Autor: pieceofroses

Lubię czytać powieści historyczne, lubię fabułę opartą na faktach, będącą swoistym stykiem historii i literatury, osadzoną w minionych czasach. Czytanie takich powieści to jak podróż w czasie, gdzie wehikułem jest książka. Ostatnio trafiła do mnie powieść Sisi w Tyrolu. Serce, które wciąż gna, Jeannine Meighörner, którą na polski rynek wprowadziło niedawno Wydawnictwo Lira.

O autorce

Jak donosi notka od wydawcy, Sisi w Tyrolu. Serce, które wciąż gna, to austracki bestseller z 2017 roku. Autorka jest z wykształcenia dziennikarką, studiowała historię, medioznawstwo, amerykanistykę, posiada tytuł doktora. Pomyślałam zatem, że lektura o jednej z najpiękniejszych, jeśli nie najpiękniejszej z kobiet Europy XIX wieku, o Elżbiecie Amalii Eugenii von Wittelsbach, cesarzowej Austrii i królowej Węgier, będzie świetnym sposobem do zapoznania się z jej postacią. Tym bardziej, że wiek XIX do moich ulubionych epok nie należy. Chciałam jednak poznać losy tej Europejki, do której wzdychały tłumy i którą ubóstwiał naród.

Zaskoczenie

Jakież było moje zdziwienie, gdy po paru stronach stwierdziłam, że moje filologiczne wykształcenie oraz gust czytelniczy książki tej nie zdzierżą (tak, to słowo pasuje idealnie). Już pierwsze fragmenty pierwszej z czterech części powieści, pozwoliły stwierdzić, że książka austriackiej pisarce zwyczajnie nie wyszła… Miała być „pasjonująca i zabawna” a okazała się słabowitym dziełkiem, w którym postać wielkiej Sisi jawi się jako kapryśna, nieczuła, a przede wszystkim niesympatyczna.

Wieje nudą – dlaczego?

W tej książce nie ma nic, co mogłoby zaciekawić czytelnika wytrawnego. Powieść miała tryskać humorem, a jest wysoce infantylnie. Jest żenująca. Przez cały czas gdy ją czytałam, czułam się jak na siłowni, wierząc, że mój wysiłek zostanie wynagrodzony (na siłowni byłam ze dwa razy w życiu, wystarczy). Każdej kolejnej stronie mozolnie dawałam szansę (jako osoba z natury cierpliwa i dopatrująca się dobrych stron w każdej sytuacji), wierząc, że może się akcja rozkręci, że może jakieś olśnienie, zachwyt, że może choć coś spektakularnego na koniec… ale nic takiego nie miało miejsca. Mało tego, zastanawiałam się przy tym przerzucaniu kartek, co ze mną jest nie tak, skoro Austriacy okrzyknęli tę powieść bestsellerem. Rozumiem patriotyzm, sama jestem patriotką, ale żeby tak bałwochwalczo nad miernotą się kłaniać? A może po prostu poziom wymagań czytelniczych spada, a ja dopiero teraz to zauważyłam? (NIEMOŻLIWE!!!).

Autor: pieceofroses

Austriacki patriotyzm

Niestety, fenomenu i zachwytu ludu austriackiego nad tą powieścią nie pojmuję (zapuściłam się nawet na austriackie strony internetowe, odświeżyłam sobie gramatykę niemiecką, wsparłam słownikami i tłumaczem). Język powieści jest koszmarnie toporny (z całego serca współczuję tłumaczce), dialogi nieudane, postaci rozmyte. Pierwsza część dotyczy pierwszej wizyty w Insbrucku jeszcze małej wtedy Sisi, która wraz z matką i rodzeństwem przyjechała na wakacje. Pojawia się tam postać młodego studenta, rewolucjonisty Aloys, który będąc wiele lat starszy, zauroczy się zbuntowaną dziewczynką. Kolejne części powieści to podróże Sisi, ponowne do Insbrucku. Przyozdabianie miasta na przyjazd cesarzowej, wyczekiwanie, aż wysiądzie z pociągu, wiwatujące tłumy, Aloys, który jest tak mdły i bez charakteru, że aż niewyraźny. To jakby główne wydarzenia powieści. Piszę „jakby”, bo naprawdę nie wiem, co jest głównym wątkiem.

Wiele hałasu o nic

Tu jest wszystko od siebie oderwane. Rozmowy niektórych postaci (służba i strażnik) są chyba stylizowane na dialogi z Szekspira (po co?), ale wierzcie mi, daleko im do jego stylu, a po mojej głowie tłucze się jedynie brzmieniowe podobieństwo do angielskiej sztuki komediowej. Myślę, że Sisi w Tyrolu. Serce, które wciąż gna,  śmiało mogłabym nadać jeszcze jeden podtytuł: much ado about nothing. Nie nawiązuję do dzieła Szekspira, ale traktuję go jako zwrot, i to koniecznie w oryginale, gdyż Sisi uwielbiała język angielski. Tak, mogę powiedzieć, że ta powieść to takie wiele hałasu o nic.

Dobry pomysł – złe wykonanie

To doskonały przykład tego, jak można zniszczyć pomysł na wspaniałą powieść. Bo o samej Sisi przeczytałam bardzo dużo, przygotowując się do recenzji. I naprawdę wierzę, że Austria jest dumna z cesarzowej Elżbiety, której życie było naprawdę ciekawe. Każdego zainteresowanego mogę odesłać do lektur poświęconych jej biografii, gdzie dowiecie się o pasjach, miłościach, o „dziwactwach”. O jej niechęci do życia dworskiego, konwenansów, konflikcie z teściową, ogromnej samotności. Sisi była wielką miłośniczką zwierząt, a jako osoba wrażliwa, szczególną troską obdarzała osoby chore psychicznie. Bardzo dużo podróżowała, miała obsesję na punkcie swojego ciała, kontrolowania wagi, codziennie się gimnastykowała. Uwielbiała Anglię, pasjonował ją język angielski, uwielbiała zakazane damom polowania. Była jedną z ikon XIX wieku. Zmarła śmiercią tragiczną, zaatakowana przez włoskiego anarchistę, który wbił jej pilnik w serce.

Autor: pieceofroses

Legenda Sisi

Mit Sisi jako postaci niezależnej, uciekającej od życia na dworze, wielbiącej kontakt z naturą, postaci o rozległej wiedzy i wrażliwości pojawił się zarówno w literaturze, jak i w filmie, sztuce, muzyce, a także… w psychiatrii, gdzie odmianę depresji określa się „syndromem Sisi’. Wszystko to pozwala zauważyć, jak świetną opowieść można napisać o cesarzowej, co według mnie Jeannine Meighörner kompletnie się nie udało.

Ale tak jak napisałam, zawsze dopatruję się plusów, zatem: 313 stron Sisi w Tyrolu. Serce, które wciąż gna, czyta się błyskawicznie (dosłownie: nic tam nie przytrzymuje uwagi na dłużej), przelatując nad tym Tyrolem, gdzie nawet piękno gór ledwo majaczy w tle, nad fragmentami prasy tyrolskiej, które pojawiają się chyba tylko po to, aby powieść dało się w ramy gatunku literackiego jakoś wcisnąć.

A, nie, poczekajcie!!! Znalazłam drugi plus: cenna nauka dla początkujących pisarzy, której sedno brzmi: „jak pisać nie należy”.

0.00 avg. rating (0% score) - 0 votes

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Please enter your name here