Zanim zawisły psy, Niels Oxen prowadził żywot włóczykija. Pragnął tylko jednego – żeby wszyscy dali mu spokój. Czy napiętnowany przez demony wojny były komandos duńskiej jednostki specjalnej, człowiek uciekający od życia poza nawias społeczeństwa mógł liczyć na odrobinę duchowej stabilizacji?

Wiszący pies.

Zwierzę wyglądało, jakby wyciągnęło szyję, rozpaczliwie próbując jeszcze ten jeden, ostatni raz powąchać, jak pachnie życie. Na próżno. Nie udało mu się zbliżyć sznupy do delikatnych płatków kwiatu migdałowca nad jego głową. 

W nieśmiałym jeszcze świetle wschodzącego słońca widać było rozczarowanie w jego matowych oczach. Walkę o życie przegrał już dawno. Minęło wiele godzin od chwili, gdy swoim ciężarem zacisnął pętlę wokół własnej szyi.

Wagabunda, banita, lump?

Czasami nadchodzi taki moment, że człowiek ma ochotę rzucić wszystko i uciec od rzeczywistości, która zakleszcza go w zbyt mocnym uścisku. Niels chciał uwolnić się od wspomnień wojny na Bałkanach, sprawić, aby koszmary opuściły go raz na zawsze, dając w zamian spokojny sen.

Oxen nie istniał. Nie miał domu, nie żył na koszt państwa, nie figurował pod żadnym adresem. Nie miał nic, oprócz psa, samojeda noszącego imię Mr. White. Były żołnierz, były adept szkoły policyjnej, były mąż i niedokończony ojciec grzebiący po restauracyjnych śmietnikach w poszukiwaniu jedzenia dla siebie i psa – tak prezentował się bohater wojenny trzykrotnie odznaczony medalami za odwagę.

Tam, gdzie nogi poniosą.

Kierowali się w stronę wielkich lasów – historycznego przyczółku kłusowników, złodziei i wyrzutków społeczeństwa. Trzydzieści lasów, z których każdy nazywał się inaczej, a łącznie tworzyły największy kompleks leśny Danii, majestatyczny Rold Skov.

Oxen chciał zobaczyć zamek Norlund i wybrał się tam w towarzystwie Mr. White’a o dość niefortunnej porze, pod osłoną nocy. Żołnierskie nawyki wzmogły jego zainteresowanie dwoma ochroniarzami, którzy kręcili się przed zamkiem; siedzibą byłego ambasadora, mecenasa sztuki i prezesa think tanku w jednym – Corfitzena. To, co zobaczył w ogrodzie poderwało jego nogi do biegu – martwy pies, wciąż jeszcze ciepły, dyndający na gałęzi, a parę kroków dalej ochroniarz, równie nieżywy jak pies.

Oto nadchodzi śmierć.

Trzy zabite psy stanowiły ostrzegawcze preludium dla ich właścicieli, zapowiedź rychłej śmierci. Dlaczego morderca używał niewinnych zwierząt do realizacji swojego celu? Co wspólnego mieli ze sobą trzej zamordowani (w finezyjny sposób) mężczyźni? Dlaczego ktoś usunął system monitoringu z zamku Norlund? Co planował Axel Mossman, człowiek pracujący dla Policyjnej Służby Wywiadowczej? Jak Niels Oxen znalazł się w epicentrum makabrycznych wydarzeń? Na każde z tych pytań znajdziecie odpowiedź we wciągającym do cna thrillerze Jensa Henrika Jensena.

Gra pozorów.

Kiedy nie wiadomo, o co chodzi, zazwyczaj chodzi o pieniądze. Albo o władzę. Albo o jedno i drugie. Oxen chciał zaznać spokoju, ale przystał na nieformalną propozycję współpracy z Mossmanem, kiedy po powrocie do obozowiska znalazł nieżywego Mr. White’a. To przeważyło szalę i zgodził się pomóc policji wywiadowczej, żądając za to niebywałej kwoty dwustu pięćdziesięciu tysięcy koron. Wszedł na grząski grunt ze świadomością, że w tej zagmatwanej sprawie mógł być zaledwie płotką rzuconą rekinom na pożarcie. Małomówny, chodzący swoimi ścieżkami były komandos był nie lada orzechem do zgryzienia dla policjantki Francke. Porozumienie, które po czasie nawiązali, pomogło im dotrzeć do osób z najwyższego szczebla władzy i obnażyć bezwzględność ich działań.

Trzyma w napięciu.

Zanim zawisły psy” to dobry, mocny i nieprzesadzony kryminał. Rozkręca się powoli, wciągając czytelnika w wir wydarzeń małymi kroczkami. Po przeczytaniu pięćdziesięciu stron, doszłam do wniosku, że czytanie tej książki będzie męczarnią. Pomyliłam się. Autor subtelnie dawkuje napięcie, jednocześnie zapętlając wątki i podając możliwe rozwiązania. Główny bohater jest cudownie pełnowymiarowy, dzięki czemu lektura powieści bardziej przypomina seans filmowy. „Zanim zawisły psy” jest idealną pozycją dla wszystkich wielbicieli mrocznych powieści i polecam ją z czystym sumieniem.

Jens Henrik Jensen (ur. 1963) z wykształcenia jest dziennikarzem.

Uwielbiam pisać i opowiadać historie. Tak się to wszystko dla mnie zaczęło w 1994 roku, kiedy zacząłem pracować nad moją pierwszą powieścią Wienerringen (Wiedeński pierścień) i tak to się do tej pory dzieje”.

0.00 avg. rating (0% score) - 0 votes

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Please enter your name here