„Z małego miasta wielkie sny, gromadzą się na twoich ulicach, pamiętam, bardzo chciałem tu być, na pewno dużo bardziej niż dzisiaj”. Słowa tej piosenki możemy usłyszeć już od paru miesięcy w radio. Małomiasteczkowy w wykonaniu Dawida Podsiadło w bardzo trafny sposób przypomina mi książkę, którą miałam przyjemność przeczytać. Noc komety Eweliny Matuszkiewicz jest właśnie bardzo małomiasteczkowa. Małomiasteczkowa w kontekście głównego tematu, którym przede wszystkim są ludzie. Ludzie, którzy mieszkają w miejscowości przypominającej mi… dom. Swojskość, dobroć, życzliwość. O czym naprawdę jest ta powieść?

Kozienice i kozieniczanie

Akcja rozpoczyna się 1 grudnia wraz ze zniknięciem właścicielki zadłużonej drogerii. Tak właśnie zaczynamy poznawać mieszkańców Kozienic. Każdy w jakiś sposób odbiera to zniknięcie. Mówi się o tym, gdyż każdy każdego tam zna. Jest to jednak tłem do historii o życiu. Prawdziwym życiu. Takim, którego odzwierciedlenie możemy zobaczyć we własnych domach. Każdy ma swoje problemy, które albo zamiata pod dywan, albo niepotrzebnie wyolbrzymia. Wszystko jest bardzo ludzkie i normalne. Ewelina Matuszkiewicz przedstawia nam, jak wygląda zwykłe życie zwykłych ludzi w przeciągu grudniowego miesiąca, przygotowań do świąt, pozornie magicznego czasu.

Bohaterowie

Nie ma jednego głównego bohatera, jest ich wielu. Szczęśliwie, dzięki kunsztowi literackiemu autorki, nie mamy wrażenia niedosytu. Co prawda, co chwila przeskakuje pomiędzy jedną a drugą rodziną, jednak wszystko jest tak spójne, że nie można się w tym zgubić. Oddaje to wrażenie tego, że przecież każdy ma swoje życie, które próbuje jakoś poukładać. Gdy w jednej chwili u jednych wydarza się szczęście, u drugich rozgrywają się dramaty. Zazwyczaj tego rodzaju zabiegi denerwowały mnie, czułam się wrzucona w bezsensowny wir wydarzeń, jednak tutaj wszystko układa się w idealną, logiczną całość, za autorce należą się słowa uznania.

Społeczeństwo

Noc komety to przekrój społeczeństwa Kozienic. Mamy w niej do czynienia z rodziną burmistrza, która z boku wygląda na idealną, lecz tak naprawdę rodziną jest tylko z nazwy. Agata robi wszystko, by było perfekcyjne, podporządkowuje się mężowi, matce, a nawet dzieciom, rezygnując z marzeń. Maja i Krzysztof to roczne małżeństwo, w którym w ogóle się nie układa. Nie ma w nim miłości, zrozumienia. Są tylko sekrety i niewypowiedziane żale, które pozostają uśpione, gdyż żadne z nich nie chce naruszać kokonu, w którym się ukryli.
Mamy również Ewę, Adama i dwójkę przesłodkich bliźniaków. Ewa próbuje pogodzić pracę aspirującej pani weterynarz z wyjazdem na Kilimandżaro i ospą dzieci. Istnieje również pełno innych postaci. Mamy wrażenie, że jest ich bez liku, co jeszcze bardziej podkreśla, jak bardzo zżyta potrafi być mała społeczność.

Spójność

Każde wydarzenie, sytuacja, człowiek się ze sobą łączy. Wszystko ma zawsze logiczne wytłumaczenie. Każde słowo zawarte w powieści ma sens i nie jest tzw. “zapchaj dziurą”. Czasami jedno słowo, rzucona myśl potrafi idealnie podkreślić to, o czym mowa. Jest to książka bardzo dobrze napisana pod względem kunsztu literackiego oraz znajomości ludzkich zachowań. Dawno nie przeczytałam tak prawdziwej książki o zwykłych ludziach.

Czułam się z nimi ściśle związana, w ich zachowaniu dopatrywałam się rzeczy, które i ja zrobiłam, lub najpewniej zrobiłabym w ich sytuacji. Przebija przez to prawda, przez co odbiór Nocy komety jest naprawdę głęboki.

Polecam tę książkę każdemu. Jest to książka o każdym z nas. Autentyczna. Szczera. Prawdziwa. Dziękuję Ewelinie Matuszkiewicz, że powstała ta książka. Dawno tak nie śledziłam fabuły powieści obyczajowej, jak w tym przypadku. Oby powstawało więcej takich książek. Trzymam kciuki za dalsze sukcesy, pani Ewelino.

5.00 avg. rating (99% score) - 2 votes

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Please enter your name here