Adriana Szklarz. Dzielna, bojowa i pełna pozytywnej energii kobieta z męskim sercem. Jest żywym dowodem na to, że nigdy nie można się poddawać i zawsze podnosić rękawicę rzucaną przez życie.

Pani Ariadno co Pani teraz robi? Dokładnie teraz, w tej chwili. Pytam, bo wiem, że Pani jest ciągle w biegu.

W tej chwili jest godz. 21:10 i właśnie ustalam z autorką rysunków grafikę do wnętrza mojej kolejnej książki „Przepis na wspaniałe życie”. W pewien sposób jestem ciągle w biegu, ale w porównanu do innych sprinterów czy też maratończyków, mam wrażenie, że u mnie jest trucht (hahaha), a co ważne nie marsz. Taki już mam charakter, że muszę coś konkretnego robić. W przeciwnej sytuacji moje sumienie odzywa się i mówi: Ada, tracisz czas, marnujesz go! Te bezczynne minuty już nigdy nie wrócą.

Jaka jest kobieta z męskim sercem?

Jaka jest? Hmmm… Jest optymistyczna i cieszy się życiem. Jestem też po części realistką, ale i idealistką. Taka ze mnie mieszana osobowość. Jestem ufna w stosunku do ludzi, lubię działać na rzecz społeczeństwa, ale często zamykam się w domu, by poobcować sam na sam ze sobą. Jestem kobietą z dużym bagażem doświadczeń. Życiowych i zawodowych. To powoduje, że z wiekiem zyskuję coraz większy dystatns do siebie i tego co mnie spotyka. Jestem mocno ukierunkowana na cel, więc cały czas szukam dla siebie wyzwań. Myślę, że potrzebuję ich do tego, abym jako zodiakalny Koziorożec zbyt często nie wpadała w melancholię. Nie lubię rzucać słów na wiatr, więc na kobiecie z męskim sercem można zwsze polegać. Mam oczywiście i czarną stronę charakteru; jestem uparta i niecierpliwa. Choć teraz, przez lekcję pokory, którą otrzymałam od życia, już nie aż tak bardzo jak 20 lat temu. I to co najważniejsze – jestem kobietą, z którą można porozmawiać od serca.

Skąd w Pani tyle siły, tyle woli walki?

Czasami się się zastanawiam i tłumaczę to tym, że tak mają właśnie Koziorożce. Myślę jednak, że moja siła wynika ze sposobu wychowania, samodzielności oraz odpowiedzialności, której nauczyli mnie rodzice. Inni są uzdolnieni artystycznie, biznesowo, a ja jak wiele innych osób mam talent do życiowej walki. O ile tak to mogę ująć. Moja wola walki znajduje swoje sedno w najważniejszym: kocham życie! Uwielbiam żyć! Moje życie, mimo dużej dawki traumatycznych doświadczeń, życiowych problemów i wyzwań, jest wspaniałe. Jest pełne szczęśliwych, cudownych momentów. Od mojego patrzenia na świat zależy na czym będę się bardziej skupiać. Na tym, co było ciężkie, traumatyczne, złe, niekorzystne, czy na tym co jest radosne, pełne miłości, nadziei możliwości, przygód, marzeń. To ode mnie zależy czy będę czerpać ciężar życia czy siłę. Wolę siłę!

Dlaczego postanowiła Pani podzielić się swoją historią z innymi?

