Sledztwoodkuchni-karolina-morawiecka-zdjecie-ksiazki-booknieci-recenzja

„Śledztwo od kuchni” to, według opisu na okładce, klasyczna powieść kryminalna o wdowie, zakonnicy i psie. Nie zapominając o kulinarnym podtekście!

Karolina Morawiecka, autorka, zaprasza czytelnika na spacer po świecie Karoliny Morawieckiej, wdowy po aptekarzu.

Połamałam nogi

Wiem, że się powtarzam. Wiem, że kolejny raz piszę o tym, jak bardzo uwielbiam polskich autorów i jak wielkim kredytem zaufania obdarzam tych debiutujących. Zdaję sobie sprawę, że nudne stają się moje przemyślenia dotyczące tego, ile swojego czasu, energii i serca, wkłada autor w swoją powieść. Jak mocno zżywa się z postaciami i ile wysiłku kosztuje go nadanie im tych wyjątkowych cech charakteru, specyficznego usposobienia. Jak bardzo chce, aby jego książka była ciekawa dla czytelnika, żeby wniosła coś w jego życie, skłoniła do refleksji, śmiechu, czy przerażenia. Kiedy mam napisać recenzję książki, która przeleciała przeze mnie jak woda przez sitko, jest mi…

… bardzo przykro

Mój gust czytelniczy, przyznaję bez bicia, nie pokrywa się ze „Śledztwem od kuchni”. Jednakże nie mam wątpliwości, że autorka jest serdeczną, cudowną kobietą o wysublimowanym poczuciu humoru. Jej debiutancka powieść jest lekką książką, lekturą, którą w towarzystwie potężnej porcji czekolady na gorąco i równie wielkiej tabliczki czekolady, można „połknąć” w ciągu trzech godzin.

Spodziewałam się doskonałej kryminalnej zagadki, obficie dosmaczonej humorem, ale niestety czuję niedosyt. Spytacie, czego się czepiam? Już spieszę z wyjaśnieniami. Ale, aby nie być okrutną, zacznę od plusów.

Sledztwoodkuchni-karolina-morawiecka-zdjecie-ksiazki-booknieci-recenzja

Wdowa po aptekarzu

Pomysł obdarzenia głównej bohaterki swoim imieniem i nazwiskiem uważam za przewrotnie zabawny. To był strzał w dziesiątkę, pani Karolino. Wdowa po aptekarzu jest postacią nietuzinkową. Starsza pani obdarzona nadwagą i umiłowaniem do wyrafinowanego jedzenia, stawia sobie za punkt honoru rozwiązanie zagadkowej śmierci młodej kelnerki. Karolina Morawiecka, wyżej wspomniana wdowa jest hybrydą Hiacynty Bukiet – przekonanej o swojej wyższości nad innymi, kobiety znanej z serialu „Co ludzie powiedzą?” i panny Marple, bohaterki kryminałów Agathy Christie. Potrafi być irytująca, wścibska, co nadrabia nadzwyczajnym talentem kulinarnym. Dzięki któremu zresztą, zjednuje sobie nie tylko zakonnicę, siostrę Tomaszę (dobra, to akurat wywołało u mnie salwę śmiechu), ale i podkomisarza Adama Cegłę i policjanta Batorego. Wszak wiadomo, że doskonałe jedzenie szybko rozwiązuje języki, a wdowa po aptekarzu nie zamierzała siedzieć bezczynnie, kiedy w jej wsi doszło do morderstwa!

Kryminalna historia

W zamku na Pieskowej Skale, wśród perfekcyjnych grządek, z morza szałwii wystawała ręka. Oraz noga. Obydwie kończyny, bez widocznej reszty kadłuba, były całkiem niedawno żywe i należały do kelnerki Anny Bednarz. Wdowa po aptekarzu, przybyła na miejsce na prośbę sąsiada, zaprowadziła ład wśród rozhisteryzowanych dzieciaków z wycieczki szkolnej i czekała na przybycie policji. Karolina Morawiecka nie była w ciemię bita – od razu zauważyła, że przy zwłokach brakuje torebki! Jakże podejrzane to było! Bo jak to? Kobieta bez torebki? Ten szczegół, pominięty przez śledczych, dał jej wiele do myślenia. Wdowa po aptekarzu postanowiła na własną rękę dowiedzieć się, jaka historia kryje się za zabójstwem młodziutkiej dziewczyny. W związku z tym powzięła zamiar, jako domorosły Sherlock Holmes, znaleźć sobie własnego Watsona. Stała się nim siostra Tomasza, chuda zakonnica z detektywistycznym zacięciem. Kto zabił Annę? A przede wszystkim dlaczego?

