Wulgaryzmy. Wiecie co? Lubię je. Rozsądnie dawkowane niosą potężny ładunek emocjonalny i nie wyobrażam sobie ich nieobecności w pewnych gatunkach literatury.

Co więcej – niektóre książki nie mogłyby bez nich istnieć!

Takie brzydkie słowo

Taka ulga, kiedy wypowie się je na głos. Jakby po przejściu przez krtań zamieniło się w kawał czarnej toksycznej ektoplazmy, której człowiek pozbywa się jak kot kłębka sierści z żołądka. Należy jednak zastanowić się, czym w ogóle są przekleństwa i wulgaryzmy, oraz dlaczego ich używamy. Wtedy znajdziemy odpowiedź na pytanie o cel ich bytu nie tylko w życiu społecznym, w mediach, sztuce, ale i literaturze pięknej.

Czym różni się przekleństwo od wulgaryzmu

Chcąc przygotować się dobrze do napisania tego artykułu, postanowiłam zyskać rzetelną wiedzę u źródeł. Według Słownika Języka Polskiego, przekleństwo to „obelżywy, wulgarny wyraz używany w stosunku do kogoś lub dla wyrażenia gniewu, złości”, a także klątwa. Zaś wulgaryzm jest „wyrazem lub wyrażeniem będącym dosadnym, ordynarnym określeniem zjawisk, które można nazwać, używając słów neutralnych stylistycznie”. To tyle jeśli chodzi o suche informacje. Mniemam, że różnice między przekleństwem, a wulgaryzmem można zobrazować następująco:

Niech cię szlag trafi” – i jest to, oczywiście, przekleństwo. „K***a, żebyś tak sobie łeb roz*******ł” – nie ma wątpliwości, że mamy do czynienia z wulgaryzmami.

Liberalna mowa

Językowi puryści raczej nigdy nie skalają naszego pięknego języka brzydkimi słowami. Jednakże większość z nas purystami nie jest, zatem zdarza nam się używać wulgaryzmów nie tylko dla wyładowania emocji, czy w celu obrażenia kogoś (a wiadomo, że słowa mogą ranić bardziej niż czyny; potrafią ciąć z wprawą samurajskiego miecza), ale także dla podkreślenia pewnych sytuacji, czy zjawisk zachodzących w naszym otoczeniu.

Przyjrzyjmy się zatem kilku aspektom. Komentarze w internecie. Bezpiecznie schowani za monitorami komputerów, pozwalamy sobie na więcej i bez oporów dajemy upust wzburzeniu, komentując informacje, z którymi się nie zgadzamy. Dosłownie przed chwilą wpadł mi w oko taki: „Odp*******ć mu łeb!” To jest przerażające. Choć i niesmak budzą komentarze dotyczące spraw zabawnych, kiedy piszący rzuca wulgaryzmami na lewo i prawo i używa ich zamiast przecinków: „K***a, ale je****m śmiechem!”. Internet to jedna strona medalu. Swojego czasu nie mogłam wyjść ze zdumienia, kiedy w programie rozrywkowym, emitowanym w czasie, kiedy dzieci jeszcze nie śpią, jedna znana celebrytka oceniła występ śpiewającego następująco: „Zaj*****y wykon”.

Kontrowersje

Zastanawiacie się pewnie, jak mój niesmak może iść w parze z lubieniem przekleństw, oraz, rzecz jasna, wulgaryzmów. Otóż może. Niesmak, a wręcz podszyte ohydą oburzenie, wzbudzają we mnie ludzie, którzy – jak wspomniałam wyżej – używają ich w miejscu znaków interpunkcyjnych. Czyż zdanie „Ja sobie, k***a, nie pozwolę, żeby mnie jakiś ch*j w d**ę ru***ł”, nie mogłoby brzmieć na przykład tak: „Nie pozwolę na to, żeby ktoś mnie oszukiwał”? Obawiam się jednak, że nasze uszy za bardzo przywykły do potocznej mowy sięgającej rynsztoka i chyba niewielu z nas (obym się myliła) zwraca uwagę komuś, kto non stop rzuca przysłowiowym mięsem. Za co lubię wulgaryzmy? Otóż właśnie za ów ogromny ładunek emocjonalny, za tę właśnie ulgę, którą dają, pod warunkiem, że pozwalają choć na chwilę pozbyć się przykrych emocji. Są jak przebicie bolesnego pęcherza.

Przejdźmy do sedna

Czasami w nasze ręce wpada książka, w której autor nie dość, że używa przekleństw, to jeszcze wulgaryzmów. Na warsztat wezmę pozycję Hanny Samson „Wojna żeńsko – męska i przeciwko światu”, bo w moim prywatnym rankingu nie ma dla niej miejsca. Jest zbyt wulgarna, jakby autorka nagle doszła do wniosku, że frajdą dla czytelnika będzie przedzieranie się z maczetą przez dżunglę f***ów i ci**k. Zgaduję, że są tacy, których książka wprawiła w zachwyt, niestety nie zapisałam się do ich zacnego grona. Nie wyobrażam sobie jednak kryminału, thrillera czy horroru (jak np. powieści mojego ulubieńca, Stephena Kinga) bez odpowiedniej dawki przekleństw. Używanie mowy potocznej, slangu czy wulgaryzmów przez bohaterów książek dodaje im kolorytu, uwypukla cechy charakterów, a co więcej – pomaga czytelnikowi zrozumieć motywy ich postępowania.

