Martwa jesteś piękna” to jeden z najlepszych thrillerów, które miałam szczęście ostatnio przeczytać. Książka wykrada czytelnika z jego rzeczywistości kawałek po kawałku i naprawdę trudno zorientować się, że już tkwimy w fabule zanurzeni po końcówki włosów, a nie w wygodnym bezpiecznym fotelu.

Nieznanym autorom zawsze daję duży kredyt zaufania

Jak się nie raz i nie dwa okazało się, że robię słusznie. Pierwsze zetknięcie z twórczością Belindy Bauer było dla mnie tak elektryzujące, że liczącą ponad czterysta stron powieść przeczytałam w niespełna cztery godziny. Obiecałam sobie, że tylko kilka rozdziałów, maksymalnie pięć, góra sześć, bo przecież mam obowiązki, których zdecydowanie nie powinnam odkładać na później. Nic z tego! „Martwa jesteś piękna” właśnie dołączyła do zacnego grona książek, które po prostu zjada się razem z okładką.

Czuję niedosyt…

co oznacza, że thriller Belindy Bauer uznałam właśnie za książkę perfekcyjną. Dałam się jej pożreć, a potem wypluła mnie z oszalałymi emocjami i gęsią skórką na ramionach. To książka, przy której lepiej nie robić sobie herbaty, bo nie dość, że ciężko będzie trafić czajnikiem w kubek, to herbatę – w tym cudownym zatraceniu w lekturze – można jeszcze posolić. Chciałabym wiedzieć, jak potoczą się dalsze losy głównej bohaterki Eve i gdyby Belinda zdecydowała się kiedykolwiek na napisanie kontynuacji, uwierzcie, że byłabym chyba pierwsza w kolejce, byle czym prędzej dorwać ją w swoje ręce.

Eve Singer, reporterka kryminalna

Praca telewizyjnej reporterki kryminalnej była ekscytująca, jednak na widok krwi zawsze robiło jej się niedobrze. Po trzech latach oglądania drastycznych scen, udało jej się doprowadzić technikę wymiotowania niemal do perfekcji. (…) Kiedy policjant wpuścił ją do biurowca, Eve natychmiast pożałowała, że to zrobił. Ciało co prawda usunięto, ale widok tego, co zostało, zrobił swoje. Zanim żołądek Eve wykręcił się na drugą stronę, zdążyła zarejestrować niesamowitą ilość krwi: obryzgane ściany ze szkła, a na podłodze wielkie rdzawoczerwone jezioro. Wyglądało to tak, jakby jakiś potwór złapał dziewczynę w swoje wielkie łapy i wycisnął jak tubkę pasty do zębów.

Zew śmierci i oddech mordercy na plecach

Wiecie, kiedy można stworzyć czyste Zło? Nie tylko poprzez popełnienie niedozwolonego czynu, nie przez tylko bierne i obojętne obserwowanie, jak ktoś ów czyn popełnia, ale także mniej lub bardziej świadome przyzwolenie na psychopatyczne działania. Eve stała się natchnieniem mordercy, który od pewnego grudniowego wieczoru miał ją na celowniku. Tuż po pierwszym makabrycznym morderstwie, kiedy reporterka wracała do domu, do swojego tracącego pamięć ojca, dmuchnął jej prosto w kark. Wiedziała, że ktoś za nią idzie i że ten ktoś może mieć jak najgorsze zamiary wobec niej. Zmęczona i przerażona niedawnym widokiem rozlanej krwi wyobraźnia, podsunęła jej czarny scenariusz. Zdesperowana Eve, samotna w tej głuchej, cichej godzinie po północy, posłuchała nie serca, nie rozumu, lecz instynktu i nagle zaproponowała idącemu za nią zakapturzonemu mężczyźnie, żeby odprowadził ją niemal pod same drzwi. Tego się nie spodziewał.

Przyszedł zabić, a został obdarzony zaufaniem po raz pierwszy w życiu. Eve na szczęście pozostała nieświadoma tego, że zaledwie nanometr dzielił ją od śmierci.

Życie darowane za zbyt wysoką cenę

Po drugim zabójstwie, gdzie morderca uśmiercił swoją ofiarę w kinie pełnym ludzi, do redakcji niespodziewanie przyszedł list adresowany do Eve. Od tej chwili psychopata wciągnął ją w swoją chorą grę, zaś reporterka, nie dość, że musiała użerać się z dziennikarzem z konkurencyjnej stacji, to jeszcze próbowała zachować ludzką przyzwoitość, zatajając przed przełożonym film dołączony do listu, a nakręcony ręką mordercy. Kiedy jednak film ujrzał światło dzienne, między Eve a Joe, jej kamerzystą, powstało napięcie o silnym podłożu moralnym. Tymczasem psychopata zaatakował po raz kolejny i tym razem o swoich zamiarach powiadomił Eve. To, co wyglądało na pozornie nieszczęśliwy wypadek w londyńskim metrze, zostało precyzyjnie zaplanowane. Tak jak i poboczny udział reporterki w makabrycznych zbrodniach.

Morderstwo czy happening?

Morderca wziął na swoje barki misję, aby ze śmierci uczynić ostateczne dzieło sztuki. Uśmiercanie traktował jak happening, wyjątkowe wydarzenie artystyczne. Działał w przekonaniu, że swoim ofiarom składa piękny hołd, a śmierć jest dla nich darem. Zabójca był szalony jak marcowy królik, jednakże konsekwentny i niezwykle precyzyjny. Autorka doskonale oddała grozę jego działań, działań, które za wszelką cenę chciał zsynchronizować z pracą Eve Singer, bo reporterka była jednocześnie jego narzędziem i kołem napędowym.

Martwa jesteś piękna” zaskakuje dynamiką. Jej ogromnym atutem są charakterni bohaterowie; dzielna Eve, wierny Joe, nadpobudliwy przełożony, śliski dziennikarz Guy i obsuwający się w otchłań niepamięci Duncan, ojciec Eve. Oraz, rzecz jasna, artysta – morderca.

Fabuła nie ma żadnych luk, a Belinda Bauer nie pozwala czytelnikowi na nabranie oddechu; łapie go za rękę i rusza do biegu.

Wydawało mi się, że nie trafię na nic lepszego niż „Florystka” Katarzyny Bondy. Po lekturze książki Belindy Bauer musiałam zmienić zdanie.

Thriller czy dzieło sztuki?

Przeczytajcie i sami odpowiedzcie na to pytanie.

0.00 avg. rating (0% score) - 0 votes

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Please enter your name here