Żeby móc milczeć trzeba mieć możliwość mówienia. Milczenie jest kwestią wyboru, prawem, które posiada człowiek. Funkcjonuje tylko w opozycji, jako przeciwieństwo mowy, staje się „znaczącą nieobecnością”. Jest brakiem, który widać, jak białą przestrzeń na obrazie.

Gdy milczy się „na temat”, wtedy znaczy to dokładnie tyle, ile nie zostało powiedziane, ile z różnych względów musiało pozostać w sferze do-mysłów i do-myśleń. W poezji bardzo często mamy do czynienia z niedomówieniami.

Powody mogą być bardzo różne. To sytuacja języka na granicy niewyrażalnego, sugestie dotyczące sfery sacrum, oczywistości, których powtarzanie robi z języka papkę,  to intymna zaduma, cicha modlitwa, cenzura polityczna…

„Milczenie znaczy tak samo, jak pozostałe składniki mowy” – pisał Cyprian Kamil Norwid w eseju o milczeniu – i dalej – „Milczenie, a mówiąc w zastosowaniu praktycznym przemilczenie, jest niezawodnie częścią mowy”.

Norwid, znany jako poeta niezrozumiały, pełen wewnętrznych sprzeczności, jest mistrzem przemilczeń w poezji. Zdając sobie sprawę z niemożności wyrażenia wszystkiego przez słowo, szukał alternatywnych rozwiązań, np. znaków interpunkcyjnych (jak Norwidowskie krzyżyki) czy właśnie milczenia, o którym wypowiada się zarówno wprost w utworach teoretycznych, jak i pośrednio w swoich wierszach: „[…] gdzie są bezmowne cierpienia, / Są wniebogłosy… bo są przemilczenia” – pisze w Assuncie. W milczeniu, według niego, objawia się prawda, którą zagłusza gwar życia.

Ryszard Krynicki początkowo pisał długie poematy, coś na kształt Peiperowskich poematów rozkwitających. Dlatego też poetyka jego pierwszych tomików Pędu pogoni, pędu ucieczki i Aktu urodzenia jest często zestawiana właśnie z twórczością Tadeusza Peipera.

Następnie przyszedł w jego twórczości czas na typowo nowofalowy kolaż, który jest wyrazem odczuwania aksjologicznego i ontologicznego chaosu czasów PRL-u. Widać to wyraźnie w Organizmie zbiorowym i w tomie pt. Nasze życie rośnie.

W tym drugim tomiku dochodzi do znacznego przełomu poetyki utworów Krynickiego. To wynik ewolucji światopoglądowej i artystycznej. To właśnie w tym tomiku poeta zwraca się ku formom krótkim, jak aforyzm czy haiku, co jeszcze wyraźniej będzie widoczne w kolejnych zbiorach, np. w Niewiele więcej.

Aforyzmem posługiwał się Krynicki, poruszając tematykę polityczno-społeczną, np. opisując cenzurę czasów PRL-u:

 

[…]

tak bardzo się boisz słów,

że konfiskujesz słowniki?

 

Po roku 1989, gdy upada w Polsce komunizm, Krynicki przestaje pisać aforyzmy, ale haiku zostaje. Rzadko jednak można spotkać u niego realizację pełnego modelu tego gatunku:

 

Buddo, Chrystusie,

 

nadaremnie się ukrywasz

w tylu wcieleniach

 

Następuje w twórczości poety zwrot w stronę kultury Wschodu, a konkretnie w stronę buddyzmu zen. Filozofia Zachodu dąży do zrozumienia, podczas gdy Wschód rozkoszuje się tajemnicą. Haiku to zbliżanie się do metafizycznej granicy bytu. Przedmiotem haiku jest koan – coś między nonsensem a oczywistością. Cała konstrukcja ma się zakończyć dla odbiorcy satori, czyli iluminacją, małą epifanią.

