Moi książkowi przyjaciele to cudowny temat rzeka. Jest ich tylu, że wybranie zaledwie garstki, stanowi nie lada wyczyn. Za mną setki przeczytanych książek, dziesiątki ukochanych bohaterów, których do dzisiaj noszę w sercu. Co więcej – z niektórymi bardzo się identyfikuję!

Najwspanialsi!

Być może mój wybór dla większości okaże się sztampowy i wręcz do znudzenia przewidywalny, ale moi książkowi przyjaciele… są moi i już! Aczkolwiek to galeria dość kontrastowych postaci, od uroczych zwierzątek począwszy, na aspołecznych introwertykach kończąc. Biorąc pod uwagę, że niemal w każdym książkowym bohaterze na upartego można albo odnaleźć cząstkę siebie, albo nasze kompletne przeciwieństwo (niektóre postaci są niebywale drażniące, przyznajcie), postanowiłam zrobić mini ranking. Gotowi? Zaczynamy.

Smutny osiołek

Kłapouchy był mi bliski, odkąd tylko sięgam pamięcią. Kiedy byłam mała, ale już na tyle rozgarnięta, żeby czytać samodzielnie, mama podarowała mi „Kubusia Puchatka”. Poczciwy miś już wtedy wydawał mi się uroczo głupiutki, a tygrysek zbyt rozbrykany. Z moim melancholijnym usposobieniem pokochałam Kłapouchego całym sercem. Niektórzy twierdzą, że każdego zwierzaka z książki A.A. Milne można łatwo zdiagnozować, zatem łatwo przypisać osiołkowi zachowania depresyjne. Taki nostalgiczny, zamyślony, bo szklanka zazwyczaj do połowy pusta, bo znowu zgubił ogonek. Kłapouchy dotknął mojego sześcioletniego serca, budząc w nim ogromne pokłady sympatii i współczucia. To taki przyjaciel, którego trzeba podtrzymywać na duchu i dawać mu nieustające wsparcie, choć on nie do końca może zrewanżować się tym samym. Jednakże jest w nim słodycz outsidera, którą bardzo lubię.

Anne-Shirley-Ania-z-zielonego-wzgórza
Ania z Zielonego Wzgórza

Rudzielec

To, oczywiście, Ania Shirley. Nie znam chyba żadnej kobiety, która nie byłaby zakochana po uszy w tej cudownej, temperamentnej i wiecznie rozmarzonej sierotce. Ania to wymarzony materiał na przyjaciółkę. Jest odważna, pełna fantazji i choć zdarza jej się robić głupstwa, jest tak lojalna i honorowa, jak tylko prawdziwy przyjaciel potrafi być. Ileż to razy zapragnęłam zamienić się miejscami z Dianą Barry! Ania z Zielonego Wzgórza reprezentuje ten mój wymarzony „raj utracony”, który za sprawą Lucy Maud Montgomery stał się takim tajemniczym ogrodem, pełnym ważek i kwitnących wiśni. Posiadanie Ani Shirley jako przyjaciółki od zawsze było w moim wykonaniu egoistyczne. Nie chciałam mieć takiej Ani w XX wieku, ale być blisko niej, żyć jej życiem i móc kąpać się w jej cieple na wyspie Księcia Edwarda, dokładnie w tym czasie, w którym akcja powieści była osadzona.

 Zawsze tam, gdzie ty

Pod tym zagadkowym stwierdzeniem nie kryje się nikt inny, jak Sam Gamgee. Jeśli w encyklopedii miałby znaleźć się graficzny symbol lojalności i odwagi, to powinien być nim Sam. Takich przyjaciół można ze świecą szukać! Oddany, wierny, podążający za Frodo bez względu na wszystko. Ktoś, kto dodaje sił, wspiera i podnosi, nie tylko na duchu. Sam gotów był nie tylko nieść ciążące na Frodo brzemię, ale bronił go własną piersią. Wierny jak pies, dobry jak anioł stróż. To wymarzony przyjaciel na wszystkie (nie)okoliczności życiowe. Powiernik tajemnic, który odda nie tylko serce, ale i ostatnią kurtkę. Zawsze chciałam żeby ktoś taki, jak Sam, był blisko mnie. Myślę, że czułabym się bardzo bezpiecznie w jego towarzystwie.

Kończ waść

Andrzej Kmicic. W gorącej wodzie kąpany szlachcic, pułkownik wojsk litewskich i Rzeczypospolitej. Krewki, dość nieobliczalny mężczyzna. Taki, którego czyny wyprzedzają jego słowa i zdrowy rozsądek. Ktoś, kto staje w pierwszym szeregu i do bitki, i do bitwy. To kolejna postać fikcyjna, którą cechuje odwaga i finalnie honor. A do tego, jak pięknie zmazał plamy na owym honorze, chcąc nie tylko służyć ojczyźnie, ale i być wartym miłości ukochanej Oleńki! Skoro jest to mój subiektywny ranking literackich przyjaciół, mogę śmiało zauważyć, że to kolejny bohater, który ma tak pożądaną przeze mnie cechę – odwagę. Wszak cudownie byłoby mieć w najbliższym otoczeniu kogoś pokroju Andrzeja Kmicica, który w odpowiednim momencie chwyci przysłowiową szablę w dłoń i stanie w mojej obronie.

bridget-jones-z-zelazkiem-booknieci-bohaterowie-ksiazek
Bridget Jones

Gdzie leżą Niemcy?

