mateusz-wieczorek-autor-wywiad-booknieci

Mateusz Wieczorek to stosunkowo nowe nazwisko na polskim rynku wydawniczym, ale już zdążył zasłużyć sobie na grono stałych czytelników, których liczba wciąż rośnie!

Na swoim koncie posiada już trzy książki, z których każda kolejna cieszy się coraz większym nakładem egzemplarzy. Autor takich pozycji jak: „66 dusz”, „7 kobiet mafii” oraz „Ostatni worek cementu”, w rozmowie z nami opowiada o swoim życiu, czarnym humorze i literaturze.

mateusz-wieczorek-wywiad-booknieci

Mateuszu, zbierając informacje do naszej rozmowy, dowiedziałam się o tobie wielu ciekawych rzeczy, między innymi tego, że twoje dotychczasowe życie upłynęło pod znakiem absurdu i wielu okazji do uśmiechu. Możesz nam zdradzić więcej szczegółów?

To prawda. Każdy, kto mnie zna, potwierdzi, że jestem człowiekiem o wielkim dystansie nie tylko do świata ale także do samego siebie. Myślę, że nabyłem tą zdolność podczas dorastania. Od dziecka pakowałem się w najróżniejsze tarapaty i to akurat zostało mi po dziś dzień. Wiesz, jestem jak dziewięciolatek, który wie, że jeśli włoży gwóźdź do gniazdka to będzie „elektryzująco”, ale nadal stoi z tym gwoździem i zastanawia się czy zdąży go puścić zanim złapie go skurcz w palcach. Nie zrozum mnie źle, z mostu bym nie skoczył, ale będąc na weselu lubię orkiestrze zamknąć laptopa, żeby zobaczyć czy faktycznie mają takie piękne głosy (śmiech).

A absurd? To jakaś moja super siła. Przyciągam go jak magnez. Już samo pisanie jest jednym wielkim absurdem, ponieważ jako dziecko bałem się książek, jak wampir czosnku.

Skąd wzięła się w twojej twórczości tak potężna dawka czarnego humoru? Masz do niego niesamowity dar!

Dziękuję. Spośród wszystkich rodzajów humoru, ten czarny smakuje mi najlepiej. To też efekt oddziaływania na mnie popkultury w okresie dorastania. Duży wpływ miały na mnie filmy Tarantino, które w genialny sposób gloryfikują taki właśnie humor. Nie każdemu się on podoba, bo znacząco różni się od tego „kabaretowego”, jednak dla mnie to prawdziwa wirtuozeria!

Gdybyś miał zmienić tylko jedną rzecz w swoim życiu, na co byś postawił?

Hmm… 2008 rok. Marzec.  Poligon. 5 rano. Wkręcając żarówkę w oprawkę, nie chwyciłbym jej ponownie za końcówkę gwintu… Najgorsza pobudka ever… A tak na serio, to nigdy nie zastanawiam się nad takimi rzeczami.

Porozmawiajmy o twoich książkach, bo twoja kariera literacka rozwija się w imponującym tempie! Od czego się to zaczęło? Usiadłeś pewnego dnia w fotelu i pomyślałeś: „A skrobnę sobie coś i może uda mi się to wydać?”, czy też może kryje się za tym coś więcej?

Otóż nie. Jak już wspomniałem, ja nigdy w życiu nie planowałem zostawać pisarzem. Od książek wolałem filmy i jako nastolatek sam kręciłem własne, domowe produkcje. Przystępując do lokalnego klubu filmowego napisałem scenariusz na dziesięciominutówkę, który z czasem rozwinął się do skryptu na pełnometrażowy film. Pokrętny los pokrzyżował mi plany, kiedy klub się rozpadł i nie mogłem już w żaden sposób zrealizować swojego pomysłu.

Wtedy z ciekawym pomysłem wyskoczył mój dobry znajomy, Błażej Telichowski, dla którego pisałem krótkie felietony na stronę. Zaproponował: „napisz książkę”. Po przemyśleniu sprawy uznałem, że skoro potrafię pisać krótkie, sarkastyczne formy jak wspominane felietony, to czemu nie? Jakim szokiem było dla mnie, kiedy okazało się, że to strzał w dychę. Po ukończeniu pierwszej powieści pozostała mi „kupka z gruzem” niewykorzystanych pomysłów i nowych inspiracji. Wdrapałem się na tą górkę ze swoimi saneczkami i zjechałem z niej ponownie. Z każdą kolejną książką ta górka jest coraz wyższa, więc jeszcze trochę i będę mógł zostać kapitanem polskich bobsleistów.

mateusz-wieczorek-wywiad-booknieci

A co cię inspiruje, gdy mowa o pisaniu?

Podwyżka czynszu… Żartuję. Przede wszystkim ludzie, których spotykam! Każdy z nas nosi w pamięci przynajmniej jedną, powalającą na kolana anegdotę. Dlatego uwielbiam przebywać wśród ludzi. Kiedy kolejnym razem spotkasz się ze znajomymi, spróbuj takiej sztuczki. Podaruj im anegdotę ze swojego życia, o której nigdy nie słyszeli, a która ich rozbawi i rozsiądź się wygodnie, bo oto tym jednym małym kamyczkiem wywołałaś ogromną lawinę. Zobaczysz, ile pomysłów podczas jednego spotkania zdołasz wyciągnąć od nich. Kolejną wielką inspiracją są dla mnie nasze rodzime legendy i mity. Uważam, że mamy wspaniałą mitologię, z której można czerpać garściami i istnieje małe prawdopodobieństwo, że wyczerpiemy temat. Poza tym oczywiście książki, muzyka, filmy… i wcale nie rzadko przypadek.