Poeta musi uciec się do milczenia, gdy zbliża się do granicy niewyrażalnego, gdy chce dotknąć tajemnicy. Nie może się więc posługiwać językiem skażonym tym światem, gdyż jest on czymś obcym. W tym wypadku milczenie jest jedyną właściwą ojczyzną poety. Krynicki pisze:

 

Jesteś moją jedyną ojczyzną.

 

Jesteś moją jedyną ojczyzną, milczenie,

w którym zawarte są wszystkie

nadaremne słowa;

 

Gdy słów jest niewiele, dochodzi do niebywałej kondensacji znaczeń. Każdy z użytych wyrazów staje się o wiele bardziej obciążony semantycznie.

Tak dzieje się przede wszystkim w ostatnim ze zbiorów poezji Krynickiego pt. Kamień, szron, który jest zbiorem bardzo lapidarnych utworów. Ich siła wyrazu właśnie dlatego jest niebywała.

 

Milczał. Też milczałem. Bałem się cokolwiek powiedzieć.

Tak już zostało.

 

Bałem się krzyku. Jeszcze bardziej bałem się śmiechu.

 

Zestawiając obok siebie te dwa, moim zdaniem niezwykle wymowne, fragmenty z dwóch wierszy (Milczenie oraz Twarz) możemy zauważyć, że o przeszłości nie można mówić, bowiem słowa fałszują wspomnienia. Milczenie jest tu efektem lęku wobec drugiego człowieka i jest dalszym wyborem drogi poety, rezygnacją, pogodzeniem się z niemocą – „tak już zostało”. W ten sposób traumatyczna przeszłość i ból mogą zostać zakryte. Język bowiem kłamie, zaciemnia prawdę:

 

[…] dziecko, które ucząc się prawdy, prawdziwie kłamie.

 

To figura wyjęta prosto z dzieł Jacques’a Lacana – nie można opowiedzieć o sobie za pomocą języka, bo on przychodzi z zewnątrz, jest jakąś formą przemocy. Zdania, ich logika i szyk są obce, dlatego należy je wynaturzyć, rozerwać od środka.

Krynicki zdaje sobie sprawę z tego, że to właśnie mowa-trawa zabija poezję. Milczenie rodzi się tu z wiary w poezję, w siłę słowa niewymówionego. Poeta wierzy głęboko, że w milczeniu tkwi prawdziwa mądrość, sens świata, sens stworzenia.

Nie bez powodu mottem do tomu Wiersze, głosy uczynił cytat z Księgi starców:

 

Mówiono o abba Agatonie, że przez

trzy lata trzymał kamyk w ustach,

aż póki się nie wyćwiczył w milczeniu.

 

Motyw kamienia milczącego, czy też trzymanego w ustach kamienia-sprawcy milczenia, powraca na kartach jego wierszy oraz w wierszach Paula Celana, którego Krynicki często tłumaczył.

To nawiązanie z jednej strony do kultury Wschodu, a z drugiej – do paradoksalnego nakazu „świadomej ekstazy” mistyków, jakimi bez wątpienia byli ojcowie pustyni. To nie jest platońska mania, ale sorbia ebrietas, nie „boskie szaleństwo”, ale „trzeźwe upojenie”. Jego Kamień, szron to „Kamień, schron”. Schron, czyli ocalenie  prawdy o człowieku, świecie i Bogu.

Krynicki tą właśnie formułą, nawiązując bezpośrednio do mistyków, odwołuje się także do doświadczenia Boga. Jest to niezwykle intymne spotkanie człowieka z Absolutem.

 

(Z Mistrza Eckharta

                          czy księgi Zohar?)

 

nic, Bóg

 

To chyba najkrótszy z wierszy Krynickiego. I nie ma bardziej wyrazistego dowodu na to, że Bóg jest tu archetypem tego, co niewyrażalne. Występuje jako Nikt, czyli jako Wszystko. Nie sposób skończonymi słowami opisać tego, co nieskończone, wyrazić tego, co niewyrażalne.

