Wszyscy, którzy śledzą poczynania telewizji, mogą zauważyć narastający trend na różnego rodzaju reality show, w których uczestnicy mają znaleźć prawdziwą miłość. Rolnik spośród nadesłanych listów, wybiera te, przy których czytaniu mocniej zabiło mu serce, obce sobie osoby biorą ślub, by sprawdzić, czy aranżowane małżeństwa mają rację bytu, a także wiele, wiele innych. Musimy jednak przyznać, że są one tworzone przede wszystkim dlatego, by przyciągnąć widza, a nie dlatego, by komukolwiek pomóc. Jest to jedno wielkie wyreżyserowane show, które napędza milionowe słupki oglądalności. I o tym właśnie jest książka Małgorzaty Falkowskiej, pt. Wyspa singli. Głównym celem autorki, jak napisała, było jednak to, by poprawić czytelnikowi humor. Czy jej się to udało?

Nowy hit stacji!

NaszaTV to podupadająca stacja telewizyjna, która potrzebuje wielkiego hitu, by nie zbankrutować. Jedynym sposobem, by ją uratować, wydaje się program Wyspa singli, w którym 6 mężczyzn i 6 kobiet ma znaleźć miłość swojego życia. Ale czy na pewno…?
Głównymi bohaterami są prezenter Michał, który jest największym maminsynkiem na świecie, seksbomba Karina, dla której liczy się tylko to, by wspiąć się po drabinie do show-biznesu na sam szczyt i żeby uprzykrzyć życie znienawidzonej koleżance ze stacji – Marcie. Tej natomiast zależy na stołku prezesa NaszejTV oraz na tym, by zdobyć serce Michała. Ta wybuchowa trójka ma poprowadzić program, który ma im pomóc w karierze, jednak nie są świadomi tego, w jaką pułapkę wpuścił ich szef oraz przebiegły psycholog Marcin.

Oczekiwania a rzeczywistość

Na początku, wgłębiając się w fabułę, byłam bardzo sceptyczna. Książka ma zaledwie 200 stron, co nie wróżyło bardzo złożonej historii. I tak właśnie było. Autorka skupiła się przede wszystkim na jednym temacie, postaci nie są rozbudowane i często nie znamy do końca ich motywacji, czego bardzo żałuję. Chciałabym dowiedzieć się, dlaczego Michał jest aż takim maminsynkiem, co się stało z dawną miłością Marcina oraz dlaczego Marta ma aż tak złe stosunki z matką. Na pewno uzupełniłoby to treść w dobry sposób. Jednakże powieść się broni.

Jeśli spodoba nam się konwencja lektury, wtedy czytając ją, można się naprawdę dobrze bawić.

Tak samo jak typowe telewizyjne reality-show, Wyspa singli jest pełna kretyńskich zachowań, absurdalnych decyzji i komicznych scen. To właśnie dzięki nim uzyskano bardzo humorystyczny efekt końcowy. Bawią zadania oraz opisywane sceny, które mogą zobaczyć widzowie programu NaszejTV, gdyż to samo możemy zobaczyć na TVN-ie czy w Polsacie. Autorka musiała bardzo wgłębić się w te durne programy, by ukazać poziom telehitów i obłudę, która z nich emanuje. Z pozoru lepiej człowiek bawi się, mogąc oglądać takie rzeczy, jednak czytanie o tym również może rozbawić, także cel Małgorzaty Falkowskiej, by dzięki tej pozycji poprawić czytelnikowi humor, został osiągnięty.

Efekt uboczny

Powieść ukazuje również problem kłamstwa w telewizji oraz tego, jak manipuluje się widzami, by tylko ich do siebie przyciągnąć. Autorka trafnie zauważyła, że afery, seks i siłowe rozwiązania najbardziej się sprzedają. Nikt nie chciałby oglądać prawdy. Wszystko musi być wyreżyserowane i zakłamane, by mogło ucieszyć oglądającego. Co prawda, według Falkowskiej ten aspekt jest efektem ubocznym całej powieści, lecz bardzo trafnie ujętym, przez co czyta się to po prostu z większą ciekawością.

Polecam!

Choć nie jest to lektura wybitna, jak najbardziej warto ją przeczytać. Można się przy niej zrelaksować i pośmiać, a o to również chodzi w czytaniu. Jeśli dopadła was coroczna chandra, jest to idealny sposób na to, by w przeciągu paru godzin wrócił nam dobry nastrój.

5.00 avg. rating (98% score) - 1 vote

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Please enter your name here