Wymiana książek. Czyż to nie brzmi równie zachęcająco jak „tort orzechowy, po którym się nie tyje”? Tak! Wymiana książek to bardzo zacna idea i od razu odpowiem na pytanie: warto.

Przyjaciół się nie oddaje

Nie oddaje się i już. A książki są naszymi przyjaciółmi, czyż nie? Najcudowniejsze literackie perełki po wsze czasy powinny zostać z nami, cieszyć oko i duszę, i dawać świadomość, że możemy sięgnąć po nie kolejny (szósty, szesnasty, sześćsetny, do kroćset!) raz. Tych wyjątkowych książkowych przyjaciół nie wolno oddawać za żadne skarby, jeśli nie chcemy czuć się tak, jakby ktoś obciął nam dłoń albo wykroił kawałek serca. Mam kilka powieści, które ciężko mi nawet pożyczyć komuś, komu ufam bezgranicznie i wiem, że traktuje książki z nabożnym szacunkiem. Zabrałabym je ze sobą wszędzie, bo one chyba wiedzą, że w mojej duszy mają swój dom.

Pozostaje jednak pytanie: co począć z tymi, które nie zamieszkały w naszych sercach?

Ale nieprzyjaciół – a i owszem

Jakkolwiek cynicznie by to nie zabrzmiało, czas zmierzyć się z okrutną prawdą: nie wszystkie książki trafiają w nasz gust. Niektóre są albo mdłe, albo irytujące, albo – nazwijmy rzecz po imieniu – w naszym mniemaniu są pospolitą literacką padliną. I cóż z nimi począć ma ktoś, kto z zasady książki kocha i szanuje? Skakać po nich z furią, a potem wyrzucić przez balkon i obserwować ich krótki, acz satysfakcjonujący lot, który przy odrobinie szczęścia zakończy się plaśnięciem w wielką psią kupę? Nie! Kochani moi, nie! Pomyślmy, że może gdzieś jest ktoś, kto nad znienawidzoną przez nas powieścią zapieje z zachwytu. Może ten ktoś uzna ją za czytelniczy rarytas i ustawi na honorowym miejscu na półce?

Robimy risercz…

… w pierwszej kolejności wśród najbliższych książkolubów. Nie czyńmy sobie wyrzutów, że nie do końca znamy ich preferencje czytelnicze. Po prostu zarzućmy wędkę. „Hej, mam książkę, która niezupełnie mi podchodzi, ale czuję, że tobie się spodoba. Chcesz się wymienić?”. Jeśli rzeczony książkolub wyrazi zainteresowanie, to jesteśmy w domu. Na miejsce wymiany najlepiej wybrać jego mieszkanie, aby móc wnikliwie rzucić okiem na księgozbiór. Pamiętajmy jednak, że nietaktem byłoby myszkowanie po biblioteczce i wyciąganie książek jak popadnie – musimy założyć, że książkolub dokona bezbolesnej wymiany na książkę, która i jemu nie przypadła do gustu. A kto wie, czy my nie klaśniemy w ręce z zachwytu?

Plus i minus

Jak już wspomniałam, wymiana książek między czytelnikami jest bardzo zacną inicjatywą. Ale jak każda inicjatywa – ma swoje za i przeciw. Jedynym minusem, jakim w niej widzę, jest to minimalne ryzyko, że trafi nam się literacki bubel. Załóżmy, że ktoś chce wymienić książkę, która mu się nie podoba, jako i nam nie podoba się powieść, którą chętnie oddamy na wymianę. Wówczas bilans może wyjść na zero. Ale to naprawdę jeden mały minusik. Skupmy się teraz na plusie: jest duża szansa, że czyjaś niechciana książka stanie się naszym numerem jeden. Poza tym dostaniemy coś, czego dotychczas nie czytaliśmy. Coś pachnącego nowością i tajemnicą. Czyż to nie jest fajne?

Prawo wyboru

Uwielbiam Facebook. To prawdziwe targowisko informacji i inspiracji, zaś ja, jako prawdziwy maniak książkowy, obserwuję mnóstwo grup i fanpage’y związanych z literaturą, bo lubię wiedzieć, co ciekawego dzieje się w książkowym świecie. Macie pojęcie, ile dobrego mają owe grupy do zaoferowania? Póki co pomijam kwestię konkursów, informacji o wydawniczych nowościach i recenzji, skupiając się na… tak, wymianie książek pomiędzy czytelnikami. Zrealizowanie transakcji to bułka z masłem i można to uczynić dwojako. Po pierwsze to my wychodzimy z inicjatywą i przedstawiamy powieści, które chcemy wymienić na inne. Pamiętajcie, że nie obędzie się bez dokumentacji zdjęciowej, bo nikt nie lubi dostawać kota w worku. Jeśli książki posiadają mankamenty w postaci nadszarpniętych zębem czasu albo naszą ręką stron, uczciwie będzie o tym wspomnieć. Po drugie – jeśli trafimy na post, w którym ktoś oferuje swoje książki do wymiany, nie bójmy się szybko zareagować i napisać, dodając oczywiście tytuły powieści niepotrzebnie zalegające w waszych domowych biblioteczkach. Prawda, że to proste? Uiszczenie opłaty za wysyłkę to drobiazg w porównaniu z posiadaniem nowej (dla nas) książki.

Tak trochę nietypowo

Wiecie, że na ofertę wymiany książek możecie się natknąć w miejscach, po których nigdy byście się tego nie spodziewali? Choć kawiarnia wydaje się jak najbardziej oczywista, to na przykład foyer klubu fitness jest już zaskoczeniem, prawda? Oddolne, kreatywne przedsięwzięcia, takie jak uliczne budki, w których można zostawić przeczytaną książkę, a w zamian wziąć sobie inną, aż proszą, by było ich więcej.

Tak, wymieniajmy się książkami. Nigdy nie wyrzucajmy tych, które nie zdobyły naszych serc. Możemy je przecież komuś podarować z drobną sugestią, że miło by było w opcji „książka za książkę”. Niechaj przechodzą z rąk do rąk, przecież to nie przymus, tylko nasza dobra wola. Wymiana książek pozwala na zaoszczędzenie pieniędzy (co już samo w sobie jest zachęcające i chwalebne) przy jednoczesnym uzupełnieniu księgozbioru o nowe pozycje.

Pamiętajcie – wszyscy możemy być udanymi hybrydami biblioteki i świętego Mikołaja, a Dzień Dziecka niechaj trwa z każdą otrzymaną książką.

5.00 avg. rating (98% score) - 1 vote

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Please enter your name here