Mistrz Eckhart, Pseudo-Dionizy Areopagita czy Jan Erugena Szkot – wszyscy oni są głosicielami teologii negatywnej. Łatwiej powiedzieć czym Bóg nie jest, aniżeli czym jest. To negatio negationis konieczne, aby wyrazić nieskończenie pozytywne. To negacja, która prowadzi do afirmacji, bo „nicość to więcej niż coś”:

 

nic

ości

nie ma

ale coś

ć

ma

(być)

 

Spotkanie w modlitwie musi być pełne kontemplacji, a więc niewysłowienia – najpiękniejsze modlitwy są bez słów.

 

[…] modlę się. Bez

słów. On

 

Wie.

 

Figura Boga-Nikogo jest obecna bardzo wyraźnie także w poezji Celana. Jest to jeden z ulubionych poetów niemieckojęzycznych Krynickiego, którego częstokroć bardzo chętnie tłumaczył. Od tomu Niewiele więcej, do którego mottem uczynił wers z Celana „tu w jeden ze światów”, a którego poetyka odpowiada twórczości poety niemieckojęzycznego, rozpoczyna się przechodzenie u Krynickkego od milczenia Norwidowego do milknięcia Celanowego, które widać już bardzo wyraźnie w tomie Kamień, szron.

Myślę, że nieprzypadkowo tytuł tego tomiku łączy w sobie figurę kamienia i szronu (śniedzi, lodu, bieli, mrozu) z wiersza Celana:

 

[…]

Mała, leżąca

w lodowatym wietrze

łupina

z twoim

białym krzemykiem w ustach:

 

mnie też

stoi w gardle kamień

o barwach tysiącleci, kamień serca,

mnie też osadza się śniedź

na wardze.

 

W jednym z utworów Krynicki próbuje wyjaśnić, dlaczego wybrał drogę świadomego przemilczenia:

 

Wiersze? Głosy?

Skargi sarnie i wilcze.

Przeze mnie płynie strumień

piękności? Zwątpienia i żalu.

 

Dlatego milczę.

 

Milknięcie Krynickiego „ze zwątpienia i żalu” jest wyrazem bólu i melancholii. Wystarczy przywołać w tym kontekście jeden z najczęściej cytowanych utworów z najnowszego tomiku jego poezji – Szron:

 

Szary szron szeptu, skamienielina rozpaczy. Kto dosłyszy

cichnący psalm ziemi, nieme nawoływanie się

planet, pożegnania galaktyk. Czarne słońca

zapadają się w siebie

w nieludzkim

 

milczeniu.

 

Bardzo istotna wydaje się tu figura czarnego słońca. To poetycki oksymoron, który w całej twórczości autora Szronu staje się sposobem wyrażania sprzeczności świata poprzez język. Jest to także figura melancholii, nieprzepracowanej traumy, tego „niczego, które boli” – życiodajne słońce, które sieje mrok.

Wiersz się ścisza – od szeptu, poprzez cichnący psalm ziemi, nieme nawoływanie się planet, aż po nieludzkie milczenie. „Nieludzkie milczenie” to kolejny oksymoron. Milczenie, jak wspomniałam, jest domeną człowieka, ponieważ musi być świadomym wyborem.

Wyrzucenie ostatniego słowa – „milczenia”, które jest wygłosem wiersza (oraz całego cyklu Szron) – do oddzielnej linijki, stanowiącej samodzielną całość, nadaje mu niesamowitą siłę wyrazu. Po nim następuje już tylko biel niemej kartki, która jest tu Celanowską metonimią śmierci.

 

Jest wapień. I kreda.

I kamień.

Śnieg. I coraz więcej bieli.

 

To milczenie ma wymiar apokaliptyczny. To milczenie kosmosu, znak wyczerpania się kultury, kryzysu wartości. To zmęczenie współczesnością, doczesnością – jak u Celana, który wybrał milczenie najgłośniejsze – wybrał śmierć:

 

kolor octu i żółci,

niesie różę,

niczyją

świt, kolor Sekwany,

 

pod tyloma

 

spalonymi

powiekami.

 

 

Magdalena Wilk

4.67 avg. rating (94% score) - 3 votes

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Please enter your name here