Vincent Laforet, autor i zarazem bohater publikacji, to wybitny fotograf i reżyser, zdobywca nagrody Pulitzera, którego zdjęcia pojawiały się w takich czasopismach, jak np. „New York Times”, „National Geographic” czy „Newsweek”. W tym wyjątkowym albumie dzieli się z czytelnikami swoimi przemyśleniami na temat fotografii oraz odkrywa swój warsztat.

Opowieści w obiektywie zachwycają niezwykłymi, fascynującymi zdjęciami. Tę bezsprzecznie piękną książkę wydano na bardzo dobrym jakościowo papierze i postarano się o znakomite reprodukcje prac autora. Tak śliczna publikacja z całą pewnością mogłaby być dobrym prezentem dla kogoś, kto fascynuje się tą gałęzią sztuk wizualnych.

Ponadto czytelnik znajdzie tu mnóstwo interesujących informacji technicznych, dotyczących wykonywania różnego typu ujęć, a także – co było dla mnie najbardziej intrygujące – historie kryjące się za konkretnymi fotografiami zamieszczonymi w książce. Vincent Laforet opowiada z bardzo dużą wrażliwością o swoich przygodach podczas przygotowywania reportażu na temat wojny w Pakistanie, o pierwszej konfrontacji z wielką tragedią po przejściu huraganu Katrina, o hawajskich kowbojach paniolo…Odkrywa to, co zazwyczaj niewidoczne dla oczu, co chowa się za zdjęciem. Niejednokrotnie zdradza, z jakich ustawień technicznych skorzystał, aby osiągnąć oczekiwany efekt wizualny, aby wyeksponować konkretny element kompozycji lub przedstawić autentyczne emocje postaci: „Ustawiłem czas naświetlania na 1/250 sekundy. Przy 1/125 nadal widać rozmycie, a 1/500 nadmiernie zamraża w kadrze każdy ruch. Przy 1/250 sekundy brzeg flagi jest odrobinę rozmyty, wyraźnie łopocze”. Uświadamia to czytelnikowi, jak precyzyjny musi być fotograf, na jak wiele aspektów musi zwrócić uwagę, jak ważne w jego pracy są detale.

Autor prezentuje bardzo profesjonalne podejście do tematu robienia zdjęć. Przy każdym obrazie (za wyjątkiem kilku fotografii wojennych) zawsze pojawia się informacja techniczna o obiektywie, przysłonie, czasie naświetlania. Podkreśla, jak ważne jest poznanie sprzętu i zrozumienie działania aparatu fotograficznego: „Jedną z kwestii, na których skupiłem się w tej książce, jest technika. Uważam, że podobnie jak muzyk musi opanować gamę, zanim zmierzy się z tworzeniem i odtwarzaniem utworów większego kalibru, tak fotograf powinien poznać techniczne podstawy fotografii, by mógł tworzyć naprawdę doskonałe dzieła”.

Pozwala to oddzielić prawdziwych fotografów od imitatorów. Żyjemy w czasach, w których każdy ma dostęp do bardzo dobrego aparatu w telefonie i robienie zdjęć z automatycznymi ustawieniami nie stanowi problemu. Nie trzeba zastanawiać się nad wyborem obiektywu, nie trzeba wiedzieć, co to wartość czułości ISO – naciskamy przycisk, a zdjęcie i tak wyjdzie ostre. Czy to jednak wtedy jeszcze sztuka? Czy kogoś, kto upiecze ciasto z paczki (i nawet wyjdzie pyszne!) można nazwać mistrzem kuchni?

Vincent Laforet podkreśla jednak, że sama wiedza techniczna i znakomity sprzęt nie wystarczą, aby osiągnąć sukces, jeśli zabraknie fotografowi intuicji i szczęścia. Wielokrotnie w książce powtarza, że przez przypadek był we właściwym miejscu i o właściwym czasie, aby zrobić znakomite ujęcie, i nie zawahał się nacisnąć spustu migawki, bo  „[…] masz tylko jedną, jedyną okazję do zrobienia wymarzonej fotografii”.

Dość kontrowersyjne jest zapewnienie tak doświadczonego fotografa pojawiające się na samym początku książki, że zdjęcie przedstawia obiektywny zapis rzeczywistości: „Nawet jeśli w kadrze nie dzieje się nic szczególnego, już sam zapis tego konkretnego momentu może być niezwykle cenny, gdyż pod wieloma względami jest jego wiernym, nieskażonym obrazem”. Nie trzeba przecież wspominać o sytuacjach, gdy ten sam tłum można wykadrować tak, aby mówić o milionach na demonstracji i by mówić o garstce ludzi. Na szczęście autor później sam wycofuje się z tej opinii i przyznaje, że fotografia to swego rodzaju iluzja: „Każdy obiektyw w pewnym stopniu deformuje rzeczywistość, w zależności od właściwości w zakresie kompresji perspektywy oraz kąta widzenia. Obiektyw aparatu widzi świat inaczej niż my go postrzegamy, a obiektyw tilt-shift niezmiernie tę różnicę pogłębia”.

Istotnym utrudnieniem w lekturze książki może być dla amatora fotografii i początkującego artysty natłok trudnych, fachowych terminów i podawanie szczegółowych parametrów: „Był to jeden z nielicznych przypadków, kiedy fotografowałem w trybie preselekcji przysłony. Włączyłem funkcję kompensacji ekspozycji i zmniejszyłem jej wartość o 1/3 stopnia (EV), aby uzyskać odpowiednią plastyczność cieni […]. Komplikowanie prostych spraw nie ma sensu”. No tak, bułka z masłem.

Z tego powodu nie do końca wiadomo, do kogo kierowana jest publikacja: ktoś, kto zrozumie ten slang, nie potrzebuje porad dla początkujących, początkujący natomiast może zrazić się natłokiem terminów. Ponadto mało kto z nas będzie miał okazję, tak jak Vincent Laforet, fotografować wojny (oby nikt!) lub najważniejsze wydarzenia sportowe. Mało kto z nas będzie także mógł popróbować swoich sił w fotografii lotniczej, której autor poświęcił wiele miejsca, bowiem ten typ ujęć jest jego znakiem rozpoznawczym.

Z całą pewnością książka pokazuje piękno sztuki fotografii, uczy inaczej patrzeć na zdjęcia. Wyczula zmysły. Otwiera oczy na codzienność, na jej geometrię, na światło. Mimo używania licznych terminów oraz podawania szczegółowych parametrów technicznych opowiedziane w niej historie są wzruszające, niejednokrotnie zabawne, prawdziwe. Autor dzieli się z czytelnikami swoimi największymi sukcesami oraz najsromotniejszymi porażkami. Jakie jest najważniejsze przesłanie Vincenta Laforeta? Nigdy się nie poddawaj, znajdź swój wyjątkowy styl, opanuj technikę, bądź kreatywny.

 

Olga Ziółkowska

0.00 avg. rating (0% score) - 0 votes
PODZIEL SIĘ
Poprzedni artykułJan Englert
Następny artykułMaya Angelou

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Please enter your name here