Otwarta duszą na świat, malująca słowami pisarka i poetka XXI wieku. Nie przepada za symetrią, liczbami parzystymi i dużymi literami. Jest miłośniczką wielokropków. Gdy na czymś bardzo jej zależy potrafi postawić wszystko na jedną kartę. Zaś sam jej przyjaciel opisuje ją jako: „łączącą analityczność umysłu z romantycznością serca.”

Magdalena to ciepła osoba, która dostarcza nam wielu porywów serca, zwłaszcza w jej tomiku poezji: „Nieskończoność M.yśli”. Mam nadzieję, że ten wywiad skusi was do sięgnięcia po jej twórczość.

Jak to się stało, że zaczęłaś pisać? Co Cię zmotywowało do założenia fp „nieskończoność M.yśli”?

Przyznam, że nawet nie pamiętam dokładnie momentu, kiedy zaczęłam pisać. Początek szkoły średniej? Nie, chyba nawet wcześniej. Przypominam sobie sytuację, że gdy byłam w II klasie liceum, znajomy przekazał moje teksty krytykowi literackiemu, a w następstwie tego miały być one wydane w formie tomiku. Jednak na tamtym etapie nie zdecydowałam się na publikację. To nie był dla mnie „ten moment”. Okres studiów i początki pracy zawodowej to czas kiedy przestałam pisać. Ale czułam wtedy, że czegoś mi brakuje. Czułam się niekompletna. Pisanie jest dla mnie czymś naturalnym. Odruchem. Potrzebą zmaterializowania i przelania mówiąc przysłowiowo na papier, tego co powstaje w mojej głowie. Myślę, że to było powodem dla którego, po tej właśnie dłuższej przerwie niepisania, powstała „nieskończoność M.YŚLI”. A założenie jej było raczej impulsem.

Domyślam się, jak irytujące może być pytanie: „co poeta miał na myśli” skierowane do tegoż poety – jest o tym mnóstwo dowcipów. Nie mogę jednak oprzeć się pokusie, aby poprosić o wyjaśnienie nazwy – dlaczego „nieskończoność M.yśli”?

Często od znajomych, przyjaciół słyszałam i nadal słyszę: „Nie myśl tyle” (śmiech). Także natłok myśli w mojej głowie stanowi, odkąd pamiętam, to taki nieodłączny element mnie. To jest taka moja nieskończoność, coś co nie ma końca. Natomiast przedzielenie kropką słowa „myśli” w nazwie „nieskończoność M.YŚLI” to zabawa z inicjałem mojego imienia. A i samo „M.” też ma swoją historię.

Dlaczego piszesz akurat wiersze? To dość niespotykane zajęcie w XXI wieku.

Ja osobiście swoich tekstów nie nazywam wierszami. Na pewno nie mają one typowej formy wiersza o jakiej uczymy się w szkole. Natomiast z racji tego, że moje wykształcenie wyższe absolutnie nie było powiązane z polonistyką, zdaję sobie sprawę z braków w swojej wiedzy, jeżeli chodzi o kwestie techniczne, styl etc. w swoim pisaniu. Jestem raczej umysłem ścisłym, pewnie też dlatego preferuję krótkie, zwięzłe formy. Lubię konkret. Nie lubię wodolejstwa. Dla mnie kilka właściwie dobranych słów potrafi przekazać więcej. Mam również świadomość tego, jaką moc mają słowa.

Podobno każda powieść i każdy wiersz są w pewnym sensie autobiograficzne. Co tym sądzisz? Skąd czerpiesz inspiracje dla swojej twórczości?

Z reguły piszę w pierwszej osobie liczby pojedynczej. Dlatego nie raz spotkałam się z takimi sytuacjami, że kiedy na przykład publikowany przeze mnie tekst jest smutny, to jest to utożsamiane
z tym, że coś złego dzieje się w moim życiu i to ja potrzebuję pocieszenia, podniesienia mnie na duchu. Oczywiście jest to bardzo miły gest ze strony czytelników, jednak zawsze proszę o zachowanie dystansu. Mamy coś takiego jak fikcja literacka. Na pewno nie chciałabym, aby każdy mój tekst był przypisywany personalnie do mojego życia. Miałam również raz taką sytuację, kiedy czytelnik dokonywał psychologicznej interpretacji mojej osoby, oczywiście błędnej, na podstawie moich tekstów. Natomiast nie ukrywam, że zawsze inspirować mnie będzie drugi człowiek, relacje interpersonalne i to jakie wywołują one emocje, uczucia, postawy.

Nigdy nie wiedziałam, co mnie bardziej niepokoi: fakt, że poeci też umierają, czy fakt, że żyją obok nas, robią zakupy spożywcze, czeszą włosy i myją zęby, chodzą do lekarza… Czy w odniesieniu do siebie używasz słowa „poetka”? Kogo widzisz, gdy patrzysz w lustro?

Absolutnie nie używam w odniesieniu do siebie słowa „poetka”. A kogo widzę w lustrze? Osobę
z mnóstwem wspomnień i doświadczeń, która niczego w swoim życiu by nie zmieniła. Osobę świadomą swoich zalet i wad oraz taką, w której jest wiele sprzeczności.

Opowiedz, proszę, historię swojego pierwszego wydanego tomiku. Co było najtrudniejsze? Co sprawiło Tobie najwięcej radości?

Wszystko, co robimy po raz pierwszy wydaje się trudne. Przy wydaniu książki zawsze rodzi się pytanie, czy w ogóle będzie nią zainteresowanie. W Internecie czytamy za darmo, książka kosztuje. Sama decyzja o wydaniu tomiku, którego nie planowałam, była podjęta pod wpływem pytań czytelników strony Nieskończoności, czy jest możliwość nabycia moich tekstów w formie papierowej. Ich wybór do tomiku też był pracochłonny. A i tak teraz z perspektywy czasu, z uwagi na duży krytycyzm do swoich tekstów, dokonałabym innego ich doboru. W kwestii projektu okładki bardziej liczyłam na wydawnictwo. Jednak ich propozycja w ogóle nie przypadła mi do gustu, także i z okładką trzeba było działać na własną rękę, a w tym przypadku czasu wtedy było już niewiele. Całe mnóstwo emocji to moment kiedy pierwszy raz bierzesz książkę już do ręki. To była radość. Uczucie, że jest to coś bardzo mojego.

Planujesz wydanie kolejnych tomików? W którym kierunku pragniesz się rozwijać artystycznie? A może zaczynasz jakiś nowy projekt?

Oczywiście plan taki jest, jednak z uwagi na to, że krystalizuje się on dopiero w mojej głowie, to nie jestem w stanie podać na chwilę obecną konkretnego terminu. Wypowiedzenie czegoś na głos już zobowiązuje do dotrzymania tego, co się powiedziało. Materiału jest naprawdę sporo. Natomiast co do rozwoju artystycznego powiem tak, że ja naprawdę bardzo dobrze czuję się z tym, że to co piszę jest niekomercyjne i underground’owe, i chciałabym aby takie pozostało.

Jakie jest Twoje życiowe motto? Jakim cytatem chciałabyś podzielić się z nami i z Czytelnikami?

Wiele jest takich cytatów, które mnie osobiście inspirują czy motywują. I trudno jest wybrać ten jeden. Natomiast w pamięci utkwiła mi sytuacja, kiedy kilka lat temu znajoma powiedziała do mnie: „Zrób to czego się boisz, a strach minie” (na podstawie słów Ralpha W. Emersona). Byłam wtedy
w trudnym punkcie swojego życia, wymagającym podjęcia jednocześnie kilku kluczowych decyzji
i usłyszałam te słowa w odpowiednim miejscu i czasie. Jakkolwiek wtedy czy teraz nie zabrzmiałyby one banalnie i prosto, w tamtym momencie otworzyły mi oczy i zadziałały motywująco. Uważam, że jedną z najgorszych rzeczy jest życie w cieniu lęku czy strachu, które nas paraliżują, bo to nas bardzo niszczy.

5.00 avg. rating (99% score) - 3 votes

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Please enter your name here