Źródło: pixabay

„Przyjacielu, jeśli będzie ci dane żyć sto lat, to ja chciałby żyć sto lat minus jeden dzień, abym nie musiał żyć ani jednego dnia bez ciebie”.
A.A. Milne Kubuś Puchatek

Przyjaźń, o jakiej marzymy

Ania Shirley, Frodo Baggins, Harry Potter, Bridget Jones. Kim byliby, gdyby nie Diana Barry, wierny Sam Gamgee, Ron i Hermiona czy wreszcie rozgadani i rozchichotani winem Shaz, Jude i Tom? Powiem wam. Byliby zaledwie nudnymi, antypatycznymi, sfrustrowanymi i budzącymi współczucie postaciami fikcyjnymi. Ich przyjaciele, ci z pozoru cisi bohaterowie drugiego planu, dają czytelnikowi poczucie, że oto ma do czynienia z żywymi ludźmi, których perypetie przeżywamy jak swoje. Prawdziwa przyjaźń jest cudem, którego nie wolno niszczyć obojętnością ani traktować jak czegoś, co należy nam się jak psu kiełbasa. Każdy, kto choć raz doświadczył braku przyjaciół w swoim życiu, a tak bardzo za nimi tęsknił, zrozumie.

To nawet coś więcej, niż miłość

Przytaczając przykłady zaczerpnięte z „Ani z Zielonego Wzgórza”, „Władcy Pierścieni”, „Harry’ego Pottera” i „Bridget Jones”, sięgam być może po oczywistość. Łatwo jest pisać o przyjaźni tak mocnej, wyrazistej i przepięknie skrystalizowanej jak w wymienionych przeze mnie powieściach. Nie o łatwość tu jednak chodzi, ale o ów cud. Bohaterowie książek nie byliby tymi, jakimi ich uwielbiamy i podziwiamy, gdyby nie otaczali ich ludzie (tak, hobbici też!), na których można liczyć, na których można się wesprzeć. Bez przyjaciół nie mieliby siły ani do śmiechu, ani do łez. Książkowe przyjaźnie, tak jak i książkowa miłość, są cudowne i czytelnik zawsze wierzy, że taka więź łączyła autora z kimś wyjątkowo dla niego bliskim i ma nadzieję, że sam jej doświadczy.

Trudna przyjaźń

Znowu sięgnę po mojego ulubieńca, Stephena Kinga. Zauważmy, że zarówno Dolores Claiborne jak i Eduard Delacroix doświadczyli nietypowych przyjaźni. Z Verą Donovan łączyła Dolores nie tylko przyjaźń, ale i zależność między kapryśną, zmanieryzowaną i wymagającą pracodawczynią, a prostą pracowitą kobietą, jaką była Dolores. W końcu to Vera, jakby znając wszystkie lęki swojej pracownicy, przejrzała ją na wylot i zmotywowała do heroicznego czynu. Edward Delacroix, skazaniec z „Zielonej mili”, zaprzyjaźnił się z myszką, której nadał imię Pan Dzwoneczek. O dziwo, właśnie to małe zwierzątko stało się katalizatorem wielu wydarzeń, lecz nie o to chodzi, a o fakt, że samotny morderca pokochał mysz. Trzeba dodać, że główny bohater „Zielonej mili”, Paul Edgecomb, bez pomocy przyjaciół strażników ze stanowego więzienia, nie podjąłby się nigdy zrealizowania swojego szalonego planu. A co powiecie na przyjaźń Belli z wilkołakiem Jacobem? To dopiero trudna przyjaźń!

Harry, Ron, Hermiona i cała reszta

Kocham ich, naprawdę. Chylę czoła przed J.K. Rowling i to nie tylko dlatego, że w ogóle wpadła na napisanie tak cudownej historii w czasach, gdy ponoć czytanie wśród dzieci i młodzieży umarło śmiercią naturalną, ale za moc przyjaźni łączącej głównych bohaterów. Nie można zapomnieć o moim ukochanym Neville’u i jego bohaterskiej postawie, którą nie raz udowodnił, czym jest lojalność wobec przyjaciół. Moim skromnym zdaniem cała seria „Harry’ego Pottera” jest jednym, wielkim peanem na cześć przyjaźni. Nie ma tam miejsca na fałsz, dylematy, pytania o wartość przyjaźni, bo ona po prostu bucha czytelnikowi w twarz gorącym powietrzem już od pierwszych stron powieści. Pani Rowling, panią też kocham.

Pozytywne myślenie

Pat Solitano. Czy coś wam to mówi? Jeśli nie, to spieszę z wyjaśnieniem. Pat jest głównym bohaterem powieści Mathew Quicka. Ten biedny człowiek, po tym jak zareagował nieco zbyt nerwowo po nakryciu żony na zdradzie, wylądował w szpitalu psychiatrycznym. Ponadto dostał zakaz zbliżania się do niewiernej małżonki. W powrocie do normalności pomagała mu mama, jego psychiatra i Tiffany, szorstka i nieprzewidywalna w swoich reakcjach kobieta, która miała swoje za uszami i przeszła zbyt dużo w swoim życiu. Dwoje emocjonalnych rozbitków dryfujących po morzu rzeczywistości rozpoczęło podróż od niechętnych spotkań, aby zaprzyjaźnić się ze sobą i pozwolić, żeby ta przyjaźń zadziałała na nich terapeutycznie. A w finale? Tak, drodzy czytelnicy, tam czekała na nich miłość.

Moja duchowa siostra

Po lekturze „Bridget Jones” co najmniej siedemdziesiąt procent czytelniczek pomyślało „Ona to ja!”. Nietrudno być Bridget z jej manią odchudzania (która zresztą nie daje efektów), wiarą w poradniki, pechem i pakowaniem się w związki z toksycznymi facetami. Ja zaś mam to szczęście, że mam z kim odbywać „pijackie jeremiady”, za tło mając wino, śmiech i rozmowy o życiu. Jestem szczęśliwą posiadaczką żywych odpowiedników Jude, Toma i Shazzer i właśnie to łączy mnie z Bridget. Gdyby Helen Fielding chciała pominąć w fabule przyjaciół panny Jones, biedna Bridget musiałaby bezustannie gadać do siebie, aż faktycznie zgorzkniałaby na amen, zestarzała i została zjedzona przez owczarka alzackiego. Przyjaciele kochali ją taką, jaka była, bo jakimże dowodem przyjaźni było pianie w zachwycie nad niebieską zupą i marmoladą z pomarańczy!

Prawdziwa przyjaźń w świecie książek

Przyjaźń jest najbardziej wartościową rzeczą, jaką możemy podarować drugiemu człowiekowi. Nasze zaangażowanie, każda chwila spędzona na wspieraniu przyjaciela w potrzebie, ciężkiej rozmowie i terapeutycznemu dolewaniu wódki, jest bezcenna. Czas z przyjaciółmi jest nieprzeliczalny na zwykłe godziny. Wiemy o tym doskonale i wiedzą o tym autorzy wszystkich cudownych, łapiących za serce książek. Przyjaźnie, które opisują, czytelnicy odczuwają na własnej skórze. Przyjaźń bowiem łącząca bohaterów powieści, jest odzwierciedleniem emocji, które drzemią w nas samych.

Jeśli macie ochotę, podzielcie się z nami waszymi ukochanymi książkowymi przyjaciółmi.

0.00 avg. rating (0% score) - 0 votes

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Please enter your name here