Miliony osób na tym świecie przeżywa trudne życiowe wyzwania, które tworzą pewne historie. W bólu, żalu, braku nadziei – potrzebujemy wsparcia. Ono jest dla nas jak woda dla kwiatów. To wsparcie to również forma dzielenia się swoimi doświadczeniami. Ludzie bardzo często nie potrafią rozmawaić o swoich problemach nawet z najbliższymi. Czasami wychodzą nawet z założenia, że ten kto nie doświadczył tego, czego dana osoba doświadcza, nie porafi jej zrozumieć. Ja sama poszukiwałam “kosmitów” bo wiedziałam że też mogę być “kosmitką”. Tak przekornie nazywałam ludzi po transplantacji. Wiedziałam, że oni dadzą mi coś, czego najbliżsi dać nie mogli. Zrozumienie. Po mojej transplantacji, gdy zaczęłam wracać do dobrej kondycji, postanowiłam sobie, że nie poprzestanę w działaniach zwiększających świadomość społeczeństwa w zakresie donacji i transplantacji, a także w działaniach pokazujących, że życie po przeszczepie też może być niesamowite. Gdy moja podróż z chorobą rozpoczęła się w 2002 roku, jeden z lekarzy powiedział: “Musi mieć pani przeszczep serca, ale na pani miejscu zastanowiłbym się czy warto, bo życie po przeszczepie jest do niczego.” Myślę, że to co robię, jest nie tylko nadzieją dla wielu oczekujących na transplantację, że może być normalnie, a nawet pięknie, ale jest też zaprzeczeniem słów tego bezdusznego lekarza. Sytuacje jakie mnie spotykały, a było ich sporo przez ponad 7 lat oczekiwania na serce, są zapewne w wielu momentach odnośnikami do sytuacji, w których znajdują się inni ludzie. Ważne, żeby wiedzieli, że ktoś miał podobne przejścia, bo to doda im siły do walki z ich przeciwnościami losu.

Czy „Kobieta z męskim sercem” zmieni podejście ludzi do rejestrowania się jako dawców organów?

Mam nadzieję, że w jakimś procencie tak. Punkt widzenia zależy od miejsca siedzenia – tak mi mówiło wiele osób. Jednak uważam, że jako ludzie dojrzali powinniśmy być rozeznani w wielu tematach. Polska, niestety, nie jest nawet w pierwszej 10 w Europie w ilości pobieranych narządów do transplantacji, a przecież w naszym kraju ludzie również muszą być leczeni właśnie poprzez przeszczepienia narządów. Posiadanie orientacji, rozeznania w zakresie donacji może uratować nie tylko życie innych ludzie, ale nasze. Przy rosnących statystykach zachorowań i niskich statystykach dawców, mamy większą szansę stać się biorcami narządów, niż dawcami. Póki mam siłę, będę odwdzięczać się za najcenniejszy dar jaki dostałam – za życie. Bo wierzę, że moje działania mogą uratować życie innej osobie. Będę głośno mówić o swych doświadczeniach i wyjaśniać ludziom, co to znaczy zgoda domniemana, oraz to, że wprowadzonych kilkanaście lat temu oświadczeń woli nie trzeba podpisywać, bo nie jest to żaden dokument prawny. W Polsce według litery prawa mamy zgodę domniemaną, czyli domniemuje się, że każdy, kto za życia nie wyraził swojego sprzeciwu pisemnie lub ustnie w obecności co najmniej 2 świadków, jest potencjalnym dawcą. Lekarze oczywiście pytają najbliższą rodzinę jaka była wola, lub też jaka jest wola rodziny, ale nie muszą tego robić.

Ludzie patrzą na siebie jak na potencjalnych biorców?

Ciało nie jest masą spadkową. Brzmi to twardo, ale taka jest prawda. Kiedyś w radio, w jednej z dużych ogólnopolskich rozgłośni usłyszałam, jak młoda licealistka po spotkaniu na temat transplantacji, poprosiła ojca, aby ten uszanował jej wolę, gdyby doszło do śmierci pnia mózgu i podtrzymał jej zgodę na pobranie narządów do ratowania życia innych ludzi. Ojciec bardzo się zbulwersował i powiedział, że w żadnym wypadku by na to nie pozwolił. I ta młoda, mądra dziewczyna powiedziała do niego, że rozumie jego stanowisko i w takim razie niech podpisze, że w przypadku kiedy to ona będzie potrzebowała leczenia i ratowania życia poprzez przeszczepienie jej jakiegoś zdrowego narządu, to on też nie wyraża na to zgody. I w tym momencie ojciec zobaczył inną perspektywę. Mnie dziwi zawsze jedno: kiedy większość osób mówi o transplantacji, to stawiają się w roli dawcy. Pytam wówczas: Dlaczego? Dlaczego w roli dawcy, a nie biorcy? I po tym pytaniu następuje szok i cisza.

