Wraz z bardzo szybkim rozwojem szeroko pojętej branży beauty firmy kosmetyczne prześcigają się jeśli chodzi o innowacje w produktach kosmetycznych, a salony urody wychodzą nam naprzeciw, proponując coraz dziwniejsze metody dbania o zdrowie i wygląd.

Natłok informacji często powoduje, że czujemy się zagubione. Nic dziwnego, że wraz z naszymi wątpliwościami pojawia się coraz więcej poradników urodowo-lifestylowych. Mówią nam, co mamy jeść, o której godzinie położyć się spać, co wybierać, czego unikać…

Osobiście lubię sięgać po tego typu literaturę, gdyż najzwyczajniej w świecie jest dla mnie interesująca. Poradniki potrafię pochłaniać w tempie ekspresowym. Podchodzę do nich jednak z dużą dozą ostrożności. Zdarzało się, że na swojej drodze spotykałam „świetne” poradniki, w których kryło się mnóstwo niedopowiedzeń, a nawet bzdur. Uważam, że pisanie tego typu książek wiąże się z ogromną odpowiedzialnością.

Moja opinia i autora mogą się od siebie różnić, ale fakty muszą pozostać niezmienne.

Nie lubię, gdy książki piszą niedouczeni autorzy. Mam bowiem świadomość, że po poradniki sięgają osoby z bardzo różnych kręgów społecznych. Nie każdy jest zainteresowany branżą urodową, więc zawarte w nich informacje powinny być prawdziwe i rzetelne. Nie da się mnie przekupić śliczną okładką czy też grafiką znajdującą się wewnątrz. Najważniejsze przecież jest to, co autor chce nam przekazać. Oczywiście, walory estetyczne też są bardzo ważne, jednak nie stawiam ich na pierwszym miejscu.
Odwiedzając ostatnio Empik, natknęłam się na poradnik Skóra – azjatycka pielęgnacja po polsku napisany przez Barbarę Kwiatkowską. Szczerze mówiąc, zaintrygował mnie tytuł, więc postanowiłam przyjrzeć się książce bliżej.

Zacznijmy od części mniej ważnej, czyli wyglądu.

Uwagę przykuwa miękka, ale solidna okładka. Możemy zauważyć, że kolor nieco przypomina słynną książkę Sekrety urody Koreanek. Widać jednak, że nie jest to jej kopia. Autorka miała na nią osobny, niepowtarzalny pomysł, o czym dobitnie świadczy szata graficzna. Podobają mi się oryginalne motywy na okładce. W środku książki znajdujemy zdjęcia nawiązujące do tematyki rozdziałów. Pojawiają się również rysunki, które umilają czytanie, oraz tabelki, które ułatwiają zrozumienie tematu. Wszystko przedstawione jest estetycznie i nieskomplikowanie, w trosce o przyswojenie przez nas wiedzy. Książka składa się z dziesięciu rozdziałów. Na początku każdego z nich mamy małą ściągę dotyczącą poruszanych w nim tematów.

Kwiatkowska wpadła na bardzo oryginalny pomysł, by wydać książkę związaną z azjatycką pielęgnacją, ale dostosowaną do naszych, polskich standardów.

Nietrudno zauważyć, że kosmetyki azjatyckie potrafią kosztować niemałą sumkę (szczególnie w Polsce). Autorka, która jest ekspertem w pielęgnacji skóry oraz biotechnologiem, w swojej książce wyjaśnia, że dbanie o skórę niekoniecznie wiąże się z wydawaniem mnóstwa pieniędzy oraz traceniem czasu na żmudne próby poprawienia wyglądu.
Można powiedzieć, że wiedza zawarta w książce przekazywana jest w najłatwiejszy możliwy sposób. Pierwsze rozdziały powoli wprowadzają nas w temat. Nie ma więc obaw, że czegoś nie zrozumiemy. Wszystko jest dobrze wytłumaczone oraz napisane bardzo prostym językiem. Zauważyłam, że autorka nie pozwala sobie na niepotrzebne dygresje.

Nie ma tutaj miejsca na lanie wody.

Wszystko jest przekazane bardzo syntetycznie, co nie znaczy, że coś zostało pominięte. Według mnie rozdziały zawierają same istotne informacje. Oczywiście można by się było (przykładowo) dokładnie zagłębiać w tajniki pracy komórek naskórka, jego warstw itd., ale 90% czytelników pewnie by tego nie zrozumiało lub ominęłoby strony, aby przejść do sedna. Można powiedzieć, że mamy tutaj (DOSŁOWNIE!) podane wszystko na tacy. Autorka szczegółowo analizuje temat, po czym wielokrotnie podaje nam przykład łatwo dostępnego i niedrogiego kosmetyku o takim zastosowaniu. Podoba mi się, że od zagadnień podstawowych płynnie przechodzimy do tych bardziej zaawansowanych. Można powiedzieć, że ta książka to minilekcja biochemii oraz kurs świadomej pielęgnacji skóry.

Autorka uczy świadomości i w stu procentach to popieram!

Tłumaczy, jakie składniki działają na naszą skórę pozytywnie, a jakie negatywnie, jakie są ich rodzaje, z czym się nie lubią oraz jaki mogą wywołać efekt. Dzięki tej książce łatwiej jest czytać składy kosmetyków oraz uniknąć zakupowych bubli. Autorka ponadto obala często powtarzane mity. Wydaje mi się, że każda osoba znajdzie w tej książce coś dla siebie. Ja wyciągnęłam z niej bardzo dużo przydatnej wiedzy. Nie ze wszystkimi metodami się zgadzałam, ale pani biotechnolog potrafiła je wytłumaczyć i wyjaśnić, dlaczego mają sens. Nie uważam więc, że te niektóre aspekty, z którymi się nie zgadzałam, były błędem. Raczej nazwałabym je „różnicą szkół” (przykładowo Kwiatkowska zaleca używanie toniku na waciku, ja zaś preferuję wklepywanie go palcami). Według niektórych osób może być to uznawane za błąd, ale autorka jasno wyjaśniła, dlaczego wybrała taki system i według mnie ma on sens.

W książce nie zabrakło również na koniec ciekawostek.

Mogę Wam zdradzić, że najbardziej zaskoczyło mnie GOLENIE CAŁEJ twarzy przez Azjatki. U nas jest to kompletnie niepraktykowana metoda dbania o skórę twarzy.

Nie chciałabym Wam za dużo opowiadać, sami musicie się przekonać. Z czystym sumieniem mogę Wam polecić tę książkę. Nie jest to lektura na jeden raz, gdyż możemy odczuwać natłok informacji oraz ich nie przyswoić. Niemniej jednak warto uzbroić się w karteczki samoprzylepne lub zakładki, by zaznaczyć tematy, które tyczą się naszego typu skóry lub te, które nas zainteresowały. Osobiście pozaznaczałam sobie około 20 miejsc w książce. Jestem pewna, że wrócę jeszcze do tych zagadnień na przykład przy okazji zakupów online.

0.00 avg. rating (0% score) - 0 votes

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Please enter your name here