Prześlizguję się ponad rzeczami ważnymi. Łapię się na tym, że wobec istotnych spraw zachowuję się jak wieśniak z widłami, na polu którego wylądowało UFO. A on się dziwuje, drapie po tyłku przez wyświechtane gacie i spluwa co chwila przez ramię.

Och nie, nie jest aż taki tępy, żeby nie wiedzieć z czym może mieć do czynienia.

W końcu raz widział, jak mówili o tym w tefałenie czy innych polsatach. Dźgnąłby widłami może i zobaczył co z tego będzie. Ale się boi. Nie ufa jak psu jakiemu wściekniętemu, bo to wiadomo panie? On dźgnie i na ten przykład padnie w gnojowisko jak rażony prądem. Albo, panie, dźgnie i sie dźwi otworzo i ufolufki wyjdo i go wezmnom jak królika doświadczalnego. I skończy z kamerom w tyłku albo czym tam, co one w dupe wkładajo.

A tfu!

Wieśniak spluwa znowu brązową od nikotyny śliną i odchodzi. I tak zara przyjado te z rządu. Przyjado i sprawe załatwio i może mu nawet odszkodowanie zapłaco za te mienie zniszczone, za to ziemie spalono i w ugór zamieniono, co to ociec jego i dziad i pradziad uprawiali.

Wieśniak odchodzi, pogodzony z decyzją, którą właśnie podjął. Rzuca widły do szopy, gumiaki zostawia w sieni. Siada w fotelu, włącza telewizor bo zaraz będzie „Jaka to melodia” i zapala papierosa. Jego żona w kuchni zanosi się lamentem, łzy obficie solą zalewajkę. „Co ludzie powiedzo, co? A jak tam som promienie dla człowieka śkodliwe? A jak te z rządu wypno sie na nas i nic z tym nie zrobio?”. Wieśniak krzyczy, żeby sie przymkła i podchodzi do okna.

W polu, jego ojcowiźnie, tkwi srebrzyste cygaro i buczy jak reaktor. Wieśniak zaciąga zasłonki.

Rząd nigdy nie przysłał delegacji. „Nie moje to, a na moim leży. Nie zabrały go. Nie zajeły sie tym. Sam musze.” Z typowym dla przegranego poczuciem fatum, międląc pod nosem przekleństwa, wieśniak zakłada gumiaki, idzie przez rozmiękłą od kurzego guana ziemię, do szopy po widły i łopatę. Statek UFO na środku pola straszy rdzą i chwastami, które obrosły go dookoła. „Tera to już moje” – myśli i dźga widłami. Nic się nie dzieje. Sam łapie za łopatę i mozolnie, kawałek po kawałku, zaczyna odkopywać kosmiczne szczątki.

Ja robię tak samo.

Liczę na to, że ktoś coś za mnie załatwi, albo uprzątnie mój mały życiowy bałagan – tak jak wieśniak naiwnie wierzy, że jego sprawą zajmie się ktoś kompetentny. Dla niego to delegacja rządowa, dla mnie ktokolwiek, na kim mogłabym zawiesić sprawy, te naprawdę ważne dla mnie, te naprawdę straszne, nad którymi nie chcę przejąć pieczy. I tak jak wieśniak zaciąga zasłonki i każe się zamknąć żonie, która może jest tak samo głupia jak on, jednak w głębi serca odczuwa rangę problemu, tak ja uciekam od odpowiedzialności i odsuwam na dalekie „nigdy” konieczność stanięcia z tym twarzą w twarz.

Strach? Nie ma mowy o strachu, kiedy chodzi o ważne dla nas sprawy.

Lew nie ucieka przed owcą przebraną za wilka. Zresztą przed wilkiem też nie ucieka…

Co powinien zrobić wieśniak w chwilę po tym, jak w jego pole wpadło z hukiem UFO, zostawiając za sobą spaloną ziemię i kłęby śmierdzącego dymu? Być może wszystko jest kwestią obmyślenia szybkiego planu działania? Jeśli potrafimy przewidzieć konsekwencje, choć żadne z rozwiązań nie jest dobre, czyż nie liczy się próba, którą podjęliśmy? Gdyby wieśniak dźgnął widłami, może pole siłowe statku odrzuciłoby go na kilkadziesiąt metrów do tyłu, albo faktycznie zostałby porwany i po serii bolesnych eksperymentów oddany żonie, jako posiwiałe z szoku warzywo. Jest jednak inna opcja: a może kosmici zaprosiliby go do statku i zachowując pokojowy dystans, telepatycznie przekazaliby mu cenne informacje? Albo powiedzieliby „Przepraszamy człowieku. Nasze lądowanie tutaj to zwykła pomyłka”.

Zmierzam do tego, że cokolwiek by się nie działo, trzeba brać się z codziennością za bary.

Mimo ryzyka, które występuje zawsze, ale w różnym natężeniu. Do przodu, odważnie – starać się by zawsze być z tarczą, a nie na niej? Moje ważne sprawy? Są MOJE i dla mnie są WAŻNE. Nie boję się tego, co do mnie należy i Wam życzę tego samego.

0.00 avg. rating (0% score) - 0 votes

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Please enter your name here