Srebrny Łabędź? Dawniej mianem Srebrnego Łabędzia określano coś skażonego. Każda dziewczyna, która urodzi się w rodzinie pierwszej dziewiątki, będzie mieć skazę. Nie będzie dla niej miejsca.
Nazywam się Madison Montgomery i sądziłam, że wiem, kim jestem. Ale się myliłam. Nie jestem zwykłą dziewczyną, której mama popełniła samobójstwo, zabiwszy wcześniej kobietę, z którą romansował mój ojciec.
Jestem Srebrnym Łabędziem.

A taka jakaś książka…

– Co czytasz? – spytał mój nieletni syn.
– A taką książkę… no, jakby ci to powiedzieć? To trochę taka hybryda Zmierzchu i mocnego erotyku dla dorosłych. Stosunek do niej mam, póki co, ambiwalentny – wyjaśniłam.

Dawno już nie miałam w ręku tak nieoczywistej, zaskakującej książki. Irytacja walczyła z zaciekawieniem, chęcią rzucenia Srebrnym Łabędziem o ścianę i jednoczesnym przytuleniem do piersi, żeby nikt nie zrobił mu krzywdy.

Opowieść o nastolatkach, ale nie dla nastolatków, wessała mnie na amen. Zapadłam się w nią, jak Alicja w króliczą norę, pozwalając ponieść się chorobliwej wręcz ciekawości spod znaku: „co będzie dalej?”.
Żeby było jeszcze dziwniej – czytając Srebrnego Łabędzia, byłam po prostu wściekła na autorkę, za zafundowanie mi, niewinnej czytelniczce, takiej – momentami grubo przerysowanej – historii. Ochłonąwszy, doszłam do wniosku, że właśnie to jest najmocniejszym atutem powieści. Zanim wszystkie moje sprzeczne emocje doszły do konsensusu, zdążyłam bardzo polubić i spokojnie przeczytać Srebrnego Łabędzia do końca.

Lukier i brud

Madison Montgomery to nastolatka, która ma szczęście (lub nieszczęście) być córką bardzo majętnego człowieka. Autorka przedstawia środowisko bogatych, zepsutych dzieciaków, trzęsących elitarnym liceum Riverside.

Młodzi chłopcy nie schodzą poniżej pułapu ferrari, a posiadanie prywatnej sali kinowej i basenu o wymiarach olimpijskich w swojej posiadłości, to norma. Rozgrzane do czerwoności testosteronem ciała, wyrzeźbione mięśnie, uzasadniona przynależnością do kasty bogaczy nadmierna pewność siebie i dziewczyny, które wystarczy przywabić skinieniem palca, wskazującego na wypukłość w spodniach.

Srebrny Łabędź jest przesycony lepką, pobudzającą wyobraźnię erotyką. To rozgrzewa i bulwersuje, kiedy czytelnik wie, że rzecz dotyczy dzieciaków, które w wieku kilkunastu lat chyba powinny zachować choć resztki niewinności.

Wyginam plecy w łuk i napieram tyłkiem na jego członek. Bishop kładzie mi ręce na biodrach i główką ociera się o moją szparkę – to tylko drobny wycinek z tego, co wyprawia dwójka nastolatków, którzy wieki temu utracili dziewictwo i przetoczyli się przez łóżka wielu partnerów. Co prawda, nawet ja wiem, że dzieci nie znajduje się na polu kapusty, ale ta seksualna swoboda nieletnich jest zatrważająca.

srebrny łabędź booknieci recenzja

Ochroniarze czy dręczyciele?

Ogromnym zaskoczeniem dla Madison okazuje się fakt posiadania przyrodniego brata. Choć tak naprawdę Nate nie jest z nią spowinowacony, nie łączą ich więzy krwi. Nate jest po prostu synem aktualnej małżonki jej ojca. Nate to typowy przedstawiciel kasty bogaczy – arogancki, pewny siebie i swoich nadzwyczajnych możliwości seksualnych, chłopak. Stosunki między nim a Madison są napięte, aczkolwiek po upływie krótkiego czasu „rodzeństwo” zaczyna naprawdę się lubić. Ale czy na pewno?

