Prawie każde dziecko marzy o tym by być dorosłe, wyobrażając sobie, że dzięki temu będzie bardziej niezależne, silniejsze, będzie mogło zdobywać szczyty. Prawie każdy dorosły marzy o tym, by znów być dzieckiem, ponieważ chce wrócić do czasów beztroski, uciec od problemów. Z czego wynika to, że gdy już osiągniemy upragnioną dojrzałość, zaczynamy doceniać to, że życie młodego człowieka nie było wcale tak skomplikowane, jak nam się wcześniej wydawało? Powodem jest starcie się młodzieńczych złudzeń z rzeczywistością, co jest głównym problemem poruszanym w drugim tomie powieści Adrianny Michalewskiej i Izabeli Szolc “Nie takie całkiem dorosłe”.

Polska, szara rzeczywistość

Akcja powieści rozgrywa się przede wszystkim w Łodzi, pod koniec lat 90. W jednym z największych polskich miast znanego z “Ziemi obiecanej” nakręconej przez Andrzeja Wajdę, zakładów przemysłowych i szkoły filmowej. To właśnie w tym miejscu żyją główne bohaterki. Cztery dziewczyny wywodzą się z różnych środowisk, jednakże to nie przeszkadza im się zaprzyjaźnić, czego idealnym dowodem będzie pierwsza część ich historii, czyli “Dziewczyny chcą się zabawić”. W tym tomie są one zderzone z rzeczywistością, na którą, jak się okazało, nie były przygotowane.

Monika, Iza, Amelia i Paulina

Monika wywodzi się z inteligenckiego domu, jednakże przez romans z doktorantem matki, wychowuje samotnie dziecko. Iza, pomimo tego, że ukończyła studia, chce tak naprawdę zostać kurą domową, która przymyka oko na zdrady męża i brak miłości, tylko po to, aby oderwać się od patologicznej rodziny. Amelia nie może pogodzić się z tym, co dostała od życia, dlatego ciągle błądzi i wyzbywa się wszelkich uczuć do kogokolwiek, czegokolwiek. Natomiast Paulina, półsierota z robotniczej rodziny bez perspektyw, wyjeżdża do Wałbrzycha, w którym również nie ma dla niej przyszłości. Czy pomimo ich naprawdę trudnego startu w dorosłość, będą potrafiły ułożyć swoje życia tak, jak sobie wymarzyły? Czy cena nie jest zbyt wysoka? I czy przyjaźń, która ukształtowała się w czasie ich nastoletnich lat, jest w stanie przetrwać najtrudniejsze chwile?

Uniwersalizm problemów społecznych

Powodem, dla których dziewczęta tak bardzo odczuwają skutki dojrzałości, jest gama problemów, z którymi się borykają. Poruszają tematy trudne, nierzadko kontrowersyjne, a nawet takie, które nadal w wielu polskich rodzinach są tematem tabu. Alkoholizm, aborcja, zdrady, emigracja zarobkowa, homoseksualizm, czy śmierć najbliższych to jedne z wielu kwestii, z którymi skonfrontowały nas autorki powieści. Zrobiły to w sposób bardzo trafny, opisały co tak naprawdę kryje się za murami domów wielu rodzin. Michalewska i Szolc nie próbują wstrząsnąć czytelnikiem, tylko pokazują mu jak szeroki jest to problem, skłaniając przy okazji do bardzo głębokich przemyśleń. Pomimo, że akcja rozgrywa się dwie dekady temu, to nadal jest uniwersalny i nie zniknie tak szybko z życia społecznego.

“Każdy pragnie bardziej sensownego istnienia” Federico Fellini

Nie jest to historia, w której można wychwycić dużo pozytywnego przesłania. “Nie takie całkiem dorosłe” pokazują nam jakie jest prawdziwe życie i jak bardzo człowiek potrafi być w nim zagubiony. Bez ogródek wskazuje, że byt ludzki jest ciągłą walką z przeciwnościami. Nigdy nie jest do końca kolorowo. Gdy mamy wrażenie, że jeden problem się kończy, następny pojawia się znienacka, jeszcze bardziej rozkładając nas na łopatki. Jedyne, co wówczas możemy zrobić, aby do końca się nie zatracić, to odrzucić wszelkie złudzenia i zacząć twardo stąpać po ziemi. Wiadomo, że nikt nie chce wyzbyć się marzeń, przyznać do tego, jego życie jest zwyczajne, jednakże w większości przypadków już tak jest. Zbyt mocno ukształtowała nas przeszłość i życie rodzinne, abyśmy z tego, co dostaliśmy na starcie, mogli ulepić “sensowne istnienie”.

“Ludzie stworzeni z braku.”

Adrianna Michalewska i Izabela Szolc nie tylko stworzyły opowieść o wchodzeniu w dorosłość i utracie młodzieńczych złudzeń. “Nie takie całkiem dorosłe” to również obraz życia ludzi w czasach, gdy Polska dopiero raczkowała jako państwo kapitalistyczne. Autorki opisują, jak po zmianach ustrojowych wyglądała Łódź, jak ludzie poradzili sobie z nową sytuacją w kraju, oraz jak wyglądało życie społeczne dużego miasta. Jednakże jeszcze większym plusem tej książki są częste odwołania do różnych tekstów kultury oraz postaci znanych ludzi. Poprzez filmy Felliniego, tak często oglądane i przytaczane przez bohaterów, pokazana jest uniwersalność zachowań ludzkich. Wspomnienie artystycznej rodziny Strzemińskich sprawia, że zachowania postaci, szczególnie Amelii, stają się bardziej zrozumiałe dla czytelnika. Nazwanie Katii Kobro i Władysława “ludźmi stworzonymi z braku” uświadamia nam, że to właśnie brak różnorakiej miłości, zrozumienia, czy nawet części ciała kształtuje nas tak bardzo, że pomimo chęci, nie jesteśmy w stanie zmienić tego, jacy naprawdę jesteśmy.

Dzięki tym zabiegom, odbiór historii jest niewyobrażalny

Rzadko zdarza się, żeby w powieści obyczajowej doszukiwać się takich smaczków. Czytanie tej pozycji jest niebywałą przyjemnością dla ducha i intelektu.“Nie takie całkiem dorosłe” to niekwestionowany majstersztyk spośród książek tego rodzaju. Polecam ją każdemu, nie tylko ze względu na wspaniały kunszt literacki, ale przede wszystkim przez to, że człowiek po jej lekturze pozostaje z bardzo wieloma przemyśleniami na naprawdę ważne tematy. Czy my też tylko pragniemy sensownego istnienia, czy może to ziściliśmy?

5.00 avg. rating (98% score) - 1 vote

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Please enter your name here