Opowiem ci, jak wspaniale to działa. Ostatnio, wychodząc na taras, kątem oka zauważyłem dziwny refleks światła na jednym z okien w budynku obok. Przez ułamek sekundy zdawało mi się, że ktoś tam stoi i świeci. Oczywiście, nikogo tam nie było, ale w kolejnym ułamku sekundy mój umysł przypomniał mi, jak jako dziecko oglądałem dokument o objawieniach świętych na szybach domów. Możesz nie pamiętać, ale w latach ’90, jeśli niedokładnie zmyło się detergent do mycia okien z szyby, już po godzinie miało się pod parapetami kilkanaście zniczy i rozśpiewaną gromadkę staruszek. To było wtedy bardzo popularne. I teraz dodaj sobie dwa do dwóch… To wspomnienie plus mój czarny humor. (uśmiech) Niby zwykły przypadek, a jednak maszyna ruszyła.

Skąd więc pomysł na wydanie książki o tematyce mafijnej?

Jako nastolatek próbujący zarobić na wakacje, kradłem jeżyny z lasu i sprzedawałem je do piekarni. Wtedy jeszcze nie wiedziałem, że to nie jest przestępstwo, ale kiedy zarobiłem pierwszą stówę… Al Capone wyglądał przy mnie jak amisz przy Liberace. Wafelki, zapiekanki, cola… Byłem królem świata. A tak na serio, świat mafii intrygował mnie, odkąd sięgam pamięcią. Jako nastolatek pochłaniałem książki, filmy i seriale o tematyce przestępczości zorganizowanej z prędkością światła. Do dziś moją ulubioną książką jest „Ojciec chrzestny”, filmem „Chłopcy z ferajny” a serialem „Rodzina Soprano” i „Zakazane imperium”. Chyba nie mogło być inaczej. Zanim przejdziemy do kolejnego pytania, mam dobre wejścia na świeże jeżyny. Tanio.

Będę mieć to na uwadze! 🙂 Zdarzają ci się czasami chwile pisarskiego załamania, kiedy pisanie zupełnie zdaje się nie mieć sensu i masz ochotę dać sobie z nim spokój?

Absolutnie nie. Nigdy. Nawet jeśli dostanę „liścia” krytyki (śmiech). Ale zdarza się, że czasami utknę w jakimś momencie pisania. Na przykład, kiedy nie mam pomysłu, jak połączyć ze sobą dwa wątki w spójną całość. Nie szukam wtedy na siłę, bo to zawsze wychodzi fatalnie. Cierpliwie czekam na to, co podpowie mi życie i zawsze ta odpowiedź przychodzi jak grom z jasnego nieba. Coś, jak ten refleks światła w szybie, o którym Ci opowiadałem. Życie zawsze znajdzie sposób.

mateusz-wieczorek-wywiad-booknieci

Czy prywatnie czytasz dużo innych pisarzy? A jeśli tak, jacy autorzy zbierają u ciebie wysokie noty?

Staram się dużo czytać. Uwielbiam twórczość wspomnianego już Puzo, Thomasa Harrisa z jego serią o Hannibalu Lecterze, płaczę ze śmiechu przy książkach Petra Sabacha i tak dalej, ale nie stronię też od polskich autorów. Lubię sięgnąć po twórczość Jakuba Ćwieka, a moimi ostatnimi odkryciami są koledzy z wydawniczej półki. Daleko nie musiałem szukać by się dobrze bawić. Maciek Jakubski i Dawid Waszak. Ten pierwszy przedefiniował dla mnie fantasy a drugi początkowo zaskoczył i delikatnie przestraszył, by ostatecznie zainspirować.

W jaki sposób spędzasz czas wolny, co lubisz robić, gdy chcesz odpocząć od codzienności?

I tutaj muszę się pochwalić, że w tym roku miałem raz wolną niedzielę i byłem nad jeziorem. Taaak… i widziałem ludzi, którzy mieli czas wolny. Na pewno pamiętasz tę scenę z filmu „Jurassic Park” kiedy dr Alan Grant po raz pierwszy widzi żywego dinozaura… To właśnie taką wtedy miałem minę. Jeszcze przez łzy szepnąłem do przyjaciół: „zobaczcie… poruszają się w stadach”. Piękny widok.

Na koniec, trochę zawadiacko, zapytam o… nazwisko. Ma ono spore znaczenie w karierze pisarzy i artystów w ogóle a twoje nazwisko jest dosyć popularne, bo nosi je również Krystian Wieczorek, bożyszcze wielu młodych kobiet (śmiech). Czy bywasz pytany o powiązania z tym przystojnym aktorem?

Ahh, tak. Zdarza się, że ludzie mylą mnie z Krystianem. W końcu jestem tak samo przystojny i równie skromny. (uśmiech) Dziękuję za wywiad!

To my dziękujemy i życzymy kolejnych „objawień”, spadających jak grom z jasnego nieba! 🙂

5.00 avg. rating (99% score) - 3 votes

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Please enter your name here