Nie oceniam książki po okładce, ani człowieka po ubraniach, które nosi. Należy wystrzegać się takiego zwodniczego klasyfikowania. Nie zawsze nijaki ciuch jest symbolem przeciętności danej osoby, a brzydka okładka może otwierać bramy do literackiego nieba.

Weź mnie, kup mnie!

Nic tak nie cieszy czytelniczego oka, jak piękna, zachęcająca okładka. Przecież to ona zazwyczaj jest impulsem, który wręcz zmusza nasze ręce, żeby zdjęły ją z półki w księgarni. To ona w magiczny sposób łączy dłoń z mózgiem i naszym śliniącym się z pragnienia posiadania tejże, nie innej książki, sercem. Kiedy nasze oczy nasycą się już estetyczną ucztą, pakujemy książkę do koszyka i biegniemy do kasy. Prawda, że tak to właśnie wygląda? Pomyślcie, jak ogromne mamy szczęście, kiedy okazuje się, że ta cudowna okładka stanowi jedynie preludium do niesamowitej, wciągającej jak lotne piaski fabuły.

Grafik płakał rzewnymi łzami.

Albo raczej czytelnik płakał, nie mogąc wyjść z zadumy jak wydawnictwo mogło zaakceptować i dopuścić do druku taki graficzny koszmarek. Przyznaję, że i w moje ręce wpadły książki, które odstraszały paskudnymi, nieprzemyślanymi okładkami. O zakupie zdecydowała wyjątkowo przystępna cena i zachęcający opis, zaś treść – przyznaję – powalała na kolana. Tak było z „Sacrifice” Sharon Bolton, chyba jednym z najlepszych thrillerów, jakie miałam przyjemność przeczytać. Zaufałam intuicji (dobra, dwa zdania na temat fabuły też zrobiły swoje) i dzięki temu trafiłam na rarytas. Gdybym miała sugerować się wyłącznie okładką, „Sacrifice” nigdy nie znalazłaby się w mojej biblioteczce.

Dobry PR.

Zastanówmy się, co takiego musi zrobić książka, żeby potencjalny nabywca drżał z podniecenia na myśl, że zaraz, za chwilę zasili jego czytelnicze szeregi? Przede wszystkim powinna zaskakiwać fabułą, bo kiedy treść kuleje, nie pomoże jej już nic. Wydawca dobrze wie, że aby zachęcić czytelnika do wydania pieniędzy na książkę, musi być o niej głośno. Tutaj jak najbardziej przydatne są social media – Facebook, Instagram – gdzie książkę można promować bez ograniczeń. Gdzie zatem pies pogrzebany? Żyjemy w kulturze obrazkowej, zatem największą „robotę” do wykonania ma szata graficzna. Jeśli powieść polegnie na tym polu i nie przyciągnie wzroku, istnieje ryzyko, że nie odniesie takiego sukcesu sprzedażowego, na jaki liczył wydawca.

Naprawdę przyciąga?

Naprawdę. Spójrzcie chociażby na okładkę powieści Veroniki Roth „Naznaczeni śmiercią”. Jest piękna! A „Niedźwiedź i słowik”? Czyż graficzna oprawa tej książki nie jest majstersztykiem? A co powiecie o spójnych, utrzymanych w konsekwentnej linii projektowej, okładkach książek Fannie Flagg („Babska stacja”, „Smażone zielone pomidory”) wydanych przez wydawnictwo Otwarte? Są fantastyczne i co najważniejsze – perfekcyjnie oddają klimat powieści. Niestety książki Fannie bywają spaskudzone przez okładki, w których jest jeden wielki kolorystyczny misz-masz i przesyt elementów. Wielka szkoda, bo Fannie Flagg jest cudowną autorką i zasługuje na więcej.

Trafić w punkt.

Nasza podświadomość idąc ręka w rękę z psychologią kolorów, zwraca nam uwagę na bardzo istotne aspekty. Zastanawialiście się dlaczego większość okładek horrorów jest zdominowana przez czerń? Albo dlaczego niektóre kryminały kryją się ostatnio – o dziwo – za białą szatą graficzną z kroplą czerwieni? Wiecie które barwy najintensywniej wpływają na nasz mózg i zmysł wzroku? Zacznijmy od tego, że psychologia koloru jest dzisiaj sprawnym narzędziem neuromarketingu i ma skłaniać nas do wyzwolenia emocji i pewnych zachowań, które finalnie przełożą się na podaż i sprzedaż. Horrory są czarne, ponieważ czerń symbolizuje śmierć, tajemnicę, siłę. Biel jest niewinnością, czystością, zaś w psychologii koloru czerwony odzwierciedla nie tylko krew, ale także miłość i nienawiść. Doświadczony grafik siadając do projektowania okładki, będzie wiedział doskonale jak wykorzystać dominujący kolor i motyw do podkreślenia fabuły i sprawić, że książka sama będzie pchała się w nasze ręce.

Nie oceniam.

Dziękuję wydawnictwom, które powieści z gatunku dark romance (szczerze nie lubię!) ubierają w okładki z półnagimi „polskimi hydraulikami”. Dziękuję, bo dzięki temu wiem, co mam omijać szerokim łukiem w księgarni. Jestem wdzięczna grafikom spędzającym długie godziny na projektowaniu, bo to dzięki nim trafia do nas książka ubrana w okładkę doskonale zintegrowaną z treścią. Książki zasługują na jak najlepsze traktowanie, zaś autorzy na szacunek, albowiem kto, jeśli nie oni zaszczepiają w naszych duszach miłość do tych lepszych, fikcyjnych światów?

Nie oceniam książek po okładkach, bo za projektowymi koszmarkami mogą kryć się przepiękne fabuły. Jednakże byłoby wspaniale, gdyby wszystkie wydawnictwa nie szczędziły pieniędzy nie tylko na promocję książki, ale i na pracę grafików. Profesjonalista, który zna swój fach od podszewki, zrobi projekt doskonały. Tanio opłacany człowiek, który być może „liznął” Photoshopa – wykona to tak, jak potrafi – BYĆ MOŻE dobrze.

Okładka ma wpływ na czytelnika.

Załóżmy, że mamy w portfelu miłego zaskórniaka odłożonego z myślą o książkach. Załóżmy, że chcemy go wydać teraz, natychmiast. Pędzimy zatem do księgarni i tam kiełkuje w nas myśl, że może by tak dla odmiany kupić powieść nieznanego autora. Jakiegokolwiek. Coś, czego dotychczas nie czytaliśmy. Od czego zaczynamy poszukiwania? Tak, macie rację – od interesującego nas gatunku. Stajemy przed ekspozycją na której wdzięczą się zachęcające okładki, a my gapimy się oniemiali, bo przecież „osiołkowi w żłoby dano”. Kiedy szok minie, sięgamy po te zbieżne z naszym gustem. Sugerujemy się nie tylko tytułem i zdaniem przewodnim, ale przede wszystkim kolorystyką i doborem elementów graficznych. Okładki bardziej ascetyczne, w przemyślany sposób sugerujące, czego możemy się spodziewać po upatrzonej książce, są jak najbardziej pożądane. Nie zaśmiecają głowy tak jak te z przeładowanymi motywami, zbyt fantazyjną czcionką i tęczą kolorów. I owszem, mają ogromny wpływ na nasze decyzje zakupowe.

Bo okładka książki to jednocześnie najsprytniejsza i najbardziej intymna reklama świata.

0.00 avg. rating (0% score) - 0 votes

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Please enter your name here