„Zbuntowany dziedzic”- Vi Keepland, Penelope Ward

„Zbuntowany dziedzic” to pierwszy tom historii pełnej humoru, pięknych obietnic, miłości po granic i łez. Książka o uczuciu, które podobno nie powinno się nigdy wydarzyć. Dwie całkiem różne osoby spotykają się w Hampton, jeszcze nie wiedząc jak skończy się ich historia.

(Nie)przekraczalna granica

Gia i Rush – główni bohaterowie. Szczerze mówiąc nie zdziwiło mnie to, że ona jest piękną brunetką, a on przystojnym, wysportowanym mężczyzną z licznymi tatuażami (oczywiście), z wrednym charakterem i uzależnieniem od papierosów. Gia przyjeżdża do Hampton, żeby dokończyć swoją debiutancką książkę. Pewnego dnia wyświadcza przysługę swojej przyjaciółce Riley i staje za barem.

Przecież to nic trudnego, zwykłe nalewanie drinków i piwa.

Otóż nie, nieco później Gia poznaje swojego szefa Rusha. Nie jest on zadowolony z wykonywanych przez nią niby łatwych czynności. Wścieka się, ale nie zwalnia Riley za brak informacji o zamianie pracowników, a Gii proponuje współpracę na stanowisku hostessy. Naturalne jest to, że spodobali się sobie, ale Rush ma jedną złotą zasadę – nie umawia się z nikim z pracy. Z biegiem wydarzeń łamie tę zasadę.

Romantyczne sceny, piękne wnętrza, rodzinne dramaty

Jak się okazuje bohaterów łączy nie tylko pociąg seksualny. Oboje wpadli sobie w oko, mają też bardzo podobne historie rodzinne. Jedynym, co ich zatrzymuje przed wyznaniem sobie uczuć to strach, który jest paraliżujący. Ona zraniona przez oszusta, on zamknięty na związki dłuższe, niż na tak zwany jeden numerek. Poznają się poprzez wspólną pracę i powroty do domu, który należy (oczywiście) do Rusha.

Tak, on jest przystojny i odziedziczył spadek po dziadku.

Spędzają swoją pierwszą noc bez stosunku. To mnie ucieszyło i zaskoczyło, ponieważ autorki bardzo sprytnie przerzucają informacje o wzajemnych pociągach seksualnych w całą historię. Odniosłam wrażenie, że erotyka w losach bohaterów jest tylko dodatkiem. Podczas czytania skupiałam się nad dbałością o każdy szczegół. Perypetie rodzinne bohaterów zostały tak samo przedstawione jak opis domu, czy pocałunek i gęsia skórka, która pojawiała się przy opisach stosunków.

Tandetna okładka, tandetny opis, wzruszająca historia

Nieprzypadkowo na okładce znalazł się półnagi mężczyzna z papierosem i tatuażami. Przykuwa uwagę, ale można szybko pominąć tę pozycję na półce w księgarni i to jest błąd. Takich „obrazków” NIESTETY mamy od jakiegoś czasu na pęczki. Jakby poziom bycia przystojnym na obwolucie miał decydować o tym, czy sięgniemy po tę pozycję, czy też nie. Na tylnej okładce czytamy „Nie wolno zakochiwać się w kimś takim jak on!”. Przed oddaniem się lekturze zadałam sobie pytanie…

… „Czy byłabym w stanie zakochać się Rushu?”

I na to pytanie mogę z czystym sumieniem odpowiedzieć, że tak. Gdybym oczywiście była w Hampton podczas pięknego lata, z przyjaciółką i w dodatku w pięknym domu!. Niczego więcej nie brakowałoby mi do szczęścia, niż przystojnego mężczyzny obok i w dodatku bogatego! Zdecydowanie tak, zakochałbym się w nim. Rush to w środku wrażliwy facet, który miał w życiu ciężko, ale los się do niego uśmiechnął. Śledziłam jego całą przemianę. W pracy potrafił być gburem i ostrym szefem, zaś przy Gii otworzył swoje dawno ukrywane oblicze osoby wrażliwej i bardzo dobrej.

Niedosyt

Książkę czyta się płynnie. Nie sądziłam, że tak szybko pochłonie mnie historia ocierająca się o erotyk, prawie jak „50 twarzy Greya”. „Zbuntowany dziedzic” to idealny romans na wakacje, do torebki, do tramwaju czy do kubka z gorącą czekoladą. Z niecierpliwością czekam na kolejny tom. Ciekawi mnie czy prawdziwa miłość Rusha i Gii przetrwa napotkane po drodze komplikacje?

5.00 avg. rating (98% score) - 1 vote
shares