Kochana, cudowna, słodka i zakręcona jak słoik Bridget! Swego czasu powieść Helen Fielding reklamowało hasło „Bo każda z nas jest Bridget”. Nie mam pewności, czy każda z nas, ale ja z pewnością. Utożsamiam się z nią, jak z żadną inną bohaterką literacką. Taka Bridget jest jak lustro mnie: stres zajada serem i czekoladkami, nie gardzi winem, ufa poradnikom i przeżywa relacje z toksycznymi facetami. Co daje nadzieję, że i ja w końcu znajdę swojego Marka Darcy’ego. Bazując na zasadzie przyciągania podobieństw, Bridget Jones i ja stworzyłybyśmy idealny przyjacielski tandem. Jej życiowe filozofie, ciepło, które roztacza, roztargnienie (cała ja!) dają obraz idealnej przyjaciółki. Zresztą Bridge nie raz udowodniła, że można na niej polegać. Czy ktoś pamięta historię z nosem Toma? Do „Dziennika Bridget Jones” wracam cyklicznie, zupełnie jak morderca na miejsce zbrodni. Ta przyjaźń nigdy mi się nie znudzi.

Dziewczyna z tatuażem

Lisbeth Salander, nie ukrywam, jest – zaraz po Bridget, moją ukochaną postacią literacką. Lisbeth otwiera podwoje do świata bohaterów kontrastowych, tych, których tak naprawdę ciężko lubić. Bo co niby jest do lubienia w tej chudej, wytatuowanej i zakolczykowanej dziewczynie? A ja szanuję i naprawdę uwielbiam ją za to, że nie strzępi języka na daremno. Nie epatuje seksapilem, bo ma to gdzieś. Nie jest podfruwajką, której życie zaczyna się i kończy na sprawdzeniu, ile lajków przybyło jej na Facebooku przez noc. Kocham jej mrukliwość, tę ciszę, która w niej aż krzyczy. Lisbeth jest jak poraniony kot; nie ufa, nie podlizuje się. Z taką przyjaciółką można byłoby spokojnie pomilczeć i nie odnieść wrażenia, że cisza między nami jest krępująca. Lisbeth to materiał na przyjaciela, który szanuje przestrzeń prywatną drugiego człowieka. A to jest to, czego i ja oczekuję od innych. Przyjaciół także. Salander jest jak duch: niby transparentna, niby ukryta w czeluściach internetu, a jednak obok. Dobrze mi z takimi osobami.

remigiusz-mróz-wiktor-forst-pentalogia-seria-booknieci
Pentalogia z komisarzem Wiktorem Forstem

Cynamonowe Big Redy

Tak, przechodzę chorobliwą fascynację Wiktorem Forstem i nie boję się do tego przyznać. Miejsca w rankingu nie zajął przypadkowo. Komisarz Frost jest zaprzeczeniem (pozornie) definicji przyjaciela. Cyniczny, ironiczny, aspołeczny typ. Wydawałoby się, że nie ma nic do zaoferowania, bo jest tak pełen ludzkich słabości. Tym, którzy nie mieli jeszcze przyjemności zapoznać się z serią o Forście, nie zdradzę, z jakimi demonami komisarz walczy. Niech to będzie nasza słodka tajemnica. Co lubię w Wiktorze? On się nie certoli. Kiedy trzeba działać, działa, nawet jeśli miałby ściągnąć sobie na głowę gniew zwierzchnika i całej policji. To jest dopiero outsider! Gdzie mu do Kłapouchego! Podoba mi się to, że chodzi swoimi ścieżkami. Jest jak lis. I tak jak Lisbeth, on także nie rzuca niepotrzebnych słów w próżnię. Uwielbiam jego determinację, choć każde z działań, które podejmuje, wydaje się być skokiem na główkę w przepaść. Jednakże ta nieugiętość jest jego największym atutem. Czyżbym znowu chciała nawiązać do odwagi? A nich sobie będzie mrukliwym wkurzającym indywidualistą, co tam! Tak nieustępliwy przyjaciel byłby niezłym kołem ratunkowym w ekstremalnych sytuacjach życiowych. A życie, wiadomo, lubi zaskakiwać…

Na osłodę

Basia, mama Gosi z „Domu nad rozlewiskiem”. Nienatrętna, trzymająca się z daleka od pouczania i „złotych rad” matka. Prawdziwa mama – przyjaciółka dla swojej córki. Ciepła i mądra, tą specyficzną mądrością kobiety, która z niejednego pieca chleb jadła. Wierzę, że można spotkać kobiety, które są absolutnie spełnione w roli matek i kobiety, które mają ze swoimi mamami relacje wręcz książkowo przyjacielskie. Taka przyjaciółka, najbliższa sercu kobieta. Ktoś, kto nosił nas dziewięć miesięcy pod sercem, zmieniał nam pieluchy, wycierał buzię, naklejał plastry na obtarte kolana i zarywał noce – to największy skarb. Posiadanie takiej przyjaciółki jest apoteozą szczęścia, bo przyjaźń z własną matką to coś więcej niż zaufanie, zrozumienie i umiejętność wybaczania. To bezgraniczna miłość.

Książkowych przyjaciół mogłabym wymieniać w nieskończoność. Może jeszcze będzie ku temu okazja…

0.00 avg. rating (0% score) - 0 votes

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Please enter your name here