ON. Od dziecka miał dosłownie wszystko, czego zapragnął. Całe jego życie było tak idealnie zaplanowane przez rodziców i dziadków, że nie miał nawet czasu się sprzeciwiać. Jego zadanie polegało na wykonywaniu poleceń swoich bliskich i bycie posłusznym. Nauczył się języków, wirtuozerii gry na fortepianie i tego, jak rządzić niewolnikami. Idealny scenariusz nie miał prawa się rozsypać, a jednak pewnego dnia został z niczym. Jego jedynym bogactwem były umiejętności i dusza, którą ktoś bardzo chętnie by się zaopiekował…

Armagnac Jardineux swoją podróż po Europie poświęca głównie smakowaniu rozrywek.

Niestety, ku jego rozczarowaniu Południe zaczyna być pustoszone przez wojnę secesyjną, która jest jednocześnie powodem utraty majątku i rodziny głównego bohatera. Nie trzeba długo czekać, by jego krewni, jak i fortuna zostali tylko blaknącym wspomnieniem. Armagnac poświęca się nowemu zajęciu – topi smutki w alkoholu, a jedyne, co mu pozostaje to gra na fortepianie. To dzięki tej umiejętności poznaje wirtuoza skrzypiec imieniem Lothar i jego lorda, mecenasa Huntingtona. Co stanie się, gdy główny bohater odkryje jak wiele wspólnego z owym człowiekiem ma jego babka? Czy jest taka możliwość, że historia lubi się powtarzać, a Huntington jest tym samym człowiekiem co pięćdziesiąt lat temu i – o dziwo – wcale się nie zestarzał? Jak wysoką trzeba ponieść cenę za to, że stajemy się sławni?

Muszę przyznać, że bardzo ciężko i trudno było mi się zebrać do tej recenzji.

Szczerze mówiąc, gdy przeczytałam zapowiedź, spodziewałam się kompletnie innej fabuły. I choć lekturę zakończyłam jakiś czas temu, nadal nie mogę otrząsnąć się z szoku, jaki wywołała we mnie treść tej książki. Nie ulega wątpliwości, że autorka stworzyła bardzo indywidualną historię, rzadko spotykaną, przemyślaną od początku do końca. Myślę, że najpiękniejsze w tej książce jest właśnie to, że nie wiadomo, co dalej, czeka się więc na jej kolejne części. Ale po kolei…

Wszystko zaczyna się dosyć niewinnie.

Zamożna rodzina, wielki ród, którego siła i mądrość trwa nieprzerwanie od kilku pokoleń. Każdy, kto się w niej urodzi może być pewny niemal w stu procentach, że niczego nie będzie mu brakowało. W takiejże sytuacji znajduje się nasz główny bohater – Armagnac. Nic więc dziwnego, że mężczyzna nie radzi sobie, gdy wszystko zmienia się o sto osiemdziesiąt stopni. Właśnie wtedy poznajemy dwóch panów – Lothara i mecenasa Huntingtona, których obecność już na zawsze zmieni nie tylko życie Jardineuxa, ale również jego wnętrze. Pojawia się sława, pieniądze, koncerty, lekcje muzyki, namiętność, spiski i tajemnicze konszachty. Gdy w grę wchodzi dodatkowo pamiętnik starej babki Armagnaca, bohater wie, że już nic nie będzie takie, jak dawniej.

Nie sądziłam, że sama na własne życzenie wezmę na swoje barki TAKĄ książkę.

Różni się bowiem od moich ostatnich czytelniczych gustów. Nie ulega jednak wątpliwości, że Agata Suchocka bardzo mnie zaskoczyła. Stworzyła odważną, pikantną historię o zakorzenionych historycznie elementach. I tak, jak bardzo podobał mi się zamysł całej historii, jak i wykreowanie bohaterów, tak niektóre elementy mocno mnie zniesmaczyły. Przede wszystkim – myślę, że warto to podkreślić – w „Woła mnie ciemność” znajdziemy dużo homoseksualnych wątków. W pewnym momencie miałam wrażenie, że jest ich po prostu zbyt wiele, przez co nie do końca czytelnik może skupić się na pozostałej fabule, która – kontrastowo – wypada całkiem przyzwoicie. Co więcej, za dużo było w zachowaniu bohaterów uległości wobec lorda, co czasem sprawiało wrażenie, że to uczucie jest pozorną przesadą. Natomiast umieszczenie samych głównych wydarzeń w przeszłości, to jak dla mnie strzał w dziesiątkę. Ciekawą postacią staje się babcia głównego bohatera, bowiem kobieta wnosi wiele wartościowych szczegółów, rozkręca całość akcji i nadaje jej sens.

Dobrze się czyta

W „Woła mnie ciemność” nie ma też przegadanej narracji, dialogi pojawiają się bardzo często, jednakże nie stają się przez to mdłe, mało klarowne i nudne. Warto podkreślić, że autorka ma bardzo dobre pióro, jej styl pozwala na „przepłynięcie” przez fabułę w dosyć szybki sposób. Lektura nie zajęła mi dużo czasu, czytało się przyjemnie, choć niektóre kwestie nie były czymś, co w pełni zaakceptowałam.

Istotnym jest fakt, że możemy spodziewać się kontynuacji, ponieważ całość to seria nosząca tytuł „Daję Ci wieczność”. Czy się cieszę? I tu znów pojawia się konsternacja. Przyznam, że trochę tak i trochę nie. Z jednej strony jestem ciekawa, co wydarzy się dalej, z drugiej boję się, co tym razem może wpaść do głowy Suchockiej i w którym kierunku rozwinie się akcja.

Podsumowując, całość oceniam dosyć pozytywnie.

Woła mnie ciemność” to mieszanka pozytywnych i negatywnych uczuć. Nie zmienia to jednak faktu, że zalety przeważają w tym kunsztownym – jak mniemam – projekcie. Jeśli ktoś z Was ma ochotę na książkę, która kompletnie różni się od większości, szokuje, niekiedy zachwyca, czasem sponiewiera, a na koniec zostawia z mętlikiem w głowie i mieszanymi uczuciami, to „Woła mnie ciemność” jest strzałem w dziesiątkę. To, co się dzieje z odbiorcą po lekturze, to dosyć wyjątkowy, ciekawy i bardzo indywidualny stan, ale w ogólnym rozrachunku plasuje się na dodatniej pozycji, która budzi w czytelniku ochotę na – być może – zapoznanie się z kolejnymi aktami „Ciemności”. Lubisz niespodzianki i niebanalne historie? Ta książka jest dla Ciebie!

0.00 avg. rating (0% score) - 0 votes

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Please enter your name here