Tatum, nowo poznana przyjaciółka Madison, daje jej do zrozumienia, że o jej przyrodnim bracie i jego kolegach, krążą po szkole legendy związane z przynależnością do elitarnego klubu, który zajmuje się… no właśnie, czym?

To taki tajny, ekskluzywny klub. Nikt tak naprawdę nie wie, co tam się dzieje, ani kto rzeczywiście do niego należy. Podobno ma on jakiś związek z krwią i pochodzeniem.

Chłopcy z Elite King’s Club biorą Madison pod skrzydła, jednocześnie zachowując się jak banda kocurów osaczających mysz, żeby się z nią drażnić, zastraszyć a finalnie pożreć.
Ich motywy są niezrozumiałe, ale zachowanie Madison jest po prostu denerwujące. Dlaczego pozwala tak się traktować, zamiast zgłosić ich na policję za zastraszanie? Czy ze względu na Bishopa, do którego ciągnie ją, jak ćmę do światła?

Zapiski samobójczyni

Madison zdarzało się uciekać od zgiełku w świat książek. W szkolnej bibliotece trafiła na nietypową pozycję. Anonimowy dziennik kobiety opisującej wydarzenia bezpośrednio poprzedzające narodziny jej syna i jej życie potem, aż do finału, w którym zachodzi ponownie w ciążę i wydaje na świat dziewczynkę. To świat, w którym rządzili mężczyźni, ale nie w tradycyjnym rozumieniu patriarchatu. Rola autorki została zaś ograniczona do bycia absolutnie posłuszną, cichą, spolegliwą żoną. Madison nie była aż taka głupiutka, w miarę zagłębiania się w treść pamiętnika, zaczęła odkrywać powiązania z Elite King’s Club.

Spojrzałam na syna; poczułam ściskanie w gardle i do oczu napłynęły mi łzy. Nie chciałam tego robić. Nie obchodziło mnie stworzenie syndykatu mężczyzn, którzy będą rządzić w kolejnych pokoleniach. Obchodziło mnie moje dziecko.

Chcę więcej!

Amo Jones wprowadziła mnie w wibracje – mnie, która dotychczas trzymała się od książek spod znaku dark romance na odległość kija! Dałam się wciągnąć w mroczną, brudną, ociekającą erotyzmem opowieść i wcale tego nie żałuję. Zżera mnie ciekawość, co będzie dalej. Czy Madison stworzy normalną relację z Bishopem, czy Nate zrzuci skórę butnego dziwkarza i odda w końcu serce jednej kobiecie, zamiast zmieniać je jak skarpetki po treningu. Muszę dowiedzieć się, kim tak naprawdę jest ojciec Madison i jakie są jego powiązania z irytująco tajemniczym Elite King’s Club.
Nie spocznę, dopóki nie dowiem się, dlaczego matka Madison zabiła kochankę męża a potem odebrała sobie życie!

Książkę tę dedykuję historiom, które potrafią człowieka tak zerżnąć, że aż trzeba potem zapalić.

Amo Jones, ty sprytna diablico!

Amo Jones lubi ciasto, kocha wino, a jej religia to magia. Jest pracoholiczką, ale kiedy nie pisze, można ją znaleźć w towarzystwie swoich dzieci i partnera, na najbliższej plaży, z koktajlem w ręku.

Ja też kocham wino a za ciastka francuskie mogłabym sprzedać nerkę, dlatego nie odmówię sobie przyjemności przeczytania wszystkiego, co do tej pory napisała Amo Jones.

Mam nadzieję, że pójdziecie w moje ślady.

0.00 avg. rating (0% score) - 0 votes

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Please enter your name here