Motyw świąt Bożego Narodzenia jest niezwykle często wykorzystywany w literaturze i sztuce. Czy przyczynia się do tego niezwykły klimat – migoczący śnieg za oknem, zapach świerku przystrojonego ozdobami wykonanymi przez dzieci, ciche kolędy płynące w tle? Czy świąteczne pospieszne zakupy, pakowanie prezentów nocą w ukryciu, długobrody Święty Mikołaj o dobrotliwym spojrzeniu? A może istotniejszy jest wolny czas, który w końcu można poświęcić dla najbliższych, zatrzymać się, pomyśleć, zrobić coś razem? Nie wiem. Jednak widać, że mają one w sobie coś magicznego, coś, co inspiruje wyobraźnię artystów i pisarzy.

Nie jest to domena jednego typu literatury. Motyw świąt Bożego Narodzenia możemy spotkać w utworach dawnych (np. Dziady Adama Mickiewicza) i współczesnych (np. Boże Narodzenie w Lost River Fannie Flagg), w literaturze dla dorosłych (np. Baśń wigilijna Czesława Miłosza) i dla dzieci (np. Noelka Małgorzaty Musierowicz), w powieściach fantastycznych (np. Wiedźmikołaj Terrego Pratcheta), kryminałach (np. Morderstwo w Boże Narodzenie Agaty Christie) i romansach (np. Zimowa opowieść Stephanie Laurens)…

Do klasyki należy Opowieść wigilijna Karola Dickensa, w której Duch Świąt przemienia niegodziwego, nieczułego Ebenezera Scrooge’a w empatycznego człowieka. Biorąc go w podróż w przeszłość i przyszłość, pokazuje, z czego wynika jego cyniczne podejście do świata oraz jakie mogą być tego skutki. Ta historia uczy, że przeważnie zło rodzi się z krzywdy, a także uzmysławia, że każdy w dowolnym momencie swojego życia ma szansę stać się lepszym człowiekiem. Święta Bożego Narodzenia to dobry czas na rachunek sumienia i mocne postanowienie poprawy.

Niezwykle wzruszającą sceną, która od dzieciństwa budzi we mnie zarówno niepokój, jak i wzruszenie, jest śmierć małej dziewczynki z zapałkami w Boże Narodzenie. Hans Christian Andersen w brutalny wręcz sposób obnaża bezduszność i egoizm ludzi. Zbyt dumni, by spojrzeć w dół, zapatrzeni na czubek własnego nosa, gnamy do przodu, myśląc o tym, jaką jeszcze zabawkę kupić swoim dzieciom, czy zdążymy na promocję w markecie, czy aby na pewno wystarczy cukierków. W wielu domach cały czas żywa jest tradycja pustego nakrycia przy stole. Dla mnie zawsze był to talerz dla dziewczynki z zapałkami. Choć jestem ciekawa, ilu z nas rzeczywiście wpuściłoby do domu i posadziło przy wigilijnym stole bezdomnego spod śmietnika.

Jako dziecko bardzo lubiłam Boże Narodzenie w Bullerbyn. Astrid Lindgren w plastyczny sposób opisała szwedzkie zwyczaje bożonarodzeniowe: przygotowywanie ozdób przez dzieci, wzajemnych podarków, ubieranie choinki, konkursy. Największym zmartwieniem siedmioletniej Lisy był jednak śnieg – czy będzie biało w Święta? Skrzące się za oknem drobinki, skrzypiący pod butami w drodze na pasterkę puch… marzenie każdego dziecka i niejednego dorosłego. A jednak w Aleppo Święta co roku są białe, a dzieci mimo to nie wyglądają na szczęśliwe.

Piękne zwyczaje bożonarodzeniowe tym razem w polskim klimacie opisał – z punktu widzenia dorosłego – Władysław Stanisław Reymont w Chłopach: „W każdej chałupie, zarówno u bogacza, jak i u komornika, jak i u tej biedoty ostatniej, przystrajano się i czekano z namaszczeniem, a wszędy stawiano w kącie od wschodu snop zboża, okrywano ławy czy stoły płótnem bielonym, podścielano sianem i wyglądano oknami pierwszej gwiazdy”. Cały dom i wszyscy domownicy stawali się bardziej odświętni, uroczyści. Nie zapominano też o potrawach wigilijnych, bo zgodnie ze staropolskim zwyczajem, stół to miejsce spotkań, bycia razem, rozmów: „Najpierw był buraczany kwas, gotowany na grzybach z ziemniakami całymi, a potem przyszły śledzie w mące obtaczane i smażone w oleju konopnym, później zaś pszenne kluski z makiem, a potem szła kapusta z grzybami, olejem również omaszczona, a na ostatek podała Jagusia przysmak prawdziwy, bo racuszki z gryczanej mąki z miodem zatarte i w makowym oleju uprużone, a przegryzali to wszystko prostym chlebem, bo placka ni strucli, że z mlekiem i masłem były, nie godziło się jeść dnia tego”. I zwierzęta otrzymywały opłatek. Mój ojciec wspomina nieraz, że jako dziecko zanosił do obory niebieski opłatek, niepoświęcony, a to, co zostało, zjadał ukradkiem sam (chyba nie znam dziecka, które by nie podjadało opłatka). Piękne tradycje, pyszne potrawy, starannie dopracowana oprawa Świąt – wszystko to jest ważne i potrzebne, szczególnie, gdy prowadzi do bycia razem, spędzenia wspólnie z bliskimi odrobiny czasu, na którego deficyt narzekamy wszyscy we współczesnym, pędzącym świecie. Siedząc wśród radosnego gwaru i pastorałek, jedząc uszka z grzybami i popijając barszcz, pomyślmy jednak przez chwilę o tych wszystkich, którzy tego dnia nie tylko nie mogą zjeść karpia i grochu z kapustą, ale w ogóle mają pusty brzuch i przepełnieni są lękiem o jutro.

Przywykliśmy do Bożego Narodzenia w dobrobycie. Z uginającym się stołem od pysznego jedzenia, z pomarańczami i czekoladą, z mnóstwem prezentów pod choinką. Dzieci piszą listy do Świętego Mikołaja, oczekując, że ten zrealizuje ich zamówienia. A czego tam nie ma! Rodzice biegają po sklepach w przedświątecznym szale, kupując bombki na choinkę, najmodniejsze w tym sezonie złote i czerwone, prezenty, żeby nie rozczarować dzieci, koniecznie te z listy życzeń, słodycze… Tylko ile to jeszcze ma wspólnego z magią Świąt?

Nie pozwólmy sobie zapomnieć o tym, co najważniejsze: o miłości, wierze i nadziei, które rodzą się wraz z narodzinami Jezusa. Czerpmy świąteczne wzory z książkowych klasyków, uczmy się wrażliwości od największych mistrzów pióra. W te święta Bożego Narodzenia otwórzmy się na innych ludzi. Otwórzmy drzwi swoich domów. Otwórzmy swoje serca.

 

Olga Ziółkowska

5.00 avg. rating (99% score) - 1 vote

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Please enter your name here