Nie zdradzę, ciekawskich odeślę do lektury.

Panna Marple, ojciec Mateusz

„Śledztwo od kuchni” jest bardzo grzeczną, wyjątkowo poprawną, gładką powieścią. Nie mamy w niej do czynienia z jakże ekscytującym morderstwem w zamkniętym pokoju. Co więcej, samo zabójstwo opisane jest w bardzo taktowny sposób, chyba po to, żeby nie obrzydzić czytelnika wnikliwym przedstawieniem pękniętej czaszki, martwych oczu, plam opadowych czy innych zjawisk występujących w przypadku zwłok. Nie mogę uznać „Śledztwa od kuchni” za typowy kryminał, chociażby dlatego, że na dłuższą metę akcja jest nużąca. Kulinarne popisy wdowy po aptekarzu wprowadziły do książki więcej życia, niż ów wątek kryminalny. Rozumiem zachwyt autorki i panną Marple, i Herkulesem Poirot, wszak i ja zaczytywałam się kiedyś Agathą Christie. Ale, co lubiła podkreślać (myśląc o własnej skromnej osobie) wdowa po aptekarzu, królowa jest tylko jedna.

Sledztwoodkuchni-karolina-morawiecka-zdjecie-ksiazki-booknieci-recenzja

Szukając inspiracji

Odnoszę wrażenie, choć przecież mogę się mylić, że wspaniale jest „papugować” najlepszych. Ileż ja napisałam opowiadań, wzorując się na moim guru, Stephenie Kingu! Ile razy zamarzyło mi się, że tak bardzo dotknę brudu tkwiącego w człowieku, tak, jak robi to Jakub Żulczyk, czy Piotr C. Setki. Setki razy chciałam i nadal chcę czerpać z nich inspirację. Tylko, że łatwo jest wpaść w sidła, bo owszem, należy szukać natchnienia w naszych literackich ideałach, ale trzeba dać im swój wyjątkowy znacznik. Dodam jeszcze, że autorka doskonale operuje słowem. Język polski, tak cudowny, nie jest dla niej żadnym wyzwaniem. Każde zdanie jest staranne, przemyślane. To ogromny atut w zalewie powieści napisanych zbyt prosto, byle jak. W „Śledztwie od kuchni” brakowało mi choć kilku małych zgrzytów, właśnie po to, aby nie było zbyt poprawnie, milusio, kurtuazyjnie. Niechaj klasyczny kryminał choć trochę zapachnie zgrozą, tak odrobinę.

Dla kogo?

„Śledztwo od kuchni” jest wspaniałą lekturą dla wielbicielek „Ojca Mateusza”, „Detektywa w sutannie” i wszelkich powieści Agathy Christie. Doskonale odnajdą się w tej stylistyce, a wdowa po aptekarzu, wraz z siostrą Tomaszą czy podkomisarzem Cegłą, podbiją niejedno serce. Jest w tej książce jakiś taki małomiasteczkowy urok, słodycz życia, miłe egzystowanie we wspólnocie (nawet w sąsiedztwie krakusów, a w dodatku, o zgrozo, wegan!). Wierzę, że Karolina Morawiecka, autorka, zaskoczy czytelnika nie raz kolejnymi historiami o Karolinie Morawieckiej, wdowie po aptekarzu. Może tym razem zagadka będzie bardziej frapująca, a fabuła doprawiona kroplą trwogi?

Jako kawosz dziękuję autorce za przepis na kawę z kardamonem, ubolewając jednocześnie, że nie zamieściła przepisów na popisowe dania wdowy po aptekarzu. To byłoby cudowne, wywołujące ślinotok, dopełnienie. Chętnie wypróbowałabym któryś z nich!

0.00 avg. rating (0% score) - 0 votes

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Please enter your name here