Po jakie książki sięga Pani najchętniej?

Uwielbiam biografie i literaturę faktu. Gdy tylko mam wolną chwilę, to właśnie z takimi książkami można mnie zastać. One dają mi siłę. Uczą. Podpowiadają. Pokazują, ile determinacji potrafi być w nas, ludziach. Są dla mnie dialogiem z głównym bohaterem i czasami inspiracją do działania lub interesującym tematem do dyskusji z inną osobą.

Z jakim pisarzem zjadłaby Pani kolację? O co chciałaby go Pani zapytać?

O jakie piękne pytanie! Hmmm… trudny wybór, ale z pewnością z tym, który przeżył i doświadczył w życiu wiele. Myślę, że mógłby to być Kazimierz Moczarski – jego “Rozmowy z katem” bardzo mnie pochłonęły. Z bliższych czasów, spotkałabym się nie tyle z wytrawnym pisarzem, co z osobą opisującą swoje lub życie innego wielkiego człowieka, więc chętnie zjadłabym kolację z Judytą Watołą i Dariuszem Kortko, którzy napisali biografię Profesora Religi, oraz z Bobem Thomasem, autorem biografii Walta Disneya.

Pani największą pasją jest…?

hmmm, mam ich kilka, ale bardzo ważne są dla mnie podróże. Dzięki nim poznaję innych ludzi, kultury, inspiruję się do działania. Nie wyobrażam sobie, abym nie mogła podróżować. Miałabym wrażenie, że jestem trzymana w klatce.

Kobieta z męskim sercem” jest niezwykle motywująca. Czy ma Pani w planach inne książki, które mogą podnieść czytelników na duchu?

Tak jak wspomniałam wcześniej, mam nie tyle w planach, co już na końcowym etapie kolejną książkę” Przepis na wspaniałe życie”. To lektura z obszaru rozwoju osobistego. Napisałam tę książkę, ponieważ mam wrażenie, że często jesteśmy zagubieni w dobie dzisiejszego szybkiego świata. Tęsknimy, marzymy za innym życiem, zamiast brać się za tworzenie tego życia. Ta książka to 50 sprawdzonych sposobów na to, by delektować się życiem i tymi sposobami się dzielę. Każdy z nas ma swoją definicję wspaniałego życie, jednak składniki, sposoby dojścia do niego są bardzo zbliżone. Różnią się co najwyżej technikami ich stosowania, czy w przenośni „różnią się drogami” dojścia do wspaniałego życia. Mam nadzieję, że książka zaprosi czytelnika do refleksji, inwentaryzacji i następnie do podkasania rękawów i czynienia swego życia wspaniałym.

Jaka jest Pani definicja na korzystanie z życia pełnymi garściami?

Podpisuję się pod słowami Marka Twaina:

Za dwadzieścia lat bardziej będziesz żałował tego, czego nie zrobiłeś, niż tego, co zrobiłeś. Więc odwiąż liny, opuść bezpieczną przystań. Złap w żagle pomyślne wiatry. Podróżuj, śnij, odkrywaj!

Mówiąc w moim języku: wierz w siebie i nie umniejszaj sobie. Kochaj życie, korzystaj z okazji jakie ci ono daje. Rozwijaj się, bądź ciekaw świata i szanuj ludzi, a z życiowych lekcji wyciągaj wnioski. Patrz w przyszłość, przeszłość zostaw za sobą.

0.00 avg. rating (0% score) - 0 votes

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Please enter your name here