Gdzie leży granica?

Otóż, moi drodzy, granica jest bardzo namacalna. Ciągnie się wyraźna i długa tam, gdzie są dzieci, gdzie powieści przygodowe, literatura obyczajowa, romanse. Nie można siać wiatru tam, gdzie zbierze się jedynie burzę. Czy wyobrażacie sobie na przykład Harry’ego Pottera, który krzyczy: „K***a Ron, rzuć mi tą pie******ą różdżkę!”. Koszmar, prawda? Co sądzilibyście o „Domu nad rozlewiskiem”, gdyby Małgorzata Kalicińska umaiła go przekleństwami, gdyby w usta Gosi czy Basi co rusz wpychała rynsztokowe słowa? Tej cudownej skądinąd książki po prostu nie dałoby się czytać! Czy ktoś z was czytał „W poszukiwaniu zapachu snów” Iwony Menzel? To przepiękna powieść. Nie wyobrażam sobie, żeby autorka zbrukała ją wulgaryzmami. Na drugim biegunie leży na przykład „Wojna polsko- ruska pod flagą biało czerwoną” wraz z Silnym. Silny to Silny, specyficzny typ o specyficznym języku. Tak samo jak mroczny gangsterski świat z trylogii „Millenium” Larssona. Tak samo jak Charles Bukowski. Tak, jak dobrzy gliniarze ganiający na kartach powieści za przestępcami. Żaden autor przy zdrowych zmysłach w usta zepsutego moralnie bohatera, nie włoży zdania: „Ojej, zostałem postrzelony i chyba boli mnie brzuch. Widzę swoje wnętrzności.” O nie, zamiast tego napisze „K***a, oberwałem! Widzę swoje p********e bebechy!”, a zaraz potem rzuci przekleństwo „Niech cię diabli wezmą!”.

Możecie zwizualizować sobie Bridget Jones nie używającej przekleństw od czasu do czasu? Bo ja nie.

Etyczna równowaga

Oczywiście wiecie, że słowo kutas w XVII – XVIII-wiecznej Polsce oznaczało nic innego, jak tylko ozdobę przypinaną do pasa? Także nasza potoczna k***a prawdopodobnie ma kilka swoich zagranicznych źródeł. Kiedyś słowa niewinne, dzisiaj wyrzucamy z ust z mocą karabinu maszynowego, traktujemy je jak pociski. Język jest żywy, wciąż ewoluuje, jak i ewoluują obyczaje. Przesuwają się granice etyki i moralności. Najistotniejszym jest, aby wiedzieć jak, gdzie i kiedy można pozwolić sobie na pewnego rodzaju pobłażliwość i dać, także sobie, przyzwolenie na używanie przekleństw i wulgaryzmów. Mogłabym napisać: „Tylko wtedy, jeśli jest to naprawdę konieczne” i ta dewiza dotyczy także wszystkich autorów powieści. Niektórzy potrafią napisać ponad pięćset stron bez żadnej „k***y, „ch**a” czy „pier******a” i naprawdę chwała im za to, bo wiem, jak duża jest pokusa. Wiele zależy także od tłumaczy książek, albowiem w zależności od kontekstu oryginalne f**k można zastąpić pospolitą „cholerą”. Jeśli zaś chodzi o uzasadnione przypadki wulgaryzmów w literaturze – jestem na tak, ponieważ dodają życia bohaterom.

Jeśli mogę podsumować swój artykuł, to chyba tylko apelem do autorów: „Używajcie ich z dużą dozą ostrożności i umiarem. Niechaj literatura piękna nadal pozostanie piękna.”

0.00 avg. rating (0% score) - 0 votes

1 KOMENTARZ

  1. Z drugiej strony uspokaja mnie oczywiście duża liczba pozytywnych opinii o produkcie. Coś, co działa tak dobrze u wielu innych osób, nie może przecież być złe. Znam najważniejsze składniki, a są to: epimedium – roślina działająca stymulująco na penisa maca – dodająca energii i witalności sok z porostów – wzmacniający przepływ krwi, a tym samym powodujący wzrost penisa oset – sprzyjający uwalnianiu hormonu płciowego, testosteronu hydrolizat białka – poprawiający wrażliwość i przyrost penisa. http://gel-titan.pl/#4 Bezpiecznie się z domu i chcieliby rozwinąć swojego penisa? Czy chcesz zapobiec doświadczenie wstyd pokazać swoją męskość? W odpowiedniej lokalizacji, ponieważ jesteśmy prawdopodobne wyjaśnienie początkowe technika, który rozwijać akty stworzyć swoją męskość, od chirurgii, który będzie być szkodliwe i kosztowne. Zdecydowanie lepiej postawić na sprawdzony przez wielu mężczyzn preparat – Titan Gel.

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Please enter your name here