Poezja potrafi przybierać różne oblicza. Raz jest piękna, jak pole usłane kwiatami, by móc chwilę później przemienić się w coś, co uśmierca nas od środka. Jest manipulantką ludzi, lecz trzeba być na nią otwartym, aby pojąć jej sens istnienia.

Mam to szczęście, że poezja towarzyszy mi już od czasów szkoły, gdzie ulubione pytanie polonistki: Co autor miał na myśli? nie przyprawiało mnie o zawrót głowy, lecz o pozytywne westchnienia. Uwielbiam to!

Oprócz tego, że uwielbiam się w niej zatapiać – także ją recytuję! Uczęszczam na każdy możliwy konkurs recytatorski i, nawet jeśli nie uda mi się dostać na podium, to wiem, że nie jest to czas stracony.

Recytuję każdą tematykę. Mierzyłam się z innymi już na wszystkich poziomach trudności, począwszy od szkoły podstawowej, kończąc na technikum. Gdybym miała wybrać jeden z konkursów, który był dla mnie najtrudniejszy, z pewnością postawiłabym na W kręgu poezji lagrowej więźniarek KL Ravensbrück. Dla większego wczucia się w rolę i dla podkreślenia patetycznej chwili, wystąpiłam na nim w prawdziwym stroju, który został wypożyczony z muzeum historycznego. Niesamowite przeżycie! Kiedy ujrzałam się w nim w lustrze po raz pierwszy – po policzku spłynęła mi łza. Nie potrafię do tej pory określić dokładnego jej powodu. Reasumując, w każdej możliwej chwili, kiedy mnie coś trapi, uciekam do świata poezji, gdyż niejednokrotnie znalazłam w niej siebie, swoje położenie, a co więcej – nie raz mi ona już pomogła!

Nie inaczej było w przypadku tomiku wierszy Julii Gaj – Prawie poezja.

Julia to dziewczyna, która dopiero niedawno wkroczyła w krąg młodych pisarzy a już zawojowała moje serce! Czytając – z ręką na sercu! – miałam wrażenie, jakby stała obok mnie, obserwowała moją (co prawda dawną i zamkniętą) historię i przelewała ją na papier.

Kiedy tylko wzięłam do ręki jej debiutancki tomik, przeczuwałam, że jest on wynikiem niesamowitego kunsztu a kiedy go otworzyłam – tylko się w tym utwierdziłam.

Wszystko ma swoje wady i zalety. Podobnie jest z poezją. Ma jeden mały minus. Należy nauczyć się czytać pomiędzy „jej wierszami”, bo nic nigdy nie jest podane w niej wprost. Być może poprzez to, że autor chce skłaniać czytelnika do refleksji. Należy ją czuć, należy przebywać w jej otoczeniu, aby nigdy jej nie zagubić… i siebie, przy okazji.

Julia to mistrzyni słowa, która potrafi w niesamowity sposób przywołać we mnie piękne wspomnienia.

Porusza temat wyblakłej w świecie dnia miłości, która niegdyś miała płonąć nieustającym ogniem. Można się jedynie domyślić, że chodzi o autobiografię autorki. Niemniej jednak, w żadnym ze swoich 88 wierszy zawartych w tomiku, autorka nie daje wyraźnego znaku, że jakikolwiek wers należy do niej samej.

tylko nie wypal we mnie dziury
bo jestem nimi przepełniona

***

odezwij się
nie będę na Ciebie czekała
kolejne pół wieczności

Autor liryczny opowiada o balansie na krawędzi uczuć, które nim zawładnęły. Raz chciałby pochować wszystkie wspomnienia na dnie duszy, jakie posiada z daną osobą, aby później żałować wszystkich złych myśli na jego temat. Mógłby błagać o wybaczenie, praktycznie kajać się przed nim, by wrócił, choć to on sam postanowił zmienić tor dalszej podróży.

Tomik zrobił na mnie niesamowite wrażenie! Przeczytałam go od deski do deski a mimo to, wielokrotnie, na nowo do niego zaglądam.

Choć Julia – jak wcześniej już wspomniałam – dopiero wkroczyła w ten świat – mam nadzieję, że szybko go nie opuści a kiedyś spocznie na laurach obok innych pisarskich znakomitości, takich jak: Wisława Szymborska, Krzysztof Kamil Baczyński czy Zbigniew Herbert.

Julio, wiedz, że wykonałaś kawał świetnej roboty, życzę nieustającego natchnienia! Twórz to, co tworzysz, bo jest to dobre.

5.00 avg. rating (98% score) - 1 vote

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Please enter your name here