Magdalena Adrian, rysowniczka. Nie wyobraża sobie życia bez rysowania, kontaktu z ludźmi i rozwijania swoich pasji. Kobieta wszechstronna: fotografuje, projektuje kubki, a dzień zaczyna od kawy. Poznajcie naszą panią Madzię od rysunków.

Pani Magdaleno podziwiam właśnie Pani prace na Facebooku. Proszę powiedzieć, kiedy poczuła Pani w sobie kiełkowanie artystycznej duszy?

Nasionko artyzmu nosiłam w sobie chyba od dziecka. Miałam kilka prac, które były zgłaszane przez szkołę i zajęły drugie czy trzecie miejsce w rankingu, a wyniki były publikowane w gazecie. Jednak później gdzieś to znikło i zakiełkowało ponownie przed rokiem.

Jaką technikę rysowania ceni Pani sobie najbardziej? Zdarza się Pani czasami chwycić za ołówek?

Chyba nie ma najlepszej techniki. Myślę, że każda ma w sobie coś, co urzeka. To tak jak z książką; kochamy czytać, ale raz chwytamy za romans, raz za dramat, a innym razem za kryminał. Tak samo jest z technikami malowania. Obecnie szlifuję digital painting, gdyż uważam ten rodzaj za dość postępowy, dający wiele możliwości. Dziś ilustracja i grafika komputerowa są chyba wszędzie, zgodzi się Pani ze mną? Oczywiście zdarza mi się chwycić za ołówek i farby, bo to również rozwija i stanowi fajną odskocznię od Photoshopa.

Ponoć szczęściarzem jest ten, kto pasję łączy z życiem zawodowym. Jak to jest w Pani przypadku?

Z wykształcenia jestem technikiem ekonomistką o specjalizacji finanse i rachunkowość. Osobą, która marzy o byciu ilustratorką. Zgadzam się z powiedzeniem ” Wybierz pracę, którą kochasz, a nie przepracujesz ani jednego dnia ” i wierzę że taki dzień nastanie.

Od czego zaczyna Pani dzień? Kawa, przegląd poczty, a może szybki szkic?

Dzień rozpoczynam od kubka gorącej i aromatycznej kawy, ale przy tym publikując nową ilustrację. Ostatnio moja strona na Facebooku Creative Atelier systematycznie się rozwija, tworząc już pokaźną galerię. Oprócz ilustracji staram się dołączać wartościowy cytat, który tworzy piękne wykończenie pracy. To jak wisienka na torcie.

Jak wygląda Pani warsztat pracy?

Od prawie sześciu lat zajmuję się fotografią i jej różnymi technikami – od portretów, wesel, po przyrodę i architekturę. To jest bardzo pomocne w malowaniu, gdyż fotografia uczy patrzeć, nie tylko widzieć. Kadrowanie, zarys postaci, czy kolorystyka to tylko nieliczne łączniki między fotografią, a malowaniem. Co zabawne, tablicę kupiłam cztery lata temu i miała mi służyć do obróbki zdjęć w Photoshopie. Niestety nie sprawdziła się w tej roli (albo ja) w malowaniu również, więc zbierała kurz w szufladzie aż do niedawna.

Wyobraża sobie Pani swoje życie bez rysowania? Jak ważne jest dla Pani to, co Pani robi?

Nie wyobrażam sobie, że nie mogłabym malować, rozwijać się w tym kierunku. Dla mnie to jest błogi stan odprężenia i relaksu. Bywa, że czasem noga czy ręką zdrętwieją, albo szyja zastygnie, jednak podczas malowania takie sytuacje przestają być ważne. No i jest jeszcze jeden aspekt. Zakochałam się w sprzęcie, który niedawno widziałam i który z zachwytu namalowałam. Nie wiem, czy mogę zdradzić nazwę, ale można znaleźć ilustrację mojego marzenia na Facebooku.

Co stanowi dla Pani inspirację?

Inspirujące są dla mnie oczy, zwierciadło duszy. Pewnie dlatego tak lubię portrety.

Czuje się Pani kobietą spełnioną zawodowo? Ciężko byłoby Pani pozyskać klientów dla swojej kreatywnej działalności, gdyby nie Internet?

Internet jest takim głównym oraz wszechstronnym nośnikiem. Bez niego byłoby ciężko dotrzeć do tak wielu odbiorców, a szybka komunikacja byłaby wręcz niemożliwa . Każdy mój odbiorca jest dla mnie wyjątkowy, mile widziany w moich „progach” i obdarzony należytym szacunkiem.

Nie mogę się oprzeć i muszę zapytać: jest książka, po którą sięgnęła Pani co najmniej kilka razy?

Czytałam ją tylko raz, jednak bardzo często mam ją w myślach. „Nostalgia Anioła” powieść amerykańskiej pisarki Alice Sebold z 2002 roku, opowiadająca historię brutalnego gwałtu, którego ofiarą w młodości padła sama autorka. Ta książka skradła moje serce już ponad dziesięć lat temu i dalej trzyma w swoich sidłach, więc jest godna polecenia. Oglądałam w późniejszym czasie ekranizację, której stanowczo mówię NIE! Nawet w najmniejszej części nie oddaje uczuć, tak jak książka, którą czytałam czasem ukradkiem nawet w pracy.

Co bawi Panią do łez?

Na pierwszym miejscu w naszym domu stoi nasz ulubieniec chomik, którego rozpieszczamy, a on niejednokrotnie rozbawia nas do łez. Kochany zwierzak o własnym, niepowtarzalnym charakterku.

Pani przepis na szczęście, to…

Po pierwsze robić to, co się kocha, bo to daje dużo szczęścia, zadowolenia i wiary we własne możliwości. Po drugie to ludzie. Traktujmy każdego tak, jak sami chcemy zostać potraktowani. Czytajmy książki sobie i dzieciom, bo właśnie one budują naszą wyobraźnię, która w późniejszym czasie odwdzięczyć się może choćby większą kreatywnością, ale i nie tylko.

Przepytywała i męczyła Magda Czmochowska

5.00 avg. rating (99% score) - 5 votes

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Please enter your name here