Muzyka do czytania? Ależ tak! Dobre książki i dobra muzyka mogą żyć ze sobą w doskonałej symbiozie. Wystarczy tylko im na to pozwolić, a ten udany duet odwdzięczy się pieszczotą nie tylko naszych oczu i uszu, ale też wyobraźni.

Muzyka

Jeśli jej na to pozwolimy, może towarzyszyć nam bezustannie. Jest nieodłącznym elementem życia, ubarwia codzienność, relaksuje, stanowi tło do zabawy, szumi nienachalnie gdzieś między rozmowami. Przy muzyce można robić dosłownie wszystko! Lubicie prowadzić samochód w absolutnej ciszy? Ja nie. Uwielbiam wyśpiewywać na całe gardło, wybijać takt na kierownicy i w nosie mam, czy inni kierowcy patrzą na mnie jak na wariatkę. Kiedy sprzątam, muzyka dudni w głośnikach, a ja podryguję machając ścierką. Słuchacie muzyki, kiedy pichcicie coś w kuchni, albo uprawiacie jogging? Tak myślałam – słuchacie! A skoro tak, to muzyka może być także pięknym uzupełnieniem czytanej właśnie powieści.

Delikatne tło

Założę się, że nie potraficie – jak ja – żyć bez książek, a świat bez muzyki wydaje wam się jałowym miejscem. Zatem, zanim weźmiecie upatrzoną lekturę do ręki, zanim zaparzycie sobie herbatę czy kawę, zastanówcie się jaki gatunek muzyki jest najbliższy waszym sercom. Kiedy już przeszukacie muzyczną biblioteczkę, pozwólcie dźwiękom rozpłynąć się po pokoju. Niechaj miękko oblepią ściany i osiądą na meblach, a wy usiądźcie wygodnie i …nie, nie czytajcie jeszcze. Posłuchajcie przez chwilę. Musicie być granitowo pewni, że muzyka nie będzie przeszkadzać wam w czytaniu, a tylko przepięknie je uzupełni, zamieniając je w wielowymiarowe misterium.

Dźwięk, ale nie hałas

Zatwardziałym fanom punk rocka, techno czy heavy metalu ciężko będzie oprzeć się pokusie nie słuchania ich ulubionego gatunku muzycznego podczas czytania. Aczkolwiek zdaję sobie sprawę, że intensywna muzyka, podkręcone basy, szybkie tempo ścieżek dźwiękowych, jak ulał pasują do niektórych książek, to jednak odradzam z całego serca. Zamiast czytać, skupimy się za bardzo na tym, co płynie z głośników, na wibracjach subwoofera i czytanie przysłowiowi diabli wezmą. A przecież nie o to chodzi! To książka ma grać pierwsze skrzypce, prawda? Zatem jeśli mistrzem drugiego planu ma być muzyka, niech będzie na tyle cicha, aby was nie rozpraszać.

Czego słuchać?

Mam to szczęście, że jestem fanką chilloutu. Nie wzgardzę także ambientem i choć stawiam na muzyczny eklektyzm, te dwa gatunki wygrywają z innymi o długość konia z ogonem. Jakiś czas temu koleżanka wysłała mi link, pisząc „Posłuchaj, bardzo relaksuje. Powinno ci się dobrze przy tym pisać”. O jaki cudowny stukot kół pociągu podczas deszczu! Miała rację, to było nadzwyczajnie relaksujące – do tego stopnia, że obudziłam się dwie godziny później, zgięta w precel na moim wysłużonym fotelu, z laptopem zsuwającym się z kolan. Na tym prostym przykładzie widać, że zbyt kojąca kompilacja dźwięków może dać odwrotny do zamierzonego skutek. Jednakże szczerze polecam chillout, jako niewymagający skupienia i subtelnie przelatujący przez uszy.

Dopasowanie

Chillout chilloutem, ale czego słuchać, aby muzyka pomogła nam bardziej zaangażować się w fabułę? Powiedzmy sobie szczerze: jeśli marzy nam się czytelnicze 4D, musimy dopracować każdy szczegół. Jeśli zamierzacie czytać powieść osadzoną, powiedzmy, w realiach II wojny światowej, warto wyszukać pieśni żołnierskie lub szlagiery z lat czterdziestych. Gdy planujecie sięgnąć po fantasy, polecam… ambient fantasy. Naprawdę! YouTube to skarbnica. Jeżeli po głowie chodzi wam romans, bossa nova będzie idealna. Odmienną kategorią są ścieżki dźwiękowe z filmów. Czytałam „Zwierzęta nocy” słuchając kompozycji Abla Korzeniowskiego do filmu powstałego na podstawie tejże książki. Powieści marynistyczne połkniecie zasłuchani w muzykę piratów (ponownie kłania się YouTube). A horrory? Gotycki metal. Bo nie ma to jak wczuć się w klimat!

Cisza

Zdaję sobie sprawę, że nie każdy z was jest zwolennikiem słuchania muzyki podczas lektury. Niektóre książki wymagają wyjątkowej koncentracji. Wtedy jedynym wyjściem jest wyłączenie telefonu, zamknięcie się w pomieszczeniu, do którego nikt nie wtargnie i nie będzie zarzucał irytującymi pytaniami: „Kochanie mamy jeszcze kawę?”, „Widziałeś gdzieś moje kluczyki do samochodu”, „Zapłaciłaś za internet?”. Takim przeszkadzaczom mówimy stanowcze „Nie”! I czasami muzyce stawiamy weto, co jest całkiem zrozumiałe. Wszak chodzi o to, aby dogłębnie zintegrować się z ukochaną książką i jeśli mają nas rozproszyć czynniki zewnętrzne, to należy się od nich natychmiast odciąć. Przecież wszystko w życiu jest kwestią ustalenia priorytetów.

A wy? Czytacie w akompaniamencie muzyki?

Jeśli macie ochotę, podzielcie się w komentarzach waszymi ulubionymi duetami muzyczno – czytelniczymi.

0.00 avg. rating (0% score) - 0 votes

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Please enter your name here