Prawie każdy uczeń w pewnym momencie edukacji zaczyna zadawać sobie pytanie, czy warto czytać lektury szkolne. Czy potrzebne mu to do czegokolwiek? Czy rozwinie go to w jakiś sposób? Sprawi, że łatwiej w przyszłości znajdzie pracę? Najczęściej uczniowie dochodzą do wniosku, że zapoznawanie się z takimi pozycjami nie jest im za bardzo potrzebne. Dlaczego młodzież odrzuca czytanie lektur z góry narzuconych przez system edukacji?

Jestem pewna, że wielu nauczycieli powiedziałoby, że to przez lenistwo. I na pewno jest w tym dużo prawdy, gdyż część uczniów nawet nie otwiera książek, tylko od razu sięga po streszczenia. Wynika to zarówno ze wspomnianego lenistwa, jak i z obawy przed niezrozumieniem treści. Na rozleniwienie uczniów nic za bardzo nie można zrobić – chyba że zagrozi się im jedynką z przedmiotu. Ale co zrobić z tym, że lektury szkolne często uważane są za nieprzystępne?

Wynika to przede wszystkim z przeświadczenia, że książki proponowane przez system edukacji muszą być bardzo nudne. A dlaczego? Gdyż nauczyciele „odzierają” lektury z jakichkolwiek atutów, ciekawych obserwacji. Zazwyczaj podczas omawiania danego tekstu  przedstawia się go w bardzo „suchy” sposób: bohaterowie, najważniejsze wątki, motywy, sposób przedstawienia postaci, ogólny zarys fabuły. Na więcej uczniowie nie mają co liczyć. Nauczyciele nie mogą pozwolić sobie na jakiekolwiek próby refleksyjnych rozważań lub rozwinięcie wątków, które mogłyby zaciekawić młode osoby, gdyż są ograniczeni programem nauczania. To on narzuca im z góry, co powinni zrobić oraz ile lekcji powinni przeznaczyć na dany temat. Przyszli maturzyści uczą się tylko tych rzeczy, które potrzebne im są do zdania egzaminu dojrzałości. W ten sposób zabija się jakąkolwiek kreatywność oraz głębsze spojrzenie na czytany tekst.

Co z przeświadczeniem o niezrozumieniu treści? Cóż, gdy słyszy się, że trzeba przeczytać „Pana Tadeusza” Adama Mickiewicza lub „Lalkę” Bolesława Prusa, uczniowie załamują ręce, gdyż z góry zakładają, że nie dadzą rady zrozumieć czegoś, co zostało napisane dwa wieki temu. Przed oczami mają pełno stron, na których są opisy pejzaży, głębsze obserwacje, na których trzeba się skupić, a czasami przeczytać drugi raz, żeby połączyć wszystko w sensowną całość. Nie chce im się pochylać nad przypisami, po prostu chcą to mieć jak najszybciej za sobą, bo termin sprawdzianu się zbliża. Często to wszystko nie ma odzwierciedlenia w rzeczywistości. Wystarczyło by, aby bez żadnej presji zagłębili się w lekturę i na pewno znalazłoby się sporo amatorów. Słyszałam wiele głosów osób, które mówiły, że gdyby te książki nie były lekturami szkolnymi, raczej nigdy by po nie nie sięgnęły, a po przeczytaniu wiele z nich okazało się dla nich odpowiednich.

Istnieje również zarzut zbyt dużej rozbieżności między tekstami literackimi a kulturą współczesną, w której żyje młodzież. To prawda, że zdarzają się takie przypadki, lecz wiele jest książek, które poruszanymi problemami mogą przypominać czasy współczesne. Przykładem tego może być „Ferdydurke”, w której Gombrowicz idealne opisał system oświaty dwudziestolecia międzywojennego. Jest on bardzo podobny do współczesnych realiów. Pisarz pokazał, że program nauczania zabija jakąkolwiek kreatywność, uczniowie są uprzedmiotowieni i charakteryzowani na podstawie ocen, a nie tego, jakimi są ludźmi. Nauczyciele natomiast mogą działać tylko na podstawie narzuconych schematów. Brzmi znajomo?

Wracając do głównego pytania, czy warto czytać lektury szkolne: oczywiście, że TAK.
Nie tylko po to, by dostać dobrą ocenę ze sprawdzianu czy zdać maturę z języka polskiego z dobrym wynikiem, ale również dlatego, że są to bardzo wartościowe książki. Większość z nich jest dziedzictwem polskiej oraz światowej kultury, które – jeśli chcemy uważać się za w jakiś sposób wykształconych, powinniśmy znać. Nie mogłabym sobie wyobrazić, żeby ktoś nie znał choć trochę treści polskiej epopei narodowej lub Trylogii. Owszem, nie wszystkie z książek przypadną każdemu do gustu, lecz jestem pewna, że przy odrobinie dobrych chęci można znaleźć coś dla siebie. Jeśli ktoś lubi historię, upodoba sobie książki Sienkiewicza albo “Dziady”, romans można znaleźć w „Lalce” Prusa lub w „Granicy” Nałkowskiej, elementy fantastyki w „Fauście” Geothe’go oraz „Mistrzu i Małgorzacie” Bułhakowa, a komedię w „Zemście” Aleksandra Fredry. Wystarczy tylko dobre nastawienie oraz choć minimalne chęci do zaznajomienia się z czymś innym, niż to, co można znaleźć na współczesnym rynku literackim.

Dlatego jeśli jesteś uczniem podstawówki czy liceum, proszę, żebyś spróbował/a przeczytać jedną z lektur w całości i z dobrym nastawieniem, chociaż na próbę. Po tym zabiegu mógłbyś/mogłabyś sformułować sobie własny osąd na temat książek, które narzucone są Ci przez szkołę. Może jednak nie będzie to aż tak straszne…

Jeśli masz swoją teorię na temat tego, dlaczego lektury szkolne nie są czytane przez uczniów, proszę zostaw komentarz i włącz się w dyskusję na ten temat.

 

Aleksandra Chylińska

4.67 avg. rating (94% score) - 3 votes

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Please enter your name here