książkę, usiąść i napisać. Jednakże, moim zdaniem, od debiutu do stworzenia wielu dobrych powieści długa droga. Z doświadczenia recenzenta, który obserwuje wydawniczy rynek od przeszło pięciu lat, stwierdzam, że utworzenie rozpoznawalnej marki, która zostanie doceniona przez miliony czytelników na lata, to niekiedy mozolny proces wymagający jednocześnie wielu wyrzeczeń.

Małgorzata Musierowicz – nie trzeba nikomu jej przedstawiać.

Postanowiłam jednak przybliżyć choć trochę jej sylwetkę, zanim skupię się na tym, co cenię w jej powieściach. Autorka urodziła się w 1945, z zawodu jest grafikiem. Karierę pisarską zaczynała jako felietonistka „Tygodnika Powszechnego”, by później stworzyć z pojedynczych tekstów trzy książki pt.: Frywolitki, czyli ostatnio przeczytałam książkę!!!. Później jej kariera potoczyła się dosyć szybko. Pierwsza część Jeżycjady, a zarazem debiut pisarki – Małomówny i rodzina – wydano w połowie lat 70. XX w., wkrótce potem Musierowicz rozpoczęła cykl humorystycznych powieści. Za swoje książki dostała wiele nagród. Niektóre pozycje doczekały się swoich ekranizacji.

Choć artykułów na temat pisarki powstało wiele, najbardziej lubię przeglądać stworzoną przez nią stronę internetową.

Autorka pisze, że uwielbia to, co robi; że nie mogła wymarzyć sobie lepszej pracy. Tworzenie książek jest procesem „długim, żmudnym i męczącym”, a „monotonna praca ciągnie się przez całe miesiące, ale przynosi mnóstwo satysfakcji i radości”. Małgorzata Musierowicz ma na swoim koncie mnóstwo świetnych powieści. Bawią, ale również uczą i umoralniają czytelnika, bez względu na jego wiek. Ja postanowiłam przyjrzeć się przede wszystkim jednej z części serii wyżej przeze mnie przytoczonej Jeżycjady.

Mowa tu o Opium w rosole.

Dzieło pojawiło się na rynku wydawniczym w 1986 roku, czyli w czasach głębokiego PRL-u. Musierowicz pisała je najdłużej ze wszystkich części cyklu. Jednak nie przeszkadza w pozytywnym odbiorze treści zawartych w książce i w pokochaniu głównych bohaterów. Historia rozgrywa się w Poznaniu w latach osiemdziesiątych XX wieku. Na początku poznajemy Maćka Ogorzałkę, który dziarsko pokonuje zaśnieżone drogi, spiesząc się do domu. Na swojej drodze spotyka małą dziewczynkę przedrzeźniającą jego zachowanie. Dziecko nie przypada chłopakowi do gustu, więc jest zirytowany, gdy mała go śledzi i – o ironio – za jakiś czas pojawia się w drzwiach jego mieszkania. Przedstawia się jako Genowefa Lompke, Zompke, Pompke i informuje, że przyszła na obiadek. Czytelnik oczywiście dowiaduje się (proporcjonalnie do czasu trwania powieści), że Geniusia odwiedza większość mieszkańców kamienicy, by się pożywić i spędzić z nimi czas.

Jednym z ukochanych miejsc bohaterki jest mieszkanie Borejków. Panuje w nim rodzinna i ciepła atmosfera.

Kolejną ważną bohaterką jest Kreska – Janina Krechowicz. Kreska mieszka z dziadkiem, profesorem Dmuchawcem (znanym doskonale z poprzednich części Jeżycjady) w małym, przytulnym mieszkanku. Rodzice Janki zostali internowani. (Autorka nie wspomina o tym wprost, zabrania jej bowiem cenzura, której musiała zostać poddana książka przed publikacją.) Dziewczyna nie ma z nimi kontaktu, tęskni, ale jednocześnie opiekuje się dziadkiem, który stał się dla niej jedyną rodziną. Kreska zmieniła środowisko i szkołę, uczęszczała na zajęcia do placówki, w której przed emeryturą uczył Dmuchawiec. Bohaterka czuje się tam nierozumiana i tłamszona, nie radzi sobie z matematyką. Żeby tego było mało: ma wiele problemów z wychowawczynią Ewą Jedwabińską, która traktuje uczniów jak obiekt badań psychologicznych. Nie potrafi się z nimi porozumieć i w pierwszej be awantury są na porządku dziennym. Kreska nie ma zbyt wiele pieniędzy, dorabia szyciem i przerabianiem ubrań. Jedyną pociechą jest przyjaźń z Maćkiem Ogorzałką, jej potajemnym obiektem westchnień. Maciek pomaga jej w matematyce i staje się jej przyjacielem. Niestety chłopak nie odwzajemnia uczuć Janki, bo w głowie zawróciła mu Matylda – dziewczyna rozpieszczona przez bogatych rodziców.

W czasie akcji powieści Genowefa zaprzyjaźnia się zarówno z Maciejem, jak i Janiną.

Towarzyszy im w przygodach, kłopotach, rozterkach i często odwiedza inne zaprzyjaźnione rodziny, by coś zjeść. Bohaterowie zadają sobie jedno podstawowe pytanie: kim tak naprawdę jest Geniusia i gdzie są jej rodzice? Odpowiedź jest prosta i zarazem szokująca. Genowefa Rombke, Zombke, Pompke… to nikt inny jak Aurelia, córka wychowawczyni Janki. Dziecko Ewy Jedwabińskiej, które nie czuje się kochane przez rodziców i nie umie z nimi spędzać czasu, ponieważ zarówno mama, jak i tata nie potrafią z nią rozmawiać i okazywać miłości.

O fabule Opium w rosole można mówić długo i nieprzerwanie.

Po lekturze na pierwszy rzut oka widać dwie rzeczy; ogrom przeróżnych historii, w których zawarte są życiowe prawdy, a także ponadczasowość powieści. Zwróciłam przede wszystkim uwagę na postać Aurelii, perypetie jej rodziny oraz, opozycyjnie do nich, mieszkanie i atmosferę w domu Borejków. W dzisiejszych czasach, choć teoretycznie odległych od tych, które opisuje Musierowicz w powieści, niektórzy rodzice również nie mają zbyt dużo czasu dla swoich dzieci. Kariera zawodowa, pogoń za pieniędzmi i długie godziny pracy sprawiają, że ich podopieczni czują się mniej ważni, a w ich małych główkach pojawia się przekonanie, że mama i tata wcale ich nie kochają. Z drugiej strony, współcześni dorośli – zupełnie jak Ewa i Eugeniusz Jedwabińscy – starają się idealnie wykonywać swoje obowiązki, by zarobić na utrzymanie, i nie chcą, by dzieciom czegoś brakowało.

Czasem bardzo łatwo zapomnieć o tym…

że najmłodsi nie potrzebują wcale najdroższych ubrań, ogromnych pokojów, tylko wsparcia, akceptacji, miłości i obecności rodziców w ich małych-wielkich światach. Zaniedbane pod tym względem dziecko jest często nieszczęśliwe do tego stopnia, że szuka pocieszenia wśród obcych ludzi i – jak Aurelia – znajduje sobie nowy dom, w którym pokazuje się z zupełnie innej strony. Jedwabińska poucza rodziców swoich uczniów, jak powinni wychowywać dzieci, odwołuje się do nauki. Wydaje się, że jest specjalistką w tej dziedzinie, a tak naprawdę sama nie potrafi poradzić sobie ze swoją córką, wychodzi więc na jaw jej hipokryzja. Dopiero zniknięcie Aurelii (Geniusi) pokazuje Ewie, jak wielki wychowawczy błąd popełniła.

Z drugiej strony mamy Borejków, którzy po stracie głowy rodziny Ignacego (również jest internowany), próbują poradzić sobie z problemami dnia codziennego.

Choć nie mają zbyt dużo pieniędzy i przeżywają wiele kryzysów, a w lodówce czasami świeci pustką, nadrabiają czymś innym – atmosferą i wzajemną miłością wszystkich domowników. Są dla siebie opoką, wsparciem w trudnych chwilach i radością w tych dobrych. Potrafią ze sobą rozmawiać, nie boją się szczerości, mają do siebie mnóstwo zaufania, dzięki czemu nie ma dla nich rzeczy niemożliwych i są w stanie pokonać wszystkie komplikacje. Musierowicz pokazuje za pomocą kontrastu, jak ogromne znaczenie ma wspierająca się rodzina, ale jednocześnie co może się stać, w chwili, kiedy ludzie zaczną kierować się innymi priorytetami i skupią się tylko na karierze. Skutki są bardzo trudne zarówno dla dorosłych, jak i dziecka, które chciałoby tylko być obdarzone uczuciem. Autorka wprowadza w swoją powieść wiele umoralniających wątków, nad którymi można rozprawiać godzinami i nigdy nie mieć ich dosyć.

Jeżycjadę uwielbiam, odkąd pamiętam i bardzo chętnie do niej wracam.

Uważam, że jest bardzo bogata w treści; przedstawia świat taki, jaki powinien być, aby stał się piękny i co więcej – uczy optymizmu i dobrego podejścia do życia. Ponadczasowość utworów tej serii widać praktycznie na każdym kroku. Wiele problemów poruszanych przez Małgorzatę Musierowicz w latach osiemdziesiątych, ma również swoje odbicie w XXI wieku, co sprawia, że książki autorki nigdy nie stracą na wartości i zawsze będą doceniane przez pokolenia.

0.00 avg. rating (0% score) - 0 votes

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Please enter your name here