Poezja współczesna

Tak jak sobotnie leniuchowanie jest rytuałem weekendu, tak spotkania z poezją zaczynają być rytuałem mojego życia. Wykończona po wykonaniu zaplanowanych obowiązków na dany dzień wręcz uwielbiam zasiąść w fotelu ze szklanką dobrze schłodzonej lemoniady, której towarzyszy dobrze dobrany tomik poezji. Choć w tej kwestii kluczowym słowem jest „dobrze”. Przykro mi stwierdzić, ale choć poetów w dzisiejszych czasach nie brakuje (chwała im za to!), to jednak szytych na miarę Szanownej Szymborskiej mogę policzyć na palcach jednej ręki. To naprawdę przykre stwierdzenie.

Szkolne wspomnienie

Jeszcze za czasów szkoły miłe dla mnie były lekcje języka polskiego, podczas których praktycznie co lekcję wpajany nam był jakiś fragment poezji: począwszy od wspomnianej wyżej Szymborskiej, poprzez Leśmiana, na Przerwie–Tetmajerze kończąc. Dzięki tym lekcjom spojrzałam zupełnie innym okiem na poezję. Ba, nawet zachęciła mnie do udziału w konkursach recytatorskich. Może kiedyś napiszę o tym osobny artykuł.

Jednak przejdźmy do meritum. Zamierzałam dziś napisać prawdę o kilku teraźniejszych poetach… choć zastanawiam się, czy na to miano zasługują. Z góry zaznaczam, że jeśli wymienię tu nazwisko jednego z autorów, którego lubisz i szanujesz, nie czuj się urażony. To, że mi się nie podoba, nie znaczy od razu, że musisz zmienić zdanie.

Rupi Kaur

Na pierwszy rzut oka Rupi Kaur cieszy się niesamowitą popularnością, prawda? Liczniki polubień na jej fanpage’u pękają w szwach, a drukarnie nie nadążają z drukiem. „Mleko i miód”, bo o nim mowa, jest skupiskiem wielu wierszy,
choć nie wiem
czy mogę
nazwać to
wierszem,
bo
nie sztuką jest
spacji za dużo
dołożyć
tylko napisać
coś z sensem.

Tak, ten zabieg został użyty w specjalnym celu. Ten, kto poznał twórczość Rupi, domyśla się, o co mi chodzi. Jej wiersze są często nielogiczne, nieciekawe i do tego bzdurne. Przepraszam, taka jest moja opinia. Strach pomyśleć, że dość niedawno został wydany jej drugi tomik. Litości! Znów zostanę poczęstowana czymś, co mi niezbyt zasmakuje? Żeby nie być gołosłowną – sami rzućcie okiem.

Żurnalista

Kolejną osobą, która przyszła mi na myśl, jest każdemu z nas znany pod pseudonimem Żurnalista. Tu „ale” mam zdecydowanie mniej, choć pojedyncze się pojawiają. Sama – przyznaję – czytam i lubię… ale, czy prawdziwy poeta tworzy niezaplanowane błędy w swoich pracach, a później publikuje to na łamach portali społecznościowych lub w szerzej pojętym internecie?

Do samego Żurnalisty również mam zastrzeżenia. Od kiedy ludzi robi się w bambuko i obiecuje gruszki na wierzbie i szybkie wysyłki książki, kiedy tymczasem na przykład ja, szary czytelnik, czekam na kuriera, tupiąc nogami i siedząc wiecznie w oknie, a tu nie ma, nie ma i nie ma? Traci rachubę czasu? Bo od kiedy to książki, po niby „wysyłce w ciągu 3 dni roboczych” dochodzą po paru miesiącach? No przepraszam, ale coś jest chyba nie halo.

Nic nowego

Dodatkowym zastrzeżeniem jest bycie poetą na jedno kopyto. Co to znaczy? Uważam Żurnalistę za kogoś, kto byłby skłonny do postrzegania szerszej gamy barw życia codziennego w swojej poezji. Zamyka się jednak w sferze uczuć do bliźniego swego i do miłości ogólnie pojętej. Dlaczego nie napisze na przykład o problemach w świecie? Jedynym problemem poruszanym w jego wierszach jest nieodwzajemniona miłość. Od dobrego poety wymagane jest więcej. Takie moje spostrzeżenie, które również chciałam zawrzeć w swojej pracy.

Dlatego moi drodzy dbajcie o swoje serca. Nie zapraszajcie w swoje progi kogoś pierwszego lepszego. Zapamiętajcie, że serce ma się tylko jedno. Lepiej spędzić czas z lepszą niż z gorszą lekturą, po której zostanie jedynie niesmak, a z pamięci uleci szybciej niż myślisz.

4.00 avg. rating (88% score) - 1 vote
shares