Autor: pieceofroses

„Pierwszy Róg, Drugi Tenet, Piąta Kohorta, Drugi Byk! – zawołał sierżant gromkim głosem wydobywającym się z moich ust. Błękitna poświata prześlizgnęła się po mnie, po nim, skupiła na stalowych zbrojach żołnierzy i zaczęła przybierać konkretne kształty”

Niespotykanie kameralna fantastyka

Wspominałam już, że kiedyś, w zamierzchłej przeszłości, nie byłam fanką powieści fantasy? Przyznaję bez bicia, za to ze wstydem, że nie byłam. Najczęściej sięgam po kryminały albo książki kobiece, obyczajowe, które rozkładają relacje międzyludzkie na czynniki pierwsze. Za mało fantastyki przeczytałam, aby uważać się za skarbnicę magicznej wiedzy, ale Pierwszy róg jest kolejną pozycją, która przekonuje mnie, że powieści fantasy po prostu wypada kochać! Książka Richarda Schwartza zaskoczyła mnie kameralną, ale nadzwyczaj porywającą fabułą. Zazwyczaj postaci powieści fantastycznych na kartach stronic przemierzają góry, wybrzeża i lasy, gdzie toczą bój lub zawierają przymierze z magicznymi stworzeniami. Pierwszy róg przypomina doskonałej klasy kryminał, w którym ktoś zostaje zamordowany w obecności innych osób, a żadna z nich nie opuściła domu podczas morderstwa. Zagadkowe, prawda?

Zajazd Pod Głowomotem

„W zajeździe Pod Głowomotem gościłem już wiele razy, toteż do moich przywilejów należało posiadanie osobnego stołu nieopodal szynkwasu. Miałem stamtąd dobry widok na drzwi, czysty zbieg okoliczności jednak zarządził, że podniosłem wzrok akurat w chwili, gdy wkroczyła do izby.

Kobieta wiedziała, jak zrobić dobre wejście: najpierw błyskawica rozświetliła przez szpary w okiennicach wnętrze karczmy, potem ziemię wprawił w wibrację grzmot. Z pewnością tylko przypadek sprawił, że dokładnie w tym momencie pchnęła drzwi izby i zimny powiew zgasił połowę świeczek łojowych. (…) Do wtóru świszczącego wiatru niemo taksowaliśmy ciemną postać. Ten i ów przeżegnał się znakiem Trójcy, ktoś ucałował idole, któryś z żołnierzy zawołał imię boga, o którym chyba nikt wcześniej tu nie słyszał”.

Wyjątkowo mroźna zima…

… zakleszczyła podróżnych w zajeździe na przełęczy. Ci, którym się poszczęściło, dostali ciepły kąt w osobnej izbie, jak ser Havald i elfka Leandra, której na poły dżentelmeńsko, na poły niechętnie udostępnił część swojego pokoju. Kupiec z eskortą, baron w towarzystwie córek, górnicy, kilku typków spod naprawdę ciemnej gwiazdy i mroczna elfka Zokora, dopełnili obrazu całości. Różne, niepasujące do siebie osobowości, narastająca frustracja z powodu przymusowego zamknięcia jako jedynej formy ratowania życia przed zabójczym zimnem, spowodowały, że wszyscy nawzajem traktowali się nieufnie, podejrzliwie. Autor w doskonały sposób oddał napięcie towarzyszące bohaterom. Czytając, sama odczuwałam przenikliwe zimno, bo Richard Schwartz używał tak sugestywnych opisów mroźnej zimy, że jedyne o czym marzyłam, to otulić się kocem i szukać ciepła przy kominku (którego zresztą nie posiadam).

Trup, piwnica, wilkołak

Niech wam się nie wydaje, że Havald, Leandra i reszta towarzystwa tylko sobie siedzieli, popijali rozgrzewający grog i zastanawiali się, kiedy dojdzie do pierwszego konfliktu w tej burzy śnieżnej, która według Leandry i Zokory, była dziełem magii, nie natury. O nie, moi państwo! Przewrotny i sprytnie dawkujący napięcie autor, wrzucił czytelnika prosto w morderstwo w przysłowiowym zamkniętym pokoju. I uwierzcie mi – trup i wilkołak to drobiazg w porównaniu z budzącą grozę piwnicą, mrocznym pomieszczeniem, które skrywało dawno nie odkryte, przerażające tajemnice, z nieumarłymi krasnoludami na czele. Pomyślcie, jakim trzeba być wirtuozem słowa, aby w tak plastyczny, ekspresyjny, a jednocześnie wysublimowany sposób opisać i oddać koszmarną, wręcz duszącą ze strachu atmosferę. Ja tak nie umiem, więc tylko zazdroszczę i chylę czoła!

Wyborny kawał fantastyki

Podobieństwo do R.R. Tolkiena narzuca się niemal od pierwszych stron powieści i nawet jeśli Schwartz czerpał z Tolkiena, to zauważmy, że sięgnął po inspirację jedną z najlepszych. Elfka Leandra nosi lekką kolczugę z mithrilu, metalu wydobywanego przecież przez krasnoludów w kopalniach Khazad-dûm! Brzmi znajomo, czyż nie? Już to wystarczy, żeby zadrżeć z ekscytacji. Zarówno Leandra i Zokora są elfkami. Choć elfy nie są zarezerwowane jedynie dla autora Władcy Pierścieni, Richard Schwartz ewidentnie oddaje hołd Tolkienowi. Nie mogę pozbyć się wrażenia, że i Agatha Christie mogła mieć wpływ na twórczość Schwartza.

Niepowtarzalny miks zaowocował powstaniem Pierwszego rogu, tej wyjątkowej powieści fantasy. Celowo unikam szczegółowego opisu fabuły i to nie tylko dlatego, że recenzja nie jest streszczeniem książki. Głównie po to, abyście wy, potencjalni czytelnicy, mogli przeżyć ją jak najbardziej subiektywnie. Powieść Richarda jest cudownym, magicznym przeżyciem i nie chcę odbierać nikomu radości odkrywania jej tajemnic i docierania do sedna wydarzeń krok po kroku.

Mroczne sekrety w zanadrzu

Bohaterowie Schwartza są bardzo żywi. Potrafią być tak samo praworządni, jak okrutni, przychylni, jak i krytyczni. Równie ironiczni, co pomocni. Stanowią przepiękne i jakże prawdziwe lustro ludzkich osobowości. I jak każdy z nas, mają swoje za uszami. Strzegą swoich sekretów, pozwalając, aby utwardzały ich charaktery jak ogień utrwala żelazo. Havald, baron, bandyta Janos czy Sieglinde są nasiąknięci tajemnicami – na szczęście autor wyjawia je czytelnikom w odpowiednim momencie.

Naprawdę warto nawiązać płomienny romans  z powieścią Richarda Schwartza, bo to prawdziwy „must have” dla każdego wielbiciela fantastyki. Polecam z ręką na sercu.

Pierwszy Róg. Tajemnica Askiru to pierwszy tom cyklu, a jednocześnie debiut Schwartza.

0.00 avg. rating (0% score) - 0 votes

